Najdłuższa wojna nowoczesnego świata
Jerzy Marek Nowakowski 31.01.2020

Kilka tygodni po wojnie z Irakiem miałem okazję odbyć serię spotkań z przedstawicielami władz Autonomii Palestyńskiej. Pytając o ówczesny plan pokojowy dla Izraela i Palestyny, zwany skromnie „mapą drogową” słyszałem, wymawiane z nie ukrywaną wściekłością: „przyjmujemy mapę drogową za podstawę dalszych negocjacji”. Zaś poza protokołem ministrowie palestyńscy dodawali: „a co możemy zrobić”.

 

Obecny plan pokojowy Donalda Trumpa dla Palestyny jest bardziej proizraelski od ówczesnej mapy drogowej. Tyle, że za propozycjami amerykańskimi nie stoi argument zwycięskiej kampanii wojennej. Więc strona palestyńska odpowiada – nie interesuje nas to. „Nie uklękniemy i nie poddamy się. Palestyńczycy oprą się planowi z pomocą pokojowych środków” – oznajmił prezydent Mahmud Abbas

Rzecz jasna Waszyngton ma w ręku potężne argumenty. Nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, kilkadziesiąt miliardów dolarów na rozwój Palestyny, które deklaruje prezydent USA. Ważniejsza jest głęboka zmiana geografii politycznej Bliskiego Wschodu. Sponsorzy Palestyny: Arabia Saudyjska, Katar czy Jordania są dzisiaj uzależnieni od USA, bo weszli w głęboki spór z Iranem (lub jak Katar z sąsiadami). Brak amerykańskiego parasola nad państwami arabskimi (a ten parasol powoli ale nieuchronnie się zwija) grozi im w najlepszym razie destabilizacją rządów a w gorszym wojną. Warto też pamiętać o czynniku psychologicznym. W świecie arabskim wszyscy są zmęczeni Palestyną i coraz bardziej chcą jakiegokolwiek rozwiązania. W Jordanii obozy uchodźców przekształciły się już w regularne miasta, w których ogromna większość mieszkańców urodziła się poza Palestyną.

Także Izrael jest zmęczony permanentnym konfliktem. Plan wykuwany od wielu miesięcy przez Jareda Kuschnera – prywatnie zięcia prezydenta Trumpa – będzie dzielił region na część antyamerykańską i proamerykańską. W sytuacji ostrego konfliktu z Iranem, kompletnie nieracjonalnego ale podgrzewanego z powodów wyborczych przez premiera Netanyahu i z bardzo podobnych przyczyn przez irańskich radykałów można się spodziewać kolejnej fali ataków palestyńskich i jeszcze mocniejszego związania się Autonomii z Teheranem. Może się okazać za chwilę, że Iran jest głównym sojusznikiem Palestyny. Atak rakietowy Hamasu na Izrael kilka godzin po ogłoszeniu planu dowodzi jednego. Amerykanie nie mogą liczyć na łatwy dialog z Palestyńczykami, mimo, że ich propozycja powinna być dla Palestyny atrakcyjna. Po raz pierwszy USA stwierdziły, że Palestyna powinna uzyskać status samodzielnego państwa a nie autonomię w ramach Izraela. Co więcej plan pokojowy połączony jest z rzeczywiście hojną oferta finansową.

Być może Kuschner liczy na podział wewnętrzny w społeczeństwie palestyńskim. Bo zwykłym obywatelom doskwiera bieda i brak perspektyw. Nie bez przyczyny jedną z najboleśniejszych retorsji ze strony Izraela jest zamknięcie granic, co sprawia, że Palestyńczycy nie mogą przejeżdżać do pracy na obszarze państwa żydowskiego. Wizja miliardowych inwestycji, nowych miejsc pracy i upragnionego pokoju może okazać się dla bardzo wielu Palestyńczyków atrakcyjna. Uderza ona także w podstawy politycznej potęgi Hamasu i Hezbollahu. Dla człowieka Zachodu są to organizacje terrorystyczne i koniec. Dla mieszkańców Zachodniego Brzegu a jeszcze bardziej Strefy Gazy Hamas i Hezbollah to przede wszystkim organizacje charytatywne zajmujące się opieką nad ludźmi bez pracy, prowadzące szpitale itd. Oczywiście są to także pracodawcy dla młodych ludzi, którzy obsługują wyrzutnie rakiet czy nielegalne wytwórnie broni. Ale, oczywiście, ta opieka jest na bardzo elementarnym poziomie. Oferta wyjścia z biedy może być atrakcyjna. W perspektywie krótkoterminowej wygląda jednak na to, że głównie sprowokuje terrorystów do jeszcze intensywniejszych działań.

Jednym z najciekawszych elementów planu Trumpa/Kuschnera wydaje się koncepcja budowy sieci tuneli łączących poszczególne części państwa palestyńskiego. Nie od dziś wiadomo, że Palestyńczycy są specjalistami w drążeniu tuneli. Cały ich system łączył Strefę Gazy z Egiptem. Pod ziemią znajduje się tez znaczna część uzbrojenia wykorzystywanego do ataków terrorystycznych przeciwko Izraelowi.

Tym razem jednak mowa o solidnych tunelach, tyle tylko że plan pokojowy zakłada, iż będą one kontrolowane przez Izraelczyków. Inaczej mówiąc, nie zapewnią niezależnej od władz w Jerozolimie komunikacji pomiędzy poszczególnymi częściami państwa palestyńskiego.

Dotykamy tutaj dwóch kluczowych słabości planu przedstawionego przez Trumpa. Pierwszą z nich jest fakt, że Jerozolima wschodnia przed wojną sześciodniową należąca do Arabów ma pozostać w granicach Państwa Izrael. A przecież status wschodniej Jerozolimy od ponad pół wieku pozostaje zasadniczą kością niezgody w sprawie palestyńskiej. Warto przypomnieć, że właśnie w tej części miasta znajduje się jerozolimskie Stare Miasto ze świętymi miejscami wszystkich wielkich religii monoteistycznych: Bazyliką Grobu Pańskiego, Golgotą, Ścianą Płaczu czy Meczetem Al-Aksa. Propozycja by stolicą Palestyny były podmiejskie dzielnice wschodniej Jerozolimy została natychmiast przez Palestyńczyków odrzucona.

Drugą słabość planu widać na mapie. Państwo palestyńskie wygląda na niej jak zbiorowisko mniejszych i większych plamek na mapie Izraela. Z kolei na tych plamach jest aż gęsto od kropek wskazujących na „enklawy” czyli osiedla żydowskie na terenach palestyńskich. Ktoś musi tego wszystkiego pilnować. I – rzecz jasna – wedle Trumpa/Kuschnera ma to być armia izraelska. Podobnie pod kontrolą Izraelczyków miałyby znajdować się mosty na Jordanie i porty morskie.

Marszałek Piłsudski komentując jeden z projektów ordynacji wyborczej oznajmił, że próbując ją stosować „nawet święty by dostał pomieszania zmysłów”. Dokładnie takim samym komentarzem można spuentować założenia planu pokojowego dla Izraela i Palestyny. W założeniach wszystko wygląda nieźle. Szczególnie założenie uznania palestyńskiej państwowości. W praktyce jednak zastosowanie tego planu byłoby możliwe tylko po wyniszczającej wojnie w warunkach okupacji trzeciej strony. Jak w powojennej Japonii. Poza wszelkimi technicznymi i ideologicznymi zastrzeżeniami o których pisałem powyżej jest jeszcze jeden kłopot. Otóż przez 70 lat istnienia Państwa Izrael nienawiść i brak zaufania pomiędzy Palestyńczykami i Żydami osiągnęły taki poziom, iż w razie wprowadzenia planu w życie dochodziłoby do nieustannych konfliktów, aktów terroryzmu etc.

Lektura setek stron planu pokojowego sprawia wrażenie, że był on pisany z dobrą wolą i przy próbie uwzględnienia interesów wszystkich stron konfliktu. Wydaje się jednak, że splot konfliktów i interesów w całym regionie jest tak skomplikowany, że pokój w Palestynie będzie musiał być ostatnim a nie pierwszym akordem procesu uspokojenia szerokiego Bliskiego Wschodu.