Najpierw zbiera się aktyw. Ideolo ofensywa Unii
Dariusz Matuszak 22.09.2020

Za PRL był taki dowcip: na polu rosną buraki i ziemniaki. Co się zbiera najpierw? Najpierw zbiera się aktyw.  To najwyraźniej wzięła sobie do serca Unia Europejska i w związku z powakacyjnym otwarciem sezonu politycznego rozpoczęła ideologiczną kampanię.

 

Punktem wyjścia było orędzie o stanie Unii wygłoszone przez przewodniczącą Komisji Europejskie Ursulę von der Leyen, w którym przedstawiła plany i priorytety Brukseli na najbliższy rok, czy też lata. Można zacząć się bać.  Wszystko, nawet cele gospodarcze, podporządkowane będzie ideologii. Niemka zaczęła od podziękowania pracownikom służby zdrowia walczącym z pandemią i zapowiedziała wzmocnienie roli Europejskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób. To taka unijna agencja, która ma się właśnie zajmować walką z pandemiami, i o której nikt nie słyszał. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z prawdziwą plagą, to zaiste niezwykłe osiągniecie. Już w przyszłym roku zbierze się aktyw, bo Unia zorganizuje światową konferencję na temat zdrowia. 

Jak się okazało, pandemia ma coś tam wspólnego z domniemanym ociepleniem klimatu, więc trzeba ją wykorzystać do wprowadzenia nowego zielonego ładu. I tak redukcja emisji gazów z zapowiadanych 40 procent w 2030 roku ma sięgnąć 55 procent.  M.in. na to wydanych zostanie 37 procent z 750 miliardów euro w funduszu odbudowy europejskie gospodarki po koronawirusie. Oczywiście Bruksela tych pieniędzy nie ma, ale ma mieć.  Fundusze mają być wydane także na projekty wodorowe i budowę co najmniej 1 miliona punktów ładowania samochodów elektrycznych. Tak więc Drogie Dzieci z Afryki, które właśnie czytacie ten tekst: ostrzcie swoje łopatki i weźcie się do solidnej roboty w tych kopalniach kobaltu, bo my Europejczycy będziemy potrzebowali jeszcze więcej akumulatorów do naszych zielonych samochodów. I nie martwcie się, potem wam te akumulatory, jak już padną, odeślemy. Albo do jakiejś tam Albanii czy Macedonii.

Ursula von der Leyen wie, że cele są ambitne. Cytat: Musimy zmienić sposób w jaki traktujemy przyrodę, jak produkujemy i konsumujemy, żyjemy i pracujemy, odżywiamy się i ogrzewamy, podróżujemy i transportujemy – powiedziała przewodnicząca 

Nie wiem jak von der Leyen traktuje przyrodę. Jak chce, to niech sobie ten swój sposób traktowania przyrody zmienia. Ja nie zamierzam. Jakiejkolwiek by nie patrzeć, przedstawiła groźbę, którą wraz ze swym aparatem będzie chciała zrealizować i wymóc nas podporządkowanie się.  Co to bowiem znaczy, że musimy zmienić sposób odżywiania się, podróżowania, etc.? To znaczy, że eurokraci chcą kontrolować każdy aspekt naszego życia. Nie zostawią żadnej dziedziny bez tego, by narzucić nam odpowiedni w ich mniemaniu sposób postępowania. Wszytko, będzie oceniane pod kątem zgodności z nowym zielonym ładem i to, co niesłuszne eliminowane. Jak choćby jedzenie mięsa, to zapowiedź na wprost.

Von der Leyen zadekretowała też odkrycia naukowe i technologiczne i zapowiedziała powstanie w Europie Doliny Wodorowej. Patrzcie Państwo jakie to sprytne. Ameryka ma swoją Dolinę Krzemową, a my będziemy mieli wodorową. I to jest sprytne podwójnie, bo wodór we wszechświecie jest najpowszechniejszym pierwiastkiem. 95 procent atomów to wodór. Sami więc państwo widzicie, że taki krzem nie ma szans z naszym unijnym wodorem. 

O co z nim tej von der Leyeyn chodzi, to nie wiadomo. Być może o kontrolowaną syntezę termojądrową, dzięki czemu mielibyśmy nieskończone źródła energii. A może o to, by go sprasować tak, by stał się ciekłym, a nawet stałym metalem. Wtedy otrzymalibyśmy idealny przewodnik. Wystarczy tylko w stworzyć takie warunki jakie panują we wnętrzu Jowisza. Podobno w 2017 roku udało się to zrobić na Uniwersytecie Harvarda. Podobno, bo gdy pomiędzy dwoma diamentami „sprasowano” kilkadziesiąt atomów wodoru, to w pewnym momencie owe diamenty rozprysły się jak szkło. No i gdzieś się te atomy wodoru na podłodze zapodziały. Podejrzewa się, że sprzątaczka je później zamiotła i wyrzuciła. Na szczęście pani przewodnicząca zadekretowała odkrycia naukowe. Ja podejrzewam, że będzie tak jak z tą mapą mózgu, którą za jedyne miliard euro Unia chciała stworzyć. Miliard wydano, a mózgu nie ma.

Jednakże, jak powiadają Francuzi, revenons a nos moutons wróćmy do naszych baranów. Pani przewodnicząca zapowiedziała też, że będziemy mieli tożsamość cyfrową na poziomie europejskim. Do płacenia podatków albo wypożyczenia rowerów – zapewniła von der Leyen. Ja twierdzę, że do kontroli i inwigilacji. Nauczyłem się języka brukselskiego, więc potrafię z niego tłumaczyć. Zapowiedziała też wprowadzenia na poziomie europejskim płacy minimalnej. Inaczej mówiąc Bruksela będzie decydować, ile mleczarz z Garwolina ma zapłacić swoim pracownikom. Projekt jest ze swej natury idiotyczny. Objąć by miałby bowiem i Rumunię i taki Luksemburg. Jeśli owa płaca minimalna będzie ustalona na poziomie rumuńskim, czy bułgarskim, to oczywiście w takiej Danii, czy Holandii zapis o płacy minimalnej nie będzie miał i tak zastosowania. Jeśli zaś ustalą go wedle szwedzkich standardów, to będzie nie do zastosowania nawet w Polsce, Czechach, czy na Węgrzech. A może wybiorą jako punkt odniesienia jakichś średniaków w rodzaju Grecji, czy Portugalii? Nie wiadomo. Na pewno aktyw się zbierze, pochyli nad tym i za pochylenie pieniądze będzie brał. Może nawet jak ten Grek, który za unijne pieniądze przez 30 lat pilnował, aby jezioro, którego nie ma, nie wylało. 

Ursula von der Leyen mówiła też sporo o Polsce i prześladowaniach LGBTQI+. Zapowiedziała, że polska konstytucja i kodeks rodzinny się zmienia. Ja o tym zmilczę. Już ja się znam i wiem, jak by było. Napisałbym ze cztery zdania i wszyscy zapomnieliby o wszystkim innym i tylko o to całe LGBTQI + się pokłócili. 

Następnego dnia po orędziu w bój zostały wysłane dwie komisarki – Vera Jouova od unijnych wartości i przejrzystości i Helena Dalli od unijnej równości. Panie zapowiedziały zrobienie w unijnych instytucjach lustracji rasowej. Chodzi mianowicie o to, że ponieważ na innym kontynencie w czasie interwencji policji z przedawkowania narkotyków (to już wiadomo, oddzielną kwestią jest to, czy policjanci złamali prawo) zmarł czarnoskóry mężczyzna, to w Europie trzeba zrobić przegląd kadr pod kątem różnorodności rasowej.  Pisałem o tym niedawno przy okazji tekstu o Hollywood, który robi lustrację rasową, płciową, seksualną i zdrowotną wśród twórców filmów. Unia nie może być gorsza. Jourova zapowiedziała wprowadzenie kryteriów rasowych przy zatrudnianiu w unijnych instytucjach. Na początek odbędzie się profilowanie rasowe pracowników Komisji Europejskiej. Nie wiem, czy wykorzystają ustawy norymberskie III Rzeszy, które zawierały kryteria określające kto Żyd, a kto Aryjczyk etc., ale jakiś gotowy wzorzec już jest. To wszystko w ramach walki z tzw. systemowym rasizmem. Wiadomo, że skoro lustracja rasowa obejmie instytucje unijne, to później eurokraci zażądają, by przeprowadzić je w instytucjach poszczególnych państw. Niektóre zresztą, jak Francja już to robią. 

Komisarki zapowiedziały również przegląd sił porządkowych i śledczych, czyli policji różnych agencji, służb etc. w krajach członkowskich, czy aby nie stosują profilowania rasowego. Ma się rozumieć, że takie profilowanie może zrobić Komisja swym pracownikom, a nie jakaś tam byle policja w Austrii, czy Chorwacji. Informacje na temat tego, jak poszczególne policje postępują wobec mniejszości etnicznych czy rasowych, gromadzić ma unijna Agencja ds. Praw Podstawowych.  Panie zapowiedziały również przegląd programów szkolnych i tych u nadawców medialnych pod kątem promowania różnorodności, a także walki ze stereotypami. Jak powiedziała pani komisarz Dalli, nikt nie rodzi się rasistą, więc musimy się oduczyć, tego, czego się nauczyliśmy. Rozumiem, że Verova i Dalli „nauczyły się” rasizmu i sądzą, że inni też pobierali nauki takie jak one. 

Po komisarkach Verovej i Delli do boju ruszyła Ylva Johansson komisarz ds. wewnętrznych. Pani na potrzeby polityki imigracyjnej wymyśliła nowe pojęcie – przymusową solidarność. Chodzi o to, że niektóre państwa członkowskie nadal nie zgadzają się na to, by Bruksela przysłała im z rozdzielnika imigrantów. To oczywiste, że dobrowolna solidarność nie wystarczy. Musi być obowiązkowa solidarność – oznajmiła komisarz Johansson.  Na czym ma polegać owa przymusowa solidarność, Szwedka opowie wkrótce. Już można się domyślić. Jeśli jakieś państwo dobrowolnie pod przymusem nie zgodzi się, by urzędnicy w Brukseli mówili, kto ma w nim mieszkać, to może spodziewać się kar. Pewnie tak jak przy owej praworządności wprowadzi się system kar pieniężnych przy rozdziale funduszy. 

Cztery panie – 3 komisarki i jedna przewodnicząca – występując dzień po dniu określiły to, czym będzie się zajmować Unia w najbliższym czasie. A więc walką z domniemanym globalnym ociepleniem, systemowym rasizmem, prześladowaniem LGBTQI+ i polityką imigracyjną polegająca na tym, że Bruksela będzie rozsyłać po państwach każdego, kto się w jakikolwiek dowolny sposób na teren Unii dostanie. 

A jest tak. W Europie pandemia szaleje i liczba zarażeń sięga rekordowych poziomów. Unia nie uruchomiła do tej pory żadnych funduszy, by jakkolwiek pomóc zdewastowanym gospodarkom.  Spadek PKB w różnych państwach w 2020 roku wyniesie od 7 do nawet 20 procent. Dla niektórych oznacza to cofnięcie się do poziomu z początku wieku. Najgorzej będzie w krajach tzw. PIGS, czyli Portugalii, Włoch, Grecji i Hiszpanii, z których żaden nawet przed pandemią nie odzyskał formy sprzed kryzysu 2008 roku. Bezrobocie wśród młodych w Hiszpanii sięga 40 procent. Negocjacje w sprawie współpracy z Wielka Brytania kompletnie utknęły, a 1 stycznia kończy się okres przejściowy po Brexicie i Wielka Brytania całkowicie opuści wspólny rynek. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów ACEA, błaga Unię o zawarcie umowy z Wielką Brytanią. Jej brak w ciągu 5 lat będzie kosztował branżę 110 miliardów euro w postaci nieuzyskanych przychodów. Sami Wyspiarze zawarli już umowę o wolnym handlu z Japonią. W kolejce czekają Australia, Indie, Kanada i Stany Zjednoczone. 

W 2000 roku Unia przyjęła tzw. Strategię Lizbońską.  Wtedy, na 4 lata przed swym rozszerzeniem o Polskę i inne byłe kraje demoludów, Unia była największym rynkiem, a co za tym idzie gospodarką świata. Zakładano, że do 2010 roku UE prześcignie Stany Zjednoczone w PKB na głowę i w tempie rozwoju gospodarczego. Z tych buńczucznych zapowiedzi nie pozostało nic. Mimo powiększenia się o kilka państw Unia spadła na 3 miejsce, a PKB na głowę plasowałoby takie np. Niemcy na końcu 4 dziesiątki stanów USA. Jedynie Irlandia i Luksemburg, które razem są tak duże, jak mniej więcej połowa miasta Nowy Jork, mają PKB na głowę wyższe niż USA. Te przykłady podaję, żeby nie zaciemniać statystyk obecnością w Unii krajów postsocjalistycznych. Gdy w 2010 roku podsumowano strategię, uznano, że zapóźnienie w rozwoju technologicznym wobec Stanów Zjednoczonych wynosi 20-30 lat! Jak jest dwie dekady później, widzi każdy. Wszystkie kraje byłych demoludów awansowały w rankingach, a stara Europa nie tylko o centymetr nie poszła do przodu, a wręcz się cofnęła. 

I by zacząć od frazy, która jest zawsze początkiem jakiegoś głupiego zdania: w każdym normalnym kraju to… to zastanowiono się by, co robimy źle, że zostajemy w tyle, że świat zaczyna nam uciekać. Unia, mimo swych państwowych ambicji, normalna nie jest. My, mieszkańcy gorszej, głupszej i nie dość postępowej części Europy wiemy, że: w każdym normalnym kraju socjalistycznym, gdy są kłopoty, to zaczyna się ideologiczne i propagandowe wzmożenie.