Bezpieczeństwo
Narodowe Szczepienia im. Świętego Szczepana
Dariusz Matuszak 29.12.2020

Są twierdzenia, które mają status dogmatów, i których podważać nie wolno. W postępowo modernistycznym kręgu cywilizacyjnym, który zastępować zaczyna nasz dotychczasowy, a więc ten, który opierał się na greckiej filozofii, czyli naukowości, rzymskim prawie i chrześcijańskiej moralności, do takich dogmatów należą twierdzenia, iż Unia Europejska jest najwspanialszą instytucją w dziejach ludzkości, a sama Komisja niepokalaną, Ziemi grozi zagłada z powodu globalnego ocieplenia, i że należy się szczepić. Kto podważy, tego spotyka wieczne potępienie, ostracyzm, a czasami defenestracja, że go żaden Internet do spóły z systemem Windows nie wykaże. Jakby człek istnieć przestał, jak choćby klimatolog John Coleman, założyciel Weather Channel, który ośmielił się twierdzić, że globalne ocieplenie to lipa.  W obecnym sezonie chorobowym najgorętszym tematem są szczepienia. Wstrzyknąć sobie czy nie wstrzyknąć, oto jest pytanie, na które przedstawiciele cywilizacji postępu i nowoczesności odpowiadają zgodnie jak reprezentacyjna kompania Bundeswehry, Berliner Wachbataillon: tak jest!!!

 

Ale, ale, stój Halina. Niektórzy są jeszcze bardziej postępowi, niż tacy zwykli postępowi z CNN, czy TVN i twierdzą, że niekoniecznie. Należy bowiem dać odpór szczepionkowemu nacjonalizmowi. I tak doktor Ezekiel Emanuel, który wchodzi w skład powołanego przez Joe Bidena komitetu do walki z koronawirusem, twierdzi, że należy sobie darować szczepienie osób, które są na coś chore i mają więcej niż 65 lat. Czyli tych z grupy podwyższonego ryzyka. Pan Emanuel jest eutanazistą, czyli zwolennikiem eutanazji i kimś, kto uważa, że osób starszych należy się w miarę możliwości pozbywać.  Według tego szefa Wydziału Etyki Lekarskiej Uniwersytetu Pensylwania, ludzie nie powinni żyć dłużej niż 75 lat. Starsi sprawiają bowiem kłopoty i więcej biorą od społeczeństwa, niż mu dają. Nie pracują, wymagają opieki, więc ich życie jest mnie warte. 

Oto prosta prawda, której wielu z nas wydaje się nie przyjmować: zbyt długie życie to także cierpienie. Powoduje, że wielu z nas jest niepełnosprawnymi, słabnie i podupada na zdrowiu. Okrada nas z naszej kreatywności i zdolności do pracy dla społeczeństwa i świata. Długie życie zmienia też to, jak ludzie nas doświadczają, odnoszą się do nas i co najważniejsze, jak nas pamiętają. Nie będziemy już pamiętani jako żywiołowi i zaangażowani, ale jako słabi, nieskuteczni, a nawet żałośni – pisał Emanuel. Do życia ma więc etyk Emanuel podejście transakcyjne: dajesz – żyjesz, nie dajesz – nie żyjesz.  Cos jak komunistyczne zawołanie: Kto nie pracuje, ten nie je. W epoce wszechogarniającej propagandy i marketingu ważny jest też wizerunek: do końca trzeba się fajnie zachowywać i sprawiać dobre wrażenie oślepiając blaskiem sztucznych zębów i wypełnionych botoksem policzków. 

Skoro starzy nie nadają się do życia, to oczywiście nie należy ich też szczepić.  O tym napisał w artykule „Uczciwy model” opublikowanym w magazynie Science. Chodzi oczywiście o uczciwy model szczepień, a więc taki, w którym nie ulegamy też „szczepionkowemu nacjonalizmowi”. Jeszcze w listopadzie pisał, że nawet jeśli szczepionka zostanie wynaleziona w Stanach Zjednoczonych, to Amerykanie nie powinni mieć pierwszeństwa w dostępie do niej. Ani żaden kraj, w którym jest duży odsetek ludzi powyżej 65 roku życia i ze współistniejącymi chorobami. Skoro bowiem mimo chorób, obywatele żyją w danym państwie dłużej niż 65 lat, to oznacza, że jest ono bogate. Wysyłanie tam szczepionek byłoby uprzywilejowywaniem bogatych. To dotyczy także Amerykanów. Precz ze szczepionkowym nacjonalizmem. Tak więc Biden wziął sobie na pokład eutanazistę uważającego, że właściwie nie powinien on już żyć, bo może być nieskuteczny, a nawet żałosny.  A już tym bardziej nie należy marnować na niego szczepionki. 

Amerykanie mogą się zastanawiać, jak to jest, że głosując na Bidena, mogli wybrać kogoś, kto nie stawia na pierwszym miejscu ich własnych interesów. Ha, ha. Jeszcze nieraz się zdziwią. Tutaj nie chodzi o Stany Zjednoczone, tylko o cały świat. Teraz prezydentura to tylko narzędzie do popychania globalizmu, więc dlatego w ramach pakietu covidowej pomocy dla gospodarki, Kongres chce przeznaczyć miliony na promocje gender w Pakistanie (autentyczne). Cała idea polega bowiem na odrzuceniu m.in. porządku miłosierdzia, czy miłowania – ordo caritatis.  Zasada ta w największym skrócie polega na tym, że najpierw dba się o najbliższych np. swoje dzieci, a nie sąsiadki (choć tu oczywiście mogą być wyjątki), rodzinę, przyjaciół, wioskę etc. a w dalszej kolejności o tych, z którymi nas mniej wiąże. To dobra i racjonalna zasada, ale już niekoniecznie dla etyka Emanuela, który uważa, że pan Smith powinien zrozumieć, że akurat jego matka nie doczekała i zmarła, bo szczepionkę wysłano do jakiegoś młodzieńca z nieuprzywilejowanego państwa.

No ale nie po to się zdobywa władze, żeby nie móc sobie być do cna hipokrytą. Biden mimo opinii swego etyka i tego, że do życia już się nie nadaje, szczepionkę wziął i zrobił to w świetle kamer, . Podobnie też zaszczepiła się kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, (AOC) szczera marksistka-leninistka, bojowniczka o równości wszelakie. Filmik z tego nadzwyczajnego wydarzenia zamieściła na Instagramie. Wielbicielom swej socjalistycznej niezłomności wyjaśniła też, dlaczego ona – młoda 31-letnia, bogata polityk, dostała szczepionkę wcześniej, niż osoby z grupy zwiększonego ryzyka, czy pracownicy medyczni, albo też pracownicy z pierwszej linii jak policjanci, strażacy, ratownicy etc. Otóż, jak wyjaśniła AOC, to kwestia bezpieczeństwa narodowego w tych trudnych, pandemicznych czasach. Chodzi o zachowanie ciągłości władzy i o to, by AOC mogła nieść pomoc. To nie ma nic wspólnego z przywilejami, z którymi walczy tak zaciekle, że należąc do grupy o niemal zerowym ryzyku i tak musiała być zaszczepiona poza kolejnością przyzwoitości. 

Jak się okazuje szczepionek, póki co nie przyjmą najważniejsi pracownicy Pfizera. Ustąpią miejsca innym. Tutaj możemy mieć do czynienia z jeszcze bardziej pokrętną przewrotnością niż w prostym przypadku zakłamanej AOC.  Wydawałoby się, że pracownicy Pfizera powinni być szczepieni jako pierwsi, po to, by mogli pracować nad udoskonaleniem swej szczepionki i wymyślaniem kolejnych na następne mutacje, czy co tam się pojawi. A tu nie. Zdrowie siekniętej na umyśle kongresmenki AOC to kwestia bezpieczeństwa narodowego, ale już nie tych co szczepionki wynajdują, czy ich wynajdywaniem dowodzą. 

Jedni się szczepią na wyścigi, inni wręcz ostentacyjnie oświadczają, że nie zamierzają tego zrobić. Sprawa nie dotyczy jakiegoś marginesu, ale połowy ludzi nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach. Wielki odsetek szczepionkosceptyków jest także wśród lekarzy. Mniejsza o dokładne dane, ważne jest to, że grupa jest tak znaczna, iż nie da się ich wrzucić do jednego wora, foliarzy, płaskoziemców, zwolenników teorii spiskowych, antynaukowych ignorantów etc. Niby się nie da, ale media, politycy, różni naukowcy na usługach władz, czy koncernów już to robią. Już zaczęła się kampania wyzywania, zawstydzania, ośmieszania tych, którzy ośmielają się mieć wątpliwości. Bezwzględnie należy się szczepić – to dogmat. Mądry jak twierdzenie: należy brać leki. Cóż to bowiem znaczy? Nic. Kto, jakie leki, ile, jak długo, w jakich dawkach, przed czy po, w jakich okolicznościach powinien brać etc. Logika jest mniej więcej taka: skoro jakaś szczepionka na polio jest dobra, to jakaś inna szczepionka na koronawirusa też dobra jest. 

Na rynku jest 5 szczepionek. Która z nich jest dla mnie najbardziej odpowiednia? Dlaczego Pfizera, a nie rosyjska, albo ta chińska. Czy powinienem brać amerykańską, bo Stany Zjednoczone to nasz sojusznik i pod żadnym pozorem rosyjskiej, bo Putin chce rozbić Unię? A może każdy powinien zachować się jak w sklepie za czasów junty Jaruzelskiego: bierz człowieku, co dają i nie dyskutuj, bo tu inni stoją w kolejce. Tylko że wtedy te buty, które dopadłeś i wcale ich nie potrzebujesz, bo są damskie i 3 numery za małe, mogłeś wymienić z kimś na czajnik elektryczny, bo akurat udało mu się zdobyć, a w domu już jeden ma. Wbić sobie tego Pfizera, czy też czekać na model Moderny, czy AstraZeneca/Oxford? W sumie Sanofi/GSK też brzmi nieźle. Wrzask, iż należy słuchać naukowców, niesie się jak smród z zakładów produkujących mączkę kostną. A których naukowców słuchać? Tych którzy wskazują na niebezpieczeństwo powikłań albo coraz mniejszą skuteczność szczepionek. Różnych szczepionek podawanych w różnych okolicznościach – jak choćby specyfiku przeciwko świńskiej grypie serwowanego na masową skalę w 2009 i 2010 roku. Tysiące osób – zwłaszcza dzieci i młodzi padło ofiarą szczepionki Pandermix wywołującej nieuleczalną narkolepsję. Przez całe życie będą cierpieć na senność, a czasami na katapleksje – nagłą utratę kontroli na mięśniami. Amerykańska państwowa agencja CDC ds. zwalczania chorób i prewencji informuje o tysiącach przypadków groźnych skutków ubocznych zastosowania szczepionki Pfizera.  

Nie znam się na medycynie, podobnie jak 99,9 procent tych, którzy wypowiadają się w sprawie szczepień, nie będę więc drążył tematu ich sensowności. Wydaje się, że korzyści warte są ryzyka, a ewentualne dolegliwości do zaakceptowania. Ale kwestia szczepień na skalę globu i to ordynowanych nie tylko przez władze państw, ale i przez międzynarodowe gremia dotyczy także innych spraw fundamentalnych – zakresu wolności osobistej, władztwa nad zdrowiem i życiem obywateli, a wręcz władztwa nad ich ciałami. W największym skrócie: a co jeśli obywatel nie zgadza się na to, by mu wstrzyknąć jakąś substancję? Zmusić go? Przemocą? Złapać, przytrzymać i nakłuć? 

Pewne pomysły ma już herr doktor Wolfram Henn, genetyk, członek Niemieckiej Rady Etyki. Otóż uważa on, że takich osób nie należy ratować. Nie powinny trafiać na oddziały intensywnej opieki, nie powinny korzystać respiratorów. Nikt nikogo nie zmusza do zaszczepienia się. Nie chcesz, to umieraj. „Etyk” Henn to podły dureń i to niezależnie od tego, czy jego wypowiedź była sarkastyczna, czy nie. Immanuel Kant umarł już dawno temu i nadal nie chce ożyć. Od czasu jego śmierci pojęcie „niemiecka etyka” należy do tej samej kategorii co niemieckie poczucie humoru, czy niemiecka lekkość i wdzięk. Henn dokona segregacji ludzi na tych, których ratujemy i na tych, którzy już na to nie zasługują. Henn patrzy na to podobnie, jak jego towarzysz myśli zza Atlantyku, eutanazista etyk Emanuel, który uważa, że życie starszych jest mniej warte. Brak leczenia, dostępu do covidowego łózka, czy respiratora ma być konsekwencją podjętej decyzji o nieszczepieniu się. Logiki w tym nie ma żadnej. Tak czy owak, nie wiem jak tam u Niemców, ale w moim kręgu kulturowym nie zrzucamy rannych z drogi do rowu na pobocze, nawet jeśli to oni po pijanemu spowodowali wypadek. Henn próbuje też przekonywać, że taki niezaszczepiony powinien ustąpić miejsca zaszczepionemu. I znów nie chcę włazić w rozważania medyczne, statystyki, prawdopodobieństwa, ale zdaje się, że po to ci ludzie mają się szczepić, żeby na oddziałach covidowvch łózka były puste. Przecież nie zamierzają tam kłaść tych, którzy nie zachorowali. Powinno więc starczyć miejsca dla niezaszczepionych. 

Masowe szczepienia mają służyć masowemu dobru. Chodzi m.in. o to, by nie roznosić zarazy po wszystkich. Zaszczepionym powinno być obojętne, że ktoś Pfizera nie przyjął, bo przecież sami są odporni. A tu okazuje się, że to znów tylko statystyki, prawdopodobieństwa i nikt bezpieczny nie jest. Co gorsza, największym paradoksem okazuje się to, że zarażać mogą również zaszczepieni. Znów więc spekulacje, statystyki, prawdopodobieństwa. Oczywiście należy je i w medycynie stosować, ale już nie przy praw ustanawianiu. Tymczasem coraz powszechniejsze są głosy, by właśnie ograniczyć możliwość nie tylko podróżowania, ale wręcz przemieszczania się tym niezaszczepionym, bo to on mogą paskudztwo roznosić. Narażają innych. Pomysł segregacji ludności na trzy kategorie opracował też think tank byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony Blaira. Każdy dostałby zdrowotny paszport. Ci najmniej groźni – zaszczepieni ze statusem zielonym mogliby podróżować i chodzić na koncerty etc. Ci ze statusem żółtym mieliby prawa tymczasowe, a ci, co roznoszą choroby, status czerwony i żadnych praw. Kto pamięta podobne głosy i reakcje na to przy okazji masowej imigracji w 2015 roku, ten ręka w górę. Dziękuję.

Życie opiera się na podejmowaniu ryzyka i na niemal każdą ludzką aktywność jest ono nałożone. Każdy wyjazd na drogę oznacza, że możemy kogoś zabić, lub sami zostać zabici. Stawiamy dźwig, kosimy pole, rąbiemy las, czy pracujemy na bloku operacyjnym. Ryzyko akceptujemy i pchamy swój wózek, wiedząc, że może się stoczyć na kogoś innego. Tymczasem z powodu tylko wyobrażenia sobie ryzyka chce się pozbawić ludzi ich fundamentalnych praw. Chce się dokonać selekcji na tych, którym coś wolno i tych, którym nie wolno, bo nie przyjęli jakiejś substancji, więc mogą zarazić innych. To nie są błahe rozważania. Takie podejście oznacza wyrzucenie wszystkich konstytucji, praw człowieka, międzynarodowych deklaracji srego i owego. Nie ma bowiem żadnych praw zezwalających na taką segregację ludzi. I w świetle obowiązujących na świecie doktryn najprawdopodobniej nie da się ich ustanowić. Czy wystarczy uznać tylko jakiś banalny stan wyższej konieczności, by podzielić ludzkość na dwie części, albo też przemocą wkłuć się w ciało obywatela? W tym przypadku jakoś znika zawołanie: moje ciało mój wybór. 

Etycy spieszą z radykalnymi, nieludzkimi rozwiązaniami, ale jakoś nie słychać dyskusji na temat tego, czego w imię tzw. większego, ogólnego dobra można pozbawić jednostkę i na podstawie jakich praw. Powszechnie jest już akceptowane to, iż antyczczepionkowcy powinni być pozbawieni prawa do swobody wypowiedzi. Prywatne korporacje pokazują nam, że buty możemy sobie wypchać kartami, na których zapisane są prawa o wolności słowa. Pierwsza Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych nie ma zastosowania na Facebooku, Twitterze, w Google. To obszary wirtualne, eksterytorialne, gdzie obowiązują inne prawa. Te przykłady pokazują, że nawet nie trzeba będzie żadnych przepisów ustanawiać. Oczywiście metody zmuszania mogą być nieco bardziej wyrafinowane. Nazwie się to motywowaniem. Zwyczajnie, przewoźnicy nie wpuszcza cię człeku do samolotu, czy autobusu, hotel odmów zameldowania, uczelnia przyjęcia, teatr nie sprzeda biletu i tak oto bez zabierania ci praw będziesz ich pozbawiony. A rządy palcem nie ruszą, podobnie jak w sprawie wszechogarniającej cenzury. Wręcz przeciwnie. Skorzystają z okazji, by pozbawić nas kolejnych wolności, by jeszcze bardziej kontrolować i z suwerena zmieniać w poddanego. 

Na razie pewien obywatel w ramach entuzjazmu dla szczepień i dawania dobrego przykładu postanowił zmienić imię na Szczepan. Ja Wam ludzie mówię w tym są znaki jak tajny kod zawarty w Biblii. Świętego Szczepana, Promomartyra – pierwszego męczennika Kościoła wspominamy 26 grudnia, a więc w dniu, w którym do Polski przybyły szczepionki. Wzywamy go w przypadku bólu głowy, kolki, duszności, kamicy i opętania, a także w modlitwie o dobrą śmierć. 

 

P.s Na wszelki wypadek wyjaśniam: to nie jest tekst na temat tego, czy szczepić się, czy nie.