Nasz socjalizm wielki widzę
Tomasz Wróblewski 28.01.2015

Zaczęło się skromnie.  Kopacz zapowiedziała włączenie kopalń do zakładów energetycznych. Specjalnie nawet tego nie  musiała uzasadniać, bo wiadomo, że chodzi o obejście unijnych zakazów dosypywania pieniędzy do upadających spółek. Ale co tam węgiel. Teraz premier chce połączyć Energę z PGE i Ene z Tauronem. Warto jeszcze  pomyśleć o przyłączeniu do nich PKP i stoczni  – kto w końcu wozi ten węgiel do elektrowni? Do tego kilka  miejskich i osiedlowych zakładów ciepłowniczych , miejskich zakładów oczyszczania,  własnych producentów rur, grzejników, wtyczek, kontaktów i jakaś telewizja co z tego prądu korzysta.

Zastanawialiście się kiedyś skąd tym ludziom przychodzą do głowy takie pomysły. Urągające zdrowemu rozsądkowi i wszystkim zasadom wolnej konkurencji. Tworzenie para-państwowych imperiów, gdzie  decyzja o podwyżce, czy zwolnieniu wymagać będzie odrębnego posiedzenia rządu.  Każde ministerstwo,  każda rządowa agenda musi  wydać rekomendacje i zgodę na papierze. Niewielu z nas pamięta wykłady z ekonomii socjalistycznej. Podręczniki dawno spalone a wykładowcy z tamtych czasów nigdy do tego się nie przyznają. No to przypomnę. W tym łączeniu tkwiła głęboka myśl. Chodziło o zapewnienie stabilności rynku. Spadek koniunktury, czy złe zarządzanie w jednym sektorze szybko i niewidocznie można było pokryć przesuwając środki z sektora któremu akurat szło lepiej. Bezrobocie? Jakie bezrobocie, tu zawsze coś się dla człowieka  znajdzie.  A jak coś pójdzie nie tak, to znowu  na abarot. I trzeba przyznać, że system działał dobre 40 lat.  W pewnym momencie nie było już nic do przesuwania. W pierwszej gospodarce socjalistycznej to był jakiś kłopot, ale dziś… W imię racjonalizowania środków produkcji i zasobów państwa, zawsze można coś jeszcze donacjonalizować.