NATO musi dostarczać broń Ukrainie. W innym razie samo zginie
Tomasz Wróblewski 01.09.2014

W plątaninie scenariuszy, analogii historycznych, strzępów informacji i propagandowej dezinformacji umykają nam dwa – i chyba jedyne – rozwiązania kryzysu na Ukrainie. I jeden z nich musi zostać przyjęty na szczycie Newport w sobotę. 

1) NATO dogaduje się z Rosją (oficjalnie lub potajemnie) i pozwala Putinowi odkroić sobie kawałek Ukrainy. Brak jakiejkolwiek decyzji w Newport będzie równoznaczny ze zgodą.

2) NATO zacznie zbroić, karmić, dostarczać dane wywiadowcze i wspierać Ukrainę logistycznie.

W jednym i drugim wypadku Ukraina będzie przegrana. Bo nawet przy technologicznym i moralnym wsparciu Zachodu, nie ma możliwości wygrać tej wojny. O fizycznym wsparciu wojsk NATO nie piszę, bo takiej alternatywy już nie ma.

W pierwszym scenariuszu, wojna stosunkowo szybko zostałaby zażegnana. Rosja miałaby oczywiście problem z wyrżnięciem partyzanckich ognisk, odebraniem cywilom broni, ale nie musiałaby specjalnie przebierać w środkach. Zachód żeby racjonalizować swoją decyzję musiałby przyjąć jedną z putinowskich interpretacji o nacjonalistach, terrorystach i historycznych związkach Moskwy z „Nowąrosyją”. Pojedyncze oddziały, które nie złożą broni Putin ometkowałaby – groźni terroryści i wykorzystał doświadczenia z Czeczenii.

W efekcie drugiego scenariusza wojna będzie trwała latami. Zachód zapewni nie tylko karabiny, ale też systemy rakietowe, nowe czołgi i doradców, którzy pomogą zadać Rosji naprawdę wielkie straty. Wojna przerodzi się w krwawą rzeź dla obu stron. Rosja nawet jeżeli zdoła opanować kawałek Wschodniej Ukrainy, to przypłaci zwycięstwo ogromnymi stratami. Będzie to dla niej drugi Afganistan. Wygrana, które na kolejne 10-20 lat każe jej zapomnieć o dalszych podbojach, odbudowie radzieckiego imperium, nie mówiąc o gospodarczej ekspansji. Skoncentrowana na zachodzie będzie musiała się pogodzić z utratą wpływów w Azji i uzależnieniem się od Chin. Ukraina wyjdzie z wojny słaba, spustoszona, ale z bardzo silnym ruchem narodowym, co pozostanie problemem dla Europy.

W tym scenariuszu najpoważniejszym problemem dla NATO będzie bezpośrednia konfrontacja z Rosją. A to może być wyjątkowo trudne do zaakceptowania przez zachodnią opinię publiczną. Łączyłoby się to z jeszcze większymi stratami w handlu zagranicznym i strachem – histeryczną wręcz reakcją na potencjalne starcie nuklearne. Nie mówiąc o humanitarnej otoczce konfliktu, ofiarach idących w dziesiątki tysięcy.

Pierwszy scenariusz oznacza jednak koniec NATO i amerykańskiej hegemonii w świecie. Nawet jeżeli Rosja nie ruszy natychmiast po resztę Ukrainy, to spodziewajmy się wybuchu powstania rosyjskiego na Łotwie. W obronie praw człowieka, ciemiężonej mniejszości rosyjskojęzycznej. Rzecz stosunkowo łatwa do przeprowadzenia, a dla zachodniej opinii publicznej zakazy języka rosyjskiego w szkołach, urzędach wydadzą się oburzające. To samo można powiedzieć o północnym skrawku Estonii, gdzie rosyjskojęzyczna większość może przeprowadzić referendum. Kraje dawnego bloku komunistycznego podzielą się na te, które jak Węgry uznają hegemonię Rosji i te, które przerażone słabością Zachodu zaczną same się organizować na wypadek ataku. Polska, Estonia, Szwecja, Litwa nie bacząc na plany NATO zaczną tworzyć własne struktury obronne.

Na Europie się nie skończy. Iran, Chiny widząc słabość Zachodu uznają, że nadszedł moment na nowy podział wpływów w swojej części świata, wchodząc w otwarty konflikt z Tajwanem, Japonią, Koreą, a w dalszej części Azji, zagrażając Turcji i mniejszym państwo Azji Środkowej.

Dla Polski byłby to najgorszy z możliwych scenariuszy, gdzie nawet, jeżeli uda nam się utrzymać suwerenność, to z czasem znajdziemy się strefie rosyjskich wpływów. Ale największą zmianą będzie oczywiście koniec dominacji cywilizacji Zachodu.

Spotkanie w Newport będzie czymś na miarę konferencji w Teheranie, gdzie doszło do poprzedniego podziału świata. Jeżeli spotkanie zakończy się bez twardych postanowień o dostarczaniu broni i wsparciu dla Ukrainy to będzie jednoznaczne z przyjęciem pierwszego scenariusza. I nic tu nie dadzą bazy w Polsce czy Estonii. Zachód nie podniesie się z tej wizerunkowej klęski.

Tomasz Wróblewski