Newsaniewart
Tomasz Wróblewski 14.03.2018

Medialny infantylizm od lat mnie już nie rusza. Rozumiem skąpe środki, pospiech, brak doświadczenia – trudno, jest jak jest. Nie ma co się obrażać, wystarczy pozbyć się telewizora i kilku nierozumnych tytułów prasowych. Stąd też do Newsweeka nie zaglądałem od lat. Nie było po co i dobrze mi z tym. Kiedy zobaczyłem pierwszego linka do tekstu o tym że Morawiecki ukrywa swoje pieniądze, złamałem, zajrzałem. Bywa, że polityczne zacietrzewienie dziennikarzy faktycznie pomaga wykryć jakieś polityczne przekręty. I tak jak doceniam pracę dziennikarzy Gazety Wyborczej przy cypryjskich operacjach spółki Srebrna, tak w przypadku tekstu Newsweeka o Morawieckim, od razu przypomniałem sobie, dlaczego nie miałem go w ręku tyle lat.

Tekst reklamowany jako śledczy i demaskujący ukrywany majątek premiera, powinien konkurować z rewelacjami słowackich dziennikarzy na temat powiązań włoskiej mafii z rządem. Mniejsza o to, że szybko okazuje się, że mowa o jawnie zarobionych pieniądzach, opłaconych podatkach i zgodnie z prawem dokonanej darowiźnie dla żony. Mniejsza o to, że autorzy mylą nomenklaturą prawą, nie zauważają, że miesięcznie takich transakcji „ukryć pieniądza” – mamy w Polsce jakieś 20 tysięcy. To jeszcze mieści się w skąpych środkach redakcji i braku doświadczenia. Co wychodzi poza tradycyjne już niechlujstwo, to tezy postawione w tekście, będące jak wnoszę częścią pakietu od agencji służącej w tym wypadku za informatora. Napisz, że premier ukrywa majątek przed wyborcą. Niech się tłumaczy.

Nawet jedna zmarszczka nie drgnęła autorce na czole kiedy zwracano jej uwagę w programie radiowym, że coś co jest legalne w przypadku wszystkich Polaków, nie może być nielegalne w przypadku rodziny premiera. Spłynęło po niej, że rejestr korzyści nie służy do małostkowego obnażania majątku polityków, tylko do wykazywania czy aby w czasie pełnienia urzędu polityk nie zwiększył swojego posiadania ponad miarę. Z tego punktu widzenia to lepiej, jeżeli polityk wyzerował swoje konto posiadania, bo wtedy wyraźnie widać różnice. Ile miał kiedy objął urząd i ile ma teraz. Gdyby premier zachował przy sobie cały majątek, to za rok okazałoby się, że jego wartość wzrosłą o kilkaset tysięcy i dopiero wtedy mielibyśmy problem – czy wzrósł w sam raz czy za bardzo. Kolejny argument to mieszkania pod najem. Tu też nie drgnęła żadna zmarszczka autorce, że może faktycznie to nie premier osobiście powinien podpisywać umowy z najemcą.

Spokojniejszy, że jednak nic nie tracę, odkładam mój stary Newsweek – pewnie znowu przez kilka lat Cię nie zobaczę.