Nie będę płakał po WHO
Dariusz Matuszak 17.04.2020

Czy idea organizacji, która w skali całego świata koordynuje walki z epidemiami jest dobra? Tak. Czy idea organizacji, która gromadzi wiedzę i doświadczenia lekarzy i badaczy z całego świata, po to, by inni mogli z nich korzystać jest dobra? Tak. Czy idea organizacji, która ma pomagać biedniejszym państwom w tym, by ich obywatele mieli opiekę medyczną jest dobra? Tak. Czy Światowa Organizacja Zdrowia jest dobra? Nie.

 

Donald Trump właśnie zapowiedział zawieszenie finansowania WHO przez Stany Zjednoczone. W środku pandemii. I słusznie. A po co im akurat teraz pieniądze? USA wpłacały rocznie od 400 do 500 milionów dolarów na tę organizację, a pandemia całkowicie obnażyła jej nieudolność, niekompetencję, polityczne zaangażowanie i zwykłe, podłe kłamstwa.

Jak wynika z oświadczeń holenderskiej doktor Marii van Kerkove WHO już pod koniec grudnia wiedziała, że koronawirus przenosi się z człowieka na człowieka, a mimo to jeszcze przez trzy tygodnie kłamała na ten temat. A skąd van Kerkove wie, że WHO wiedziała? Bo sama jest jej wysokim oficjelem. Spływają też potwierdzające to wieści z Tajwanu, którego lekarze bezskutecznie dopraszali się o jakieś informacje dotyczące epidemii. Do 22 stycznia płynęły oświadczenia, że nie ma dowodów na to, iż koronawirus przenosi się pomiędzy ludźmi i pochwalne peany na cześć Komunistycznej Partii Chin, która jakoby wspaniale sobie radzi z epidemią i może dla świata stanowić przykład transparentności i skuteczności w działaniu. Tutaj, u Tomka Wróblewskiego, można przeczytać jak wyglądała owa skuteczna walka. Sami oszołomieni sukcesami Kraju Środka zapomnieliśmy co się kryje pod pojęciem chińskie władze. Ale to już zupełni oddzielny temat.

Gdy jeden z jeźdźców Apokalipsy – zaraza – rozpoczynała swą galopadę przez świat, WHO wciąż mówiła, iż zagrożenia nie ma i krytykowała Stany Zjednoczone, iż pod koniec stycznia zablokowały podróże z Chin. Organizacja dbała też o to, by nie stygmatyzować, nie mówić o wirusie z Wuhan, czy z Chin, bo to wzbudzać może rasistowskie sentymenty. Pandemia obnażyła prawdę o tym czym w istocie jest WHO i jest tak naprawdę ukoronowaniem jej klęsk.

Trump zapowiedział: albo WHO się zmieni, albo więcej pieniędzy nie dostanie, a Ameryka wycofa się z niej. Czy akurat środek pandemii to dobry moment na takie posunięcie? A niby dlaczego zły. Przecież WHO i tak w sprawie koronawirusa nic nie robi. Wydaje tylko zalecenia. Ktoś wie o czymś inny, o innych działaniach? Ja kojarzę tylko konferencje szefa WHO Tedrosa Ghebreyesusa i zalecenia. I jeśli WHO padnie teraz ofiarą, to nie tyle koronawirusa, co chorób współistniejących – nepotyzmu, korupcji, obłudy, patologicznej politpoprawności i płakał za nią nie będę.

Nie da się już ukryć, że organizacja jest polityczną ekspozyturą Chin. To one właśnie stały za wyborem Etiopczyka Tedrosa Ghebreyesusa na stanowisko szefa WHO. Jedną z jego pierwszych decyzji było zaproponowanie kandydatury Roberta Mugabe, który przez 30 lat był komunistycznym dyktatorem Zimbabwe na funkcję ambasadora WHO. Sam Tedros Ghebreyesus wywodzi się z komunistycznej partyzantki Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia, która toczyła bratobójcze walki z komunistyczną juntą Mengystu Hajle Marjam. (To oddzielny, bardzo ciekawy temat dotyczący tego, jak wielu szefów międzynarodowych organizacji wywodzi się ze skrajnie lewackich ugrupowań. Pamiętacie Państwo niejakiego Manuela Barroso, który był szefem Komisji Europejskiej, a w młodości członkiem maoistowskich ugrupowań. Wyobraźmy sobie jakiegoś lidera światowego, który w ramach „błędów młodości” należał do jakichś organizacji odwołujących się do innego ludobójcy – np. Hitlera.) Całkowicie uzależniona od Chin Etiopia to teraz „Little China”.

Ale to nie wysługiwanie się chińskim panom jest największym grzechem WHO. Od lat toczy ją nepotyzm, korupcja i gigantyczne marnotrawstwo. Sami mamy w pamięci jedną z wielkich afer z 2009 roku, kiedy to organizacja ogłosiła pandemię świńskiej grypy. To wtedy, ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz odmówiła zakupu wielkiej ilości szczepionek, które WHO próbowała nam wcisnąć. Państwa unijne wydały na nie ogromne pieniądze – Francja ponad 1 miliard euro, Niemcy pół miliarda, Holandia 300 milionów euro, Włosi 250 itd. Potem odkryto, iż eksperci organizacji pracowali na rzecz koncernów produkujących bezużyteczne szczepionki, by walczyć z pandemią, której nie było. Rok później komisja Zgromadzenia Parlamentarnego Europy wszczęła nawet dochodzenie w sprawie działań WHO. Podobnie komisja Parlamentu Europejskiego. Inicjatorem śledztwa był wiceprzewodniczący komisji zdrowia publicznego Bogusław Sonik. Roztrwoniono ogromne pieniądze i odnotowano dziesiątki tysięcy szkodliwych skutków ubocznych zastosowania szczepionek. I co? I nic.

Budżet WHO w 2018 roku wyniósł 2,9 miliarda dolarów. Na zatrudnienie wydano 930 milionów. Prawie 200 milionów na podróże. Loty klasą biznes i pierwszą, najlepsze apartamenty w najdroższych hotelach. 200 milionów – więcej niż na walkę z malarią, Ebola i AIDS razem. Do tego wystawne kolacje i przyjęcia w ramach 700 milionów na koszty korporacyjne. 122 miliony kosztuje utrzymanie siedziby w Genewie. Zastanawiali się Państwo kiedyś jak to jest, że te wszystkie wspaniałe międzynarodowe organizacje, to siedziby mają w jednym z najdroższych miast świata? Ja Państwu wytłumaczę. Jak się wychodzi z kwatery głównej WHO to przed nami skrzą się modre wody Jeziora Genewskiego, a tuż za nim są Alpy z Chamonix pod nosem. A już za górami można pluskać się w Morzu Śródziemnym na Francuskiej Riwierze. W ogóle to jak za drzwiami skręcić w prawo to jest Francja, a jak w lewo, to Włochy. Bajecznie. To dlatego nie można przenieść się do jakiejś tam Bułgarii, czy na Słowację

A to jest najlepsze: na sprzęt medyczny i wyposażenie medyczne wydano 176 milionów. Trzeba jednak przyznać że organizacja potrafi też o grosz zadbać, bo przez lata zgromadziła 5,7 miliarda dolarów majątku. 3,3 miliarda trzyma w szybko zbywalnych papierach, albo na kontach. WHO to nie poświęcający się lekarz w jakiejś zapomnianej przez Boga afrykańskiej wiosce, ale Tedros Ghebreyesus i 20 jego zastępców z jednej tylko siedziby w Genewie oraz dziesiątki szefów podróżników z kwater regionalnych na całym świecie zabawiający się na jakiejś konferencji w najdroższym hotelu Dubaju, albo Szanghaju.

Nie będę więc płakał po WHO jeśli zabraknie im pół miliarda dolarów niewpłacone przez USA. Może Chiny zrekompensują jej stratę zwiększając swe wpłaty o 12 razy. Trump przy okazji zapowiedział, że te pieniądze i tak pójdą na opiekę zdrowotną na całym świecie, tyle, że trafią do potrzebujących, być może bezpośrednio, a być może z pomocą wielu innych organizacji. Jeśli ktoś martwił się, że Stany Zjednoczone wycofują się z roli światowego stróża porządku, to teraz powinien się cieszyć. Przychodzi policjant i mówi: pańskie dokumenty proszę.