Nie mówcie już do nas jak do dzieci
Tomasz Wróblewski 08.06.2015

Na biednych i bogatych, młodych i starych, emigrantów i słoików – ogłaszamy sezon polowania na elektorat za w pełni otwarty. Zajrzeliśmy partyjnym ekspertom przez ramię. Wszyscy chcą naprawiać gospodarkę. Entuzjazm w tej materii nic dobrego nie wróży. Tym bardziej że rzecz nie w zapisach programowych, tylko w wiarygodności. Program napisać może dziś student ekonomii. Wiadomo, co trzeba zmienić, ale nie wiadomo, jak to powiedzieć, a potem jeszcze wygrać wybory?

Po ostatnich żenujących wypowiedziach działaczy PO mamy wrażenie, że cokolwiek obieca i zrobi obecny rząd, to nie odzyska już wiarygodności. „Wygaszanie Dudy”, rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego, powoływanie brygady trolli jedynie dopełniają wcześniejszy wizerunek – partii podsłuchowej, platformy na kilometrówkach i przekrętach informatycznych. PO wciąż wierzy, że wszystko da się odkręcić. Na dowód chce odmrozić płace budżetówki, hojnie podnieść płacę minimalną i emerytury. Obiecać, obiecać, obiecać.

No cóż, tak jak głuchemu nie wytłumaczysz, że cisza bywa męcząca, tak partii władzy – że ludzie jednak mają rozum. Ktoś, kto na pytanie o nędzę powtarza, że cała Europa zazdrości nam wskaźników makroekonomicznych, a załamanym kredytami we frankach, że system bankowy jest stabilny, każdą obietnicę może wpisać do programu, a i tak pozostanie ciepłą wodą w kranie. Podobnie jest z Ryszardem Petru, który mimo chorągiewek niezależności i wolnorynkowości nie pozbędzie się wizerunku kandydata prezesów wszystkich banków. I bliskiego PO sojusznika. Na pytanie o system emerytalny proponuje nowy podatek – obowiązkowy III filar, a na pytanie o franki mówi, że trzeba rozmawiać i jakoś to będzie. Trudno powiedzieć, co bardziej szkodzi jego wiarygodności, synergia narracji z instytucjami finansowymi, poparcie części PO czy stare wypowiedzi o frankach i przecieki z Wiki Leaks.

To ugrupowanie Kukiza ma dziś wyłącznie kredyt zaufania. Nawet jeśli to tylko wiarygodność rockmana, to brak doświadczenia w polityce i prostolinijność amatora dają mu przewagę nad mędrcami PO. Podobnie jak w przypadku PiS powstaje tu pytanie o zaufanie biznesu. 1,5 mln małych i średnich firm, ale też światowe korporacje. W ostatnim tygodniu Paweł Kukiz i Jarosław Kaczyński nie szczędzili czasu na rozmowy z przedsiębiorcami. Wielu usłyszało to, co chciało. Po latach zmagań z biurokratyczną hydrą i wyplątywania się z matni podatkowej, ktoś im powiedział wreszcie, że tak być nie musi.

Nie wszystko pójdzie gładko. Nowy rząd nie uniknie restrukturyzacji kopalń, kolei, starcia z bankami, nauczycielami, reformy podatkowej. Każda z decyzji osobno pozostanie trudna. Pytanie, czy musi się zachowywać jak straż pożarna. Reagować dopiero, jak wybuchnie pożar. Układać ustawy pod strajkujących górników, programy społeczne pod deweloperów szukających zbytu na mieszkania, reformę szkolnictwa pod nauczycieli domagających się podwyżek. Wiele wyrzeczeń, trudnych decyzji znacznie łatwiej będzie przełknąć, jeżeli przyświecać będzie im głębsza myśl.

Enigmatyczne hasła o bezpieczeństwie i wolności powinny wreszcie zastąpić czytelne hasła o sprawiedliwości społecznej. Rozumianej jako wyższa kwota wolna od podatków, gdzie osoba zarabiająca 2,1 tys. zł nie zostaje z 1,2 tys. zł na rękę. To zmiana mentalności urzędników podatkowych tak, aby przedsiębiorca nie był z automatu potencjalnym przestępcą. Udrożnienie wymiaru sprawiedliwości. Naprawa korupcjogennego systemu VAT i akcyzy. Odebranie przywilejów mundurowym i górnikom, gdzie osoba w wieku 42 lat przechodzi na emeryturę z dwa razy większym świadczeniem niż ktoś po 40 latach pracy. To ukrócenie samowoli banków i supermarketów uciekających od płacenia podatków.

Na nic to całe czcze gadanie platformerskich publicystów, że do głosu dochodzą młodzi i chcą od polityków czegoś nowego. Bzdura. Od 1989 r. Polacy chcą tego samego. Sprawiedliwości i poważnego państwa.

— 

Tekst ukazał się we WPROST