Nie postarzaj mnie
Robert Gwiazdowski 04.10.2019

Unia Europejska wprowadza przepisy określanych mianem „prawa do naprawy”. Mają one przeciwdziałać planowanemu ograniczaniu trwałości produktów przez producentów. Od kwietnia 2021 roku producenci sprzętu AGD (lodówko-zamrażarki, zmywarki, pralki, oświetlenie) będą miały obowiązek dbać o żywotność swoich produktów i sprzedawać do nich części zamienne przez co najmniej 10 lat. Zakazana zostanie praktyka utrudniająca serwisom nieautoryzowanym dokonywanie napraw.

 

A nie mówiłem? Przypomnę co o tym pisałem w 2012 roku.

„Podobno następuje ożywienie gospodarcze. Podobno widać to w segmencie RTV i AGD. Ja właśnie jestem jednym ze sprawców tego „ożywienia”. To znaczy nie ja z własnej nieprzymuszonej woli. Poszedłem naprawić odtwarzacz DVD. Miałem z tym niejaki problem, bo znana firma ma swój serwis pod Warszawą (w godzinach szczytu ponad godzina jazdy do centrum) czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 9 do 17. Więc jak ktoś pracuje u kogoś, to się musi z pracy zwolnić, żeby odtwarzacz do naprawy oddać. Drugi raz trzeba będzie zrobić to samo, żeby go z naprawy odebrać. No chyba, że od razu powiedzą, że bardziej się opłaca kupić nowy niż naprawiać „stary”. Co prawda „stary” ma dopiero trzy lata, ale przecież jakby się to wszystko nie psuło to byśmy nie wymieniali na nowe, bo po co? Różnic jakościowych wielkich nie ma. To znaczy są – na gorsze. U moich rodziców gdzieś na antresoli stoi jeszcze stary radiomagnetofon. Ma lat chyba 40. I gra! Owszem, jakość dźwięku na taśmach kasetowych (młodzi pewnie nie wiedzą co to takiego) była dużo gorsza niż na płytach CD czy DVD. Ale mechanicznie działa. A jak się kiedyś popsuł, to nie było problemu z naprawą. Bo wyprodukowany został w czasach, gdy gospodarka światowa nie rozwijała się tak szybko. Dziś się rozwija szybciej, bo się wszystko szybciej psuje. Generujemy „popyt” na nowy sprzęt RTV czy AGD, bo często nie mamy innego wyjścia. A Produkt Krajowy Brutto (PKB) – który rzekomo stanowi dowód naszego rosnącego bogactwa – to suma wydatków rządowych, firmowych i gospodarstw domowych. Jak musimy niepotrzebnie wydać pieniądze na coś nowego, bo coś, co wydawało nam się całkiem nowe się popsuło, a naprawić się nie daje, to czujemy się bogatsi? Raczej nie. A powinniśmy, bo przecież PKB wzrosło!

Bernard London już w 1932 roku napisał artykuł: “Ending the Depression Through Planned Obsolescence” o celowym postarzaniu produktów. Najbardziej znany przykład tej strategii przedstawia został w filmie dokumentalnym Light Bulb Conspiracy. Punktem wyjścia jest historia pewnej żarówki, która w remizie strażackiej w Livermore w Kalifornii pali się do dziś żarówka z 1903 roku. Tajemnica jej długowieczności tkwi w jej drucie żarowym. Producenci żarówek troszczą się nie o to, żeby żarzył się jak najdłużej – tylko o to, żeby nie żarzył się zbyt długo. Nie jest to jednak żadna „konspiracja” tylko przemyślna strategia i to nie tylko wśród producentów żarówek.

Tak zwane „postarzanie” produktów stało się zasadą. Producenci celowo tak je projektują, by zaraz po okresie gwarancji się psuły. Niektóre się psują jeszcze na gwarancji i wtedy wymieniają na nowy. Bo nie opłaca się naprawiać. Nie to co kiedyś zapalniczki jednorazowe, które na Zachodzie były często darmowymi gadżetami. U nas je przerabiano na wielokrotnego użytku. Teraz już tak się nie da.

Niektórzy twierdzą, że zaprojektowana awaryjność nie jest szwindlem ze strony producentów, gdyż pozyskując wciąż nasze pieniądze, wydawane na wymianę zniszczonych produktów, przekazują oni środki działom rozwoju, co stymuluje wynalazczość i, paradoksalnie, poprawiają nasz komfort życia. Gdy po dwóch latach użytkowania coś się nam zepsuje, musimy kupić nowy sprzęt, ale jest on już lepszy od poprzednika, którego nie zdecydowalibyśmy się może wymienić, gdyby jeszcze dział.

Trzy elementy tego mechanizmu, który napędza „wzrost” to:

– reklama oddziaływająca na podświadomość („musisz to mieć”),

– zaprojektowana awaryjność (czyli wymuszanie zakupu nowego urządzenia jakby sama reklama nie zadziała),

– kredyty (żeby cię było stać).

Dzięki temu czujemy potrzebę albo nawet konieczność kupowania nowych produktów. A wszystko w imię wzrostu gospodarczego opartego na teorii popytowej.

Jest też inny sposób na wyłudzanie pieniędzy konsumentów, dzięki czemu rośnie ów mityczny PKB. Jeden z wielkich koncernów powiększył ostatnio dziurkę do podłączania ładowarki w nowym modelu swojego kultowego telefonu. Wszyscy, którzy mają modele wcześniejsze, jak kupią nowy muszą wymienić też ładowarki. Nie mówiąc już o różnych odtwarzaczach, które miały stacje dokujące dostosowane do tego urządzenia. Już się mogą cieszyć ze wzrostu bogactwa. Nawet niektóre samochody miały wejścia do tego wiekopomnego urządzenia. Ciekawe, czy ich właściciele będą teraz wymieniać te samochody? Od tego też by wzrósł PKB.

Jechałem niedawno Mercedesem 110. Rok produkcji 1965! Nie, nie – to nie był samochód zabytkowy. Po Warszawie jeździ taka taksówka! Za 46 lat po dziś produkowanych Mercedesach to nawet ślad w pamięci nie zostanie. A komfort jazdy wcale nie był tak dużo gorszy, jak w przypadku porównania dźwięku odtwarzacza CD z „kaseciakiem”.

Dziś mam nowy przykład. Kupiłem 10 lat temu wiertarkę. Profesjonalną. Taką miałem fanaberię – chciałem mieć najlepszą, choć mi taka nie była w zasadzie potrzebna. Działała świetnie do momentu, gdy popsuła się bateria. Już nie produkują baterii z takim uchwytem. Trzeba kupić nową wiertarkę.

Czy gospodarka oparta o taki mechanizm może funkcjonować w nieskończoność? Moim zdaniem nie może.