Nie pytajcie dziennikarzy o dowody. Pytajcie o intencje i rzetelność
Artur Kiełbasiński 21.05.2020

Poświęcone problemom pedofilii filmy Sylwestra Latkowskiego i braci Sekielskich wywołały lawinę emocjonalnych komentarzy i dyskusji podszytych ocenami politycznymi. Pozornie racjonalni komentatorzy dopytywali Latkowskiego i Sekielskich o twarde dowody, a najlepiej „nowe dowody”. Takie stawianie sprawy jest absurdalne.

 

W dyskusji po obu filmach komentatorzy, dziennikarze i politycy powtarzają właśnie pytania o nowe dowody. To w gruncie rzeczy pokazuje, że nie odróżniają roli wolnych mediów od zadań policji, prokuratury, a w zakresie oceny dowodów – sądów. Bo media nie są od dostarczania takich dowodów. Zadaniem mediów jest rzetelne pokazywanie zjawisk i objaśnianie wydarzeń w otaczającej nas rzeczywistości. Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z przestępstwem czy negatywnym zjawiskiem nie podlegającym kwalifikacji karnej czy administracyjnej.

Inne podejście jest absurdalne i byłoby to bezprawne ograniczanie aktywności dziennikarskiej. Bo kontrola społeczna, której elementem są media, ma dotyczyć wszelkich aktywności i każdej sfery życia publicznego. Pokazywanie zachowań aroganckich, nieprzyzwoitych, budzących niesmak nie musi się łączyć z udowodnieniem winy w zakresie prawa karnego czy prawa wykroczeń.

Co więcej – aktywność mediów i obalanie mitów w sferze pozornie legalnych działań, które budzą wątpliwości zasługuje na szczególne wsparcie. Wystarczy przypomnieć dwa ważne wydarzenia z historii „afer inwestycyjnych”. 20 lat temu amerykańska korporacja Enron była symbolem sukcesu w branży energetycznej. Lawina pomysłów, lawina aktywności i… dobrze wyglądające sprawozdania i ratingi. Wszystko w blasku legalności i „wizji rozwoju”. Tuzy globalnej sprawozdawczości i agencje ratingowe legitymizowały działalność tej spółki w sposób – pozornie – nie budzący wątpliwości. To wątpliwości inwestorów i mediów doprowadziły do realnych ocen Enronu i w efekcie upadłości firmy. I podkreślmy – te wątpliwości pierwotnie nie były poparte dowodami, ani media tych dowodów nie wykreowały. Niemal identyczna sytuacja dotyczyła Elizabeth Holmes, założycielki firmy Theranos, mamiąca Amerykanów i inwestorów wizją cudownej „skrzynki” do badania krwi mówiącej rzekomo „wszystko” o stanie zdrowia osoby badanej. Została ona oskarżona o oszustwo inwestorów i skazana na 10-letni zakaz zajmowania wyższych stanowisk w firmach notowanych na giełdzie. Holmes, zwana czasem „arcyoszustką”, dzięki urokowi osobistemu i być może realnej wierze w to co opowiada, pozyskiwała z rynku ogromne środki dla swojej firmy. Jej kariera być może trwałaby znacznie dłużej, gdyby nie media zadające trudne pytania. Bez dowodów, na podstawie własnych ocen i analiz.

Komuś porównanie biznesu w USA do problemu pedofilii i jej krycia w Polsce może wydawać się odległe. Ale nie jest. Bo w jednym i drugim przypadku chodzi o docenienie zacięcia dziennikarzy i wolnych mediów w pokazywaniu nieprawidłowości i zjawisk budzących oburzenie społeczne.

Dlatego nie zgadzam się z wizją, w której Latkowski i Sekielscy mają tu i teraz wykładać dowody na stół. To nie ich rola, to rola policji i prokuratury. A media mają do spełnienia zupełnie inne zadanie.
Czy to jednak znaczy, że każde działanie dziennikarzy należy bezwarunkowo akceptować i wspierać? Nie, to teza za daleko idąca. Do pełnej akceptacji dla działalności mediów potrzebne jest zachowanie co najmniej trzech przesłanek.

Po pierwsze, intencje. Każdego dziennikarza (ale też artystę, pisarza, twórcę) możemy pytać o intencje. Czy „boli go problem” czy nie załatwia prywatnych porachunków czy problem jest ważny społecznie. Czy ludzie mówią o sprawie. Idąc w patos – czy temat może zmieniać świat na lepsze. Brzmi strasznie wzniośle, ale to prawda. I to jedno z kryteriów przy ocenie intencji twórców każdego dzieła. Te intencje muszą być szczere. I każdy widz ma prawo wiedzieć czy inspiracja do podejmowania tematów pochodzi z realnych problemów czy układów polityczno-biznesowych.

Po drugie, rzetelność (zwana też starannością). W tym kontekście oceniajmy – czy trafiono do wszystkich znanych świadków czy zawężano liczbę rozmówców. Czy równo traktowano osoby o różnych poglądach. Czy nie dochodziło do manipulowania wypowiedziami i czy nie mamy do czynienia z modyfikacjami intencji rozmówców. To powinno być przedmiotem ocen.

I po trzecie, forma materiału dziennikarskiego. Nie może być wulgarny, nie może być niszczący dla człowieka. Ma dotyczyć problemu, zachowań, złych praktyk. Przed laty polski Sąd Najwyższy posłużył się ciekawą formułą, która zachowuje aktualność ponadczasową – mianowicie uznał, że krytyka prasowa musi być wolna od chęci osobistego dokuczenia komukolwiek. To zdanie to pojęciowy worek. Ale też dobra wskazówka pokazująca jak oceniać działalność mediów.

Dlatego zamiast wychwalać lub ganić Sekielskich i Latkowskiego, oceńmy ich intencje, sposób realizacji filmów, formę wykonania. Oceniajmy czy pedofilia to problem (co jest oczywiste), pytajmy jak zachowują się instytucje od kościołów po prokuraturę. Nie piętnujmy ludzi. Skazanych czy niewinnych. A mieszanie do tych ocen polityki i żądanie dowodów, to najgorsze co można w tej chwili robić.