Nierówności są OK
Robert Gwiazdowski 08.01.2020

Awangarda klasy robotniczej miała uświadomić klasie robotniczej (“w sobie”) coś, czego ona sama sobie nie uświadamiała – żeby w końcu stała się klasą robotniczą “dla siebie”. Tak pisał Marks 1.0 – czyli Karol. Thomas – nazywany Marksem 2.0 – czyli Piketty i jego wyznawcy też chcą dziś uświadomić ludziom coś, czego oni sami sobie nie uświadamiają – że nierówności są nieakceptowane.

 

Na złość zwolennikom równości badania pokazują, że jest inaczej – pod jednym wszelako warunkiem: muszą wynikać z wkładu własnego.

Robert Nozick, proponuje byśmy wyobrazili sobie grupę studentów, którzy, przed ogłoszeniem ocen z egzaminu, zostali poproszeni o przydzielenie sobie samym ocen tak, aby ich suma miała wartość równą sumie ocen rzeczywiście wystawionych przez nauczyciela. Z pewnością w drodze negocjacji nie udałoby się im uzgodnić dokładnie takich samych ocen, jakie w rzeczywistości wystawił im nauczyciel. Gdyby mieli uzgodnić ogólne zasady rządzące taką dystrybucją, duże szanse miałaby zasada równości, dająca każdemu taką samą ocenę. Ale gdyby okazało się, że suma ocen zmienia się zależnie od tego, w jaki sposób zostanie rozdzielona, wówczas przekonująca mogłaby wydać się taka zasada dystrybucji ocen, która maksymalizowałaby oceny najniższe. „Istota problemu decyzji, przed którą stoją ludzie wybierający zasady za zasłoną niewiedzy w sytuacji pierwotnej, skazuje ich na wybór teleologicznych zasad dystrybucji – pisze Nozick. Człowiek motywowany własnym interesem ocenia dowolną zasadę niebędącą zasadą teleologiczną na podstawie tego, co ta zasada daje jemu (…). W przypadku dowolnej zasady człowiek znajdujący się w sytuacji pierwotnej skupi uwagę na tej dystrybucji dóbr D, do której ona prowadzi, albo na dystrybucji prawdopodobieństwa na dystrybucjach D1,…Dn, do których może prowadzić, oraz na prawdopodobieństwach zajmowania każdej z pozycji w każdym z profilów Di, zakładając, że ta właśnie zasada ma obowiązywać”.

Dlatego tak intrygująca jest konfrontacja tego, co piszą o nierównościach ci, którzy je zwalczają, z tym co sądzą o nich ludzie, w imieniu których wypowiadają się ci pierwsi. Człowiek bowiem reaguje nie na taki świat jakim on jest, ale na taki, jakim go postrzega. A postrzega go różnie. „Bodziec staje się informacją sensowną poprzez jego porównanie i dopasowanie do dotychczasowego zapisu doświadczeń jednostki. Każda sytuacja, także sytuacja współzależności, może być więc spostrzegana i rozumiana różnie, w zależności od systemu pojęć jednostki, jej własnych schematów i skryptów”.

Jak wynika z badań Henryka Domańskiego, nierówności są akceptowalne przez większość społeczeństwa jako coś naturalnego. Najpierw pytał on ludzi, jakie zarobki uzyskuje się w określonych zawodach. A potem o to, jakie powinny być te zarobki. W większości przypadków pierwsza i druga hierarchia dokładnie się pokrywały. Polacy akceptują więc zróżnicowanie zarobków.

Choć psychologowie wiodą spór o interpretację wyników prowadzonych przez siebie badań, to wyraźnie zarysowuje się podejście do poczucia sprawiedliwości/niesprawiedliwości podziału jako analizy proporcji wkładów i zysków w wymianie społecznej. Jak pisze Grzegorz Lissowski, „badania psychologiczne, które mają na ogół cel opisowo-weryfikacyjny, związane są przede wszystkim z teorią wymiany i dotyczą głównie związków między wkładami ludzi biorących udział w wymianie, a uzyskiwanymi przez nich efektami”. W wielokrotnie analizowanej na gruncie psychologii społecznej teorii Georga Homansa traktuje się zachowania społeczne jako wymianę nagród i kar. Różnice między nagrodami i karami stanowią zysk (profit) jednostki. Poczucie niesprawiedliwości pojawia się wówczas, gdy jednostka nie otrzymuje takich zysków, jakich oczekuje w porównaniu do zysków innych uczestników wymiany społecznej. Teoria niesłuszności Johna Adamsa podkreśla natomiast, że równość pomiędzy partnerami polega na proporcjonalności wkładów i wyników. Równość tę Adams ujmuje za pomocą formuły:

OP : IP = OA : IA

gdzie:

O (outcams) oznacza wynik,

I (input) oznacza wkład,

P (person) oznacza osobę,

A (another) oznacza innego uczestnika wymiany.

Brak akceptacji dla nierówności występuje wówczas, gdy osoba P postrzega, że proporcja jej wkładów (I) do wyników (O) jest różna od proporcji wkładów i wyników osoby A. Ocena danej decyzji alokacyjnej jest więc wynikiem procesu porównania społecznego. Teoria Adamsa oparta jest w dużym stopniu nie tylko na teorii wymiany społecznej Homansa, ale także na teorii dysonansu poznawczego Leona Festingera. Niesłuszność w badaniach Adamsa może być postrzegana właśnie jako szczególna forma tego dysonansu. Poczucie niesłuszności rodzi napięcia proporcjonalne do rozmiaru odczuwanej niesłuszności. Do zmniejszania niesłuszności mają zastosowanie te same ogólne reguły co do dysonansu poznawczego. „Jeżeli dysonans istnieje pomiędzy dwoma elementami – pisał Festinger – może być wyeliminowany przez zmianę jednego z tych elementów”. Elementami odnoszącymi się do poczucia nierówności są wyniki i wkłady danej osoby i innego uczestnika wymiany oraz relacje między nimi. Zdaniem Adamsa osoba odczuwająca nierówność może dążyć do zmiany swoich wkładów lub wyników albo swojego wyobrażenia o nich, może podjąć działania przeciwko drugiemu uczestnikowi wymiany w celu zmiany proporcji jego wkładów i wyników, może też pozostawić sytuację niezmienioną lub zmienić przedmiot porównania. Badania eksperymentalne pozytywnie zweryfikowały postawione przez Holmansa i Adamsa tezy, aczkolwiek ocena wyników tych badań wzbudziła w środowisku psychologów poważne dyskusje.

Krystyna Skarżyńska uważa, że „dla oceny określonej reguły zastosowanej w decyzji alokacyjnej istotne są takie elementy sytuacji alokacyjnej jak: cele grupy, orientacja grupy, w której dzielone są dobra, rodzaj dzielonych dóbr i ich ilość, przyczyny zróżnicowania wyników i potrzeb członków grupy oraz rodzaj relacji interpersonalnych w grupie”. W grupach nastawionych na produktywność ekonomiczną najlepiej oceniane są decyzje alokacyjne uwzględniające w pierwszej kolejności wyniki poszczególnych jednostek. Jak pisze Skarżyńska „istnieje wiele dowodów empirycznych wskazujących na to, że podział dostosowany do poziomu wykonania pracy czy „wkładów” rzeczywiście zwiększa produktywność grupy”.

Można wyodrębnić kilka powodów, dla których wynagradzanie członków grupy proporcjonalnie do ich własnego wkładu do wyników grupy zwiększa produktywność grupy jako całości. Przede wszystkim jednostki, których praca jest bardziej efektywna i użyteczna, otrzymują środki niezbędne do kontynuowania pracy na dotychczasowym poziomie. Po drugie faworyzowane w ten sposób jednostki są skłonne pracować równie wydajnie, albo jeszcze bardziej wydajnie niż dotąd. Po trzecie jednostki poszkodowane takim podziałem mają motywację do zwiększenia swojego zaangażowania w pracę. Po czwarte dystrybucja według wkładów motywuje najlepszych do pozostania w grupie. Psychologowie zauważają, że decyzje alokacyjne koncentrują się w takich sytuacjach na ocenie wkładów zarówno w przypadku osób, które same podejmują decyzje, jak i osób, które są obserwatorami i oceniają jedynie decyzje alokacyjne podejmowane przez innych. Co ciekawe, alokatorzy, którzy sami uzyskują niższe wyniki niż inni, proponują podział uwzględniający zróżnicowanie wyników pracy, a alokatorzy, którzy uzyskują wyniki wyższe, częściej proponują podział równościowy! Psychologowie nazywają to „regułą uprzejmości”. Dlaczego reguła ta, sprawdzająca się w badaniach laboratoryjnych małych grup, tak często nie znajduje zastosowania do preferencji wyborczych w dużych zbiorowościach społecznych? Być może przyczyną tego jest anonimowość dużej grupy. Może właśnie ona powoduje, że wśród osób gorzej sytuowanych, które w wyniku pierwotnego podziału dochodu narodowego uzyskują gorsze wyniki, przeważa pogląd o potrzebie wyższego opodatkowania osób o wyższych dochodach w celu dokonania w jakiejś formie wtórnej redystrybucji tegoż dochodu bez względu na własne wkłady?

W niektórych badaniach zaobserwowano że, w grupach nastawionych na utrzymanie dobrych relacji interpersonalnych najlepiej oceniane były decyzje alokacyjne oparte o zasadę równości. Wpływ stosunków interpersonalnych na ocenę wzajemnych zachowań i ewentualnych kryteriów dystrybucji, który przyciągał uwagę filozofów od czasów Arystotelesa, zweryfikowali współcześnie psychologowie społeczni. Gerold Mikula i Thomas Schwinger wyodrębnili diady o pozytywnych, negatywnych i obojętnych relacjach, porównując indywidualne decyzje alokacyjne członków tych diad. Alokatorzy, którzy lubili swoich partnerów, byli usatysfakcjonowani mniejszym udziałem w dzielonej nagrodzie, niż ci, którzy ich nie lubili.

Istotne znaczenie w decyzjach alokacyjnych ma także stosunek alokatorów do potrzeb jednostek uczestniczących w podziale. Jednak ważnym czynnikiem przy braniu pod uwagę czyichś potrzeb w decyzjach alokacyjnych jest ocena przyczyn, które zrodziły te szczególne potrzeby. Jedne oceniane są jako uprawniające do otrzymania czegoś ponad wkład, inne – nie. Jak pisze Skarżyńska, „akceptacja bądź brak akceptacji cudzych potrzeb wiąże się z interpretacją ich przyczyn na wymiarach: kontrolowane przez podmiot – niekontrolowane oraz stabilne – niestabilne”. Jeżeli postrzega się, że dany człowiek sam jest sprawcą swojego położenia uwzględnienie jego potrzeb jest mniej prawdopodobne niż w przypadku, gdy uznaje się, że przyczyna jego położenia leży poza nim samym. Podobne zróżnicowanie widać w przypadku oceny stabilności przyczyny powodującej trudną sytuację. Jeżeli przyczyna ta uznawana jest za trwałą i trudną do usunięcia, wówczas chęć pomocy jest mniejsza, niż w przypadku oceny, że przyczyna trudnej sytuacji jest możliwa do usunięcia.

Siła i jakość reakcji ludzkich na różne decyzje alokacyjne zależy też od rodzaju dzielonych dóbr. Psychologowie wyodrębniają pod tym względem sześć kategorii: miłość, status, usługi, pieniądze, dobra i informacje. W większości badań stwierdzano, że miłość, informacje i usługi powinny być rozdzielane zgodnie z zasadą wzajemności i według potrzeb. Jednak status był już dzielony przez badanych „według wkładów”.

Badania dowiodły także, że ocena danej decyzji alokacyjnej uzależniona bywa od oczekiwania nagrody przez badanych. „Osoby, które wypadły gorzej – pisze Skarżyńska – a oczekiwały nagrody za udział w badaniu, częściej proponowały regułę podziału według zasady równości niż „według wkładu”. W przypadku, gdy osoby te nie oczekiwały nagrody, proponowały podział uwzględniający wyniki”. Można dowodzić, że rozbudzanie oczekiwań równościowych przez polityków nie sprzyja postawom roszczeniowym wśród osób osiągających gorsze wyniki, których „wkłady” w rozwój gospodarczy i społeczny są niskie, a które, spodziewając się mimo to obiecywanej „nagrody”, opowiadają się za progresją podatkową i zwiększeniem w drodze redystrybucji wyników własnych.

Istotne wydaje się także i to, że wpływ na rodzaj preferencji alokacyjnych ma status społeczny. Już badania wśród najmłodszych dzieci dowiodły, że te, które pochodzą z biedniejszych rodzin częściej podejmują decyzje alokacyjne według reguły równościowej, niż ich rówieśnicy pochodzący z rodzin zamożniejszych. „Środowisko, z jakiego wywodzą się dzieci, różnicuje sposób wyjaśniania przez nie przyczyn i efektów aktywności człowieka. Dzieci z rodzin o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym i wyższym wykształceniu rodziców, niezależnie od wieku, częściej spostrzegają działających ludzi jako odpowiedzialnych za swoje zachowania (widzą przyczyny działań jako wewnętrzne i kontrolowane przez podmiot) niż dzieci z rodzin o niższym statusie społecznym i niższym wykształceniu rodziców. Jeżeli zaś spostrzega się wynik własnej lub cudzej działalności jako pozostający poza kontrolą podmiotu, to wynik ten przestaje sterować zachowaniem alokacyjnym”.

Nie dotyczy to tylko dzieci. Badania prowadzone wśród dorosłych pokazały, że robotnicy dużo częściej preferowali równościowe zasady podziału dóbr niż technicy i inżynierowie, a absolwenci szkoły zasadniczej częściej niż osoby po maturze, podczas gdy postawy takie prawie nie zdarzały się wśród osób z wyższym wykształceniem. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że robotnicy i osoby z niższym wykształceniem stanowią o wiele wyższy odsetek potencjalnych wyborców niż osoby z wyższym wykształceniem, łatwo zrozumieć zachowania polityków redagujących swoje programy wyborcze i kierujących je do tej właśnie grupy społecznej. Z drugiej jednak strony nie sposób nie zauważyć, że postęp gospodarczy w danym państwie nie jest tworzony przez pierwszą grupę, tylko przez drugą. Stanowi ona jednak mniejszość wyborczą i łatwo ją przegłosować.

Ale nawet zgoda na zróżnicowanie wyników i przyjęcie jako kryterium tego zróżnicowania różnych wkładów nie wystarcza do rozwiązania problemu alokacji. Powstaje bowiem natychmiast pytanie o ocenę „wkładów”. Ludzie różnią się poglądami na to, jakiego rodzaju wkłady są szczególnie cenne i powinny być wyżej wynagrodzone. Badania wykazują, że ocena jakości „wkładów” także zależy od położenia jednostki oceniającej w strukturze społecznej i zawodowej. Im wyższa pozycja społeczna badanego, tym częściej podejmuje on decyzje alokacyjne w oparciu o kryterium fachowości osób ocenianych i uzyskiwane przez nich wyniki. Im natomiast pozycja społeczna badanego jest niższa, tym częściej podejmuje on decyzje alokacyjne uwzględniające nie tylko fachowość osób ocenianych, ale także warunki ich pracy, przyznając wyższe nagrody nie tym, którzy uzyskiwali najlepsze wyniki, ale tym, których warunki pracy były najcięższe.

W swoich ocenach badani skłonni są także odwoływać się do takich samych kryteriów, które sami mogą spełnić. Osoby mniej zdolne i mniej kreatywne, jeżeli już zgadzają się zaakceptować kryterium „wkładów”, jako podstawy alokacji, wyżej oceniają wkład „staranności”, której mogą dochować, niż „efektywności”, której nie mogą osiągnąć.

Klasyczne zasady oceny podziału dóbr wyznaczają ich uporządkowanie na podstawie użyteczności danego podziału dla jego uczestników. Na ogół są to tak zwane użyteczności osobiste, czyli zależne jedynie od konsekwencji danego podziału dla danego uczestnika, bez względu na konsekwencje dla pozostałych uczestników. Jak pisze Grzegorz Lissowski, „oceny indywidualne nie ograniczają się do ocen alternatyw jedynie ze względu na konsekwencje dla osoby oceniającej, ale obejmują także oceny konsekwencji tych alternatyw dla innych osób”. [Takie] „rozszerzone preferencje lub użyteczności zostają określone na zbiorze konsekwencji poszczególnych alternatyw dla poszczególnych osób. (…) Na przykład uh (x, g) > uh (y, k) oznacza, że osoba h przedkłada znajdowanie się w pozycji osoby g w przypadku podziału x nad znajdowanie się w pozycji osoby k w przypadku podziału y”. Koncepcję takich ocen, będących rezultatem „wczuwania się” w sytuacje innych osób (extendet sympathy), sformułował Keneth Arrow, a zastosował jako podstawę formułowania ocen społecznych Patric Suppes. Stworzył on prawo nazywane relacją sprawiedliwości Suppesa (Jh), które zakłada, że „dla osoby h podział x jest sprawiedliwszy od podziału y (xJhy), jeżeli istnieje takie wzajemnie jednoznaczne odwzorowanie zbioru osób na siebie, że osoba h przedkłada znajdowanie się w pozycji pewnej osoby w przypadku podziału x nad znajdowanie się w pozycji osoby przyporządkowanej przez to odwzorowanie w przypadku podziału y, a ponadto uważa, że pozycja każdej osoby w przypadku podziału x jest przynajmniej tak dobra jak pozycja odpowiadającej jej osoby w przypadku podziału y”. Jednakże relacja Jh jest asymetryczna i przechodnia. Uznany dla grupy dwuosobowej za bardziej sprawiedliwy, zgodnie z relacją Suppesa, podział y może okazać się gorszy od podziału x dla każdego z członków grupy z osobna. Relacja Suppesa nie odpowiada zatem warunkowi optymalności w sensie Pareto.

Ocena podziału dóbr stanowi szczególny rodzaj społecznej decyzji. Badaniem metod podejmowania takich decyzji zajmuje się teoria wyboru społecznego. Jest ona teorią normatywną. Zasady dystrybucji także mają charakter normatywny. Z punktu widzenia teorii wyboru społecznego zasady te można podzielić na trzy grupy – według najważniejszego kryterium jakie muszą spełniać. Są to kryteria: (i) bezstronności, (ii) jednomyślności i (iii) braku zawiści. Pierwsza grupa zasad koncentruje się na kryterium bezstronności. Zakładają one możliwość międzyosobowego porównywania indywidualnych użyteczności związanych z podziałami oraz dopuszczają międzyosobową permutację tych użyteczności. Można do nich zaliczyć zasadę utylitarystów, zasadę egalitarystów i zasadę maksyminu Rawlsa. Dwie pierwsze zakładają interwałowy sposób pomiaru użyteczności. Zasada utylitarystów porządkuje podział dóbr ze względu na sumę indywidualnych użyteczności, uznając za najlepszy podział maksymalizujący tę sumę. Zgodnie z tą zasadą podział x jest lepszy od podziału y zawsze i tylko wtedy, gdy suma użyteczności związanych z podziałem x jest większa od sumy użyteczności związanych z podziałem y. Zasada egalitarystów porządkuje podział dóbr ze względu na miarę zróżnicowania (wariancję) albo indywidualnych użyteczności uzyskiwanych w wyniku podziału, albo wielkości dobra otrzymywanego przez poszczególnych uczestników podziału, uznając za najlepszy podział minimalizujący to zróżnicowanie. Zgodnie z tą zasadą podział x jest lepszy od podziału y zawsze i tylko wtedy, gdy albo suma wartości bezwzględnych różnic między użytecznościami poszczególnych osób a średnią użytecznością jest dla podziału x mniejsza niż dla podziału y, albo łączna suma wartości różnic między użytecznościami – określonymi przez każdą osobę według jej indywidualnej funkcji użyteczności – własnego udziału w podziale dobra a udziałami innych osób jest dla podziału x mniejsza niż dla podziału y. Z kolei zasada maksyminu Rawlsa zakłada porządkowy, a nie interwałowy, sposób pomiaru użyteczności, porządkując podział dóbr ze względu na poziom użyteczności osoby znajdującej się w najmniej korzystnej sytuacji. Zgodnie z tą zasadą podział x jest lepszy od podziału y zawsze i tylko wtedy, gdy poziom użyteczności osoby najbardziej upośledzonej przez podział x jest wyższy niż poziom użyteczności osoby najbardziej upośledzonej przy podziale y.

Druga grupa zasad koncentruje się na kryterium jednomyślności. Zaliczają się do niej zasady będące rozwiązaniem gier o sprawiedliwy podział dóbr, jak – na przykład – rozwiązanie Nasha polegające na wyborze takiego podziału, który maksymalizuje iloczyn przyrostów użyteczności wszystkich uczestników podziału w porównaniu ze stanem wyjściowym. Zgodnie z zasadą Nasha podział x jest lepszy od podziału y zawsze i tylko wtedy, gdy iloczyn przyrostów użyteczności w porównaniu z wyróżnionym, najgorszym dla wszystkich uczestników podziału podziałem xo jest dla podziału x większy niż dla podziału y.

Trzecia grupa zasad koncentruje się na kryterium braku zawiści. Zgodnie z tym kryterium uznaje się za sprawiedliwy taki podział dóbr, w wyniku którego żaden uczestnik podziału nie zazdrości udziału uzyskanego przez kogoś innego, o ile podział taki jest optymalny w sensie Pareto. Jak twierdzi Grzegorz Lissowski, koncepcja ta jest atrakcyjna, gdyż traktuje uczestników podziału w sposób symetryczny, nie wymaga międzyosobowych porównań preferencji i ogranicza się do porządkowego pomiaru intensywności preferencji. Każdy uczestnik podziału porównuje po prostu własny udział w podziale dóbr z udziałami innych osób i ocenia je według własnej funkcji użyteczności. Jednak w praktyce podział pozbawiony zawiści pozostaje nieosiągalny. Rodzi to konieczność wprowadzenia miar stopnia zawiści, które z kolei muszą przyjmować międzyosobową porównywalność użyteczności, która jest nieosiągalna.