Nieśmieszna zabawa państwem i prawem
Łukasz Warzecha 14.05.2019

Jeśli kiedyś pisałem o akcyjności polityków, to chyba powinienem dziś stwierdzić, że wówczas nic jeszcze nie widziałem. I że na przykład niegdysiejszy (już tylko najstarsi publicyści pamiętają) pomysł Solidarnej Polski za czasów jej samodzielnego istnienia w oderwaniu od PiS, aby hurtowo zakazać w Polsce noży większych niż ileś tam centymetrów po tym, jak w Krakowie nożami zaczęli się między sobą mordować kibice – był przykładem głębokiego namysłu i wstrzemięźliwości. Dziś bowiem, gdy w ciągu dwóch dni pod wpływem filmu Tomasza Sekielskiego dwa główne obozy polityczne prześcigają się wymyślonymi na chybcika pomysłami, jak walczyć z pedofilią – opadają ręce i nie ma siły zebrać szczęki z podłogi.

 

Poznęcajmy się najpierw nad pomysłami Jarosława Kaczyńskiego. Poza zapowiedzią zniesienia kary w zawieszeniu za pedofilię, dostaliśmy zapowiedź podwyższenia górnego zakresu kary do 30 lat. Przypominam zatem, że w polskim kodeksie karnym kara pozbawienia wolności ma maksymalny wymiar 15 lat, prócz tego zaś istnieją dwie odrębne kary: 25 lat pozbawienia wolności oraz dożywocie. Mimo zapowiedzi Zbigniewa Ziobry, że ten sztywny system zostanie zmieniony i sądy będą mogły orzekać kary pozbawienia wolności w pełni elastycznie, dotąd to nie nastąpiło. Zapowiedź Kaczyńskiego oznaczałaby więc tyle, że sędzia w przypadku najcięższej zbrodni – zabójstwa – miałby wybór między górną granicą 15 lat, 25 latami lub dożywociem, zaś za pedofilię mógłby orzec 30 lat.

Pedofilia to czyn obrzydliwy i godny najwyższego potępienia, jednak przestępstwem ostatecznym, które w każdym kodeksie karnym wyznacza niejako najwyższy poziom odpowiedzialności, jest zabójstwo. Kaczyński proponuje, ni mniej ni więcej, żeby pedofilia mogła być karana surowiej od pozbawienia życia.

Przy czym oczywiście podniesienie górnej granicy kary może kompletnie niczego nie zmienić w orzecznictwie sądów. O czym Kaczyński doskonale wie, ale przecież jego zapowiedź ma czysto populistyczny charakter. W razie czego zwali się winę na złych sędziów, co kradną wiertarki i gacie.

Jeszcze ciekawsze są rozważania Naczelnika dotyczące wieku, od którego miałoby być możliwe legalne podjęcie współżycia. Obecne 15 lat to, zdaniem Kaczyńskiego, za mało. Do ilu lat prezes PiS chciałby ten wiek podwyższyć – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że – czy nam się to podoba czy nie – relacje seksualne są nawiązywane coraz wcześniej. To może nam się nie podobać i możemy to uznawać za złe, ale jedno jest jasne: na pewno nie zmieni się tego stanu rzeczy, robiąc na przykład z 18-latka idącego do łóżka z 16-latką pedofila. Prawo karne jest akurat ostatnim instrumentem wychowywania młodych ludzi, gdy idzie o tego typu kwestie.

Wątpię, czy wygłaszając swoją tyradę, Kaczyński zastanawiał się nad konsekwencjami tego, co mówi. Czy na przykład uważa, że 18-latek współżyjący z 17-latką (zakładamy tu zapowiadane podwyższenie wieku dozwolonego współżycia) jest pedofilem tak samo jak 50-latek wykorzystujący seksualnie 10-latkę? A jeżeli ów 18-latek pójdzie siedzieć (najlepiej na te 30 lat) za pedofilię, ale wcześniej zdąży zrobić swojej dziewczynie dziecko, to ma się ono, jak rozumiem, wychowywać bez ojca? Czy może chodzi o to, żeby z dziesiątków tysięcy młodych ludzi, którzy nie poszli chwalebną drogą wstrzemięźliwości, zrobić oskarżonych w procesach o pedofilię?

Przejdźmy teraz do światłych pomysłów panów Schetyny i Budki. Dostaliśmy mianowicie zapowiedź, że przypadki pedofilii miałyby badać jakieś specjalne zespoły prokuratorskie, powoływane przez rzecznika praw dziecka. Tak, to nie żart. RPD (urząd, nawiasem mówiąc, w normalnie funkcjonującym państwie całkowicie zbędny, podobnie jak 90 procent innych rzeczników różnych grup) miałby tworzyć jakieś swoje prokuratorskie czerezwyczajki do zajmowania się pedofilią. Wolę nawet nie myśleć, jaka będzie jakość prawa, które Platforma w tej kwestii zaproponuje i jak te prerogatywy wykorzystywałby RPD, będący w gruncie rzeczy poza kontrolą, nie licząc sprawozdań składanych w Sejmie.

Kolejny punkt to zniesienie przedawnienia w sprawach o pedofilię. „Chcemy potraktować pedofilię jak zbrodnie przeciwko ludzkości!” – grzmiał poseł Budka. Przypomnijmy: najcięższa w polskim prawie zbrodnia – zabójstwo – przedawnia się po 30 latach. Inne granice przedawnienia są odpowiednio krótsze, a wymienia je art. 101. kodeksu karnego. Art. 105. k.k. wymienia wyłączenia z przedawnienia: to zbrodnie przeciwko pokojowi i przestępstwa wojenne oraz niektóre przestępstwa umyślne, popełnione przez funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Czyli tak jak Kaczyński proponuje, aby za pedofilię maksimum kary przewyższało karę za zabójstwo (nie licząc dożywocia), tak Budka również chce traktować pedofilię surowiej niż zabójstwo – pod względem przedawnienia.

Te pomysły to modelowy wręcz populizm. W dodatku skrajnie wprost prymitywny, motywowany absurdalną rywalizacją wyborczą. Bo skoro miliardy z budżetu już rozdano – w praktyce albo w planach – to teraz trzeba rywalizować gdzieś indziej.

Kodeks karny jest delikatną konstrukcją, która ma, a przynajmniej powinna mieć swoją wewnętrzną spójność. Jednym ze spoiw jest hierarchizacja czynów i kar za nie. To zresztą już na niższym szczeblu zostało przez PiS zachwiane, gdy w związku z ekoszmerglem partii rządzącej podwyższono kary za znęcanie się nad zwierzętami – nieproporcjonalnie w stosunku do kar za wyrządzenie krzywdy człowiekowi.

Na szczycie hierarchii zła stoi, jako się rzekło, zabójstwo (które ma oczywiście różne kategorie). Oba obozy dla doraźnej piarowej korzyści chcą w istocie postawić pedofilię na tym samym poziomie lub nawet wyżej. O tym, jak karać za te czyny można oczywiście rozmawiać. Ale nie wolno tworzyć absurdalnych pomysłów w ciągu dwóch dni! Zaś jakiekolwiek pomysły na zmiany w prawie powinna poprzedzić – zgodnie ze zdrową konserwatywną zasadą – analiza tego, czy aby nie wystarczą nam obecne przepisy i czy one są wystarczająco egzekwowane. Przypomnę: dla konserwatysty wprowadzanie nowych regulacji jest ostatecznością, tak jak dla skąpego człowieka wydanie każdej złotówki. Tyle że to „skąpstwo” jest szlachetne i chwalebne.

Tymczasem jest w Ministerstwie Sprawiedliwości Komisja Kodyfikacyjna, zajmująca się zmianami w prawie. Proponowane przez nią zmiany powinny być poddane ocenie ekspertów, dyskusji, umieszczone w kontekście całości przepisów. Tego nie robi się w 48 godzin!

Na przykład likwidacja instytucji przedawnienia – zapowiadał to w stosunku do zabójstwa jeszcze w 2017 roku Zbigniew Ziobro – to niezwykle poważny krok. Przecież przedawnienie nie jest jakimś wziętym z sufitu pomysłem. Ma swoje uzasadnienia. Po pierwsze – wątpliwość co do możliwości ustalenia prawdy materialnej kilkadziesiąt lat po czynie. Po drugie – zasadniczą etyczną wątpliwość, dotyczącą tożsamości sprawcy z momentu dokonania zbrodni i kilkadziesiąt lat później. Po trzecie – wątpliwość systemową, dotyczącą praktycznie nieograniczonego w czasie prowadzenia spraw przez prokuraturę.

W przypadku pedofilii dochodzi jeszcze kompletnie pominięty przez obie partie aspekt medyczny. Jeśli zgadzamy się, że pedofile to przynajmniej w części ludzie chorzy, powstaje pytanie o to, jak połączyć ich izolację z leczeniem. I co zrobić z nimi, jeśli skończy im się kara, a oni nadal pozostają groźni. To ten sam problem, który ad hoc musiał rozwiązywać w stosunku do najgroźniejszych zbrodniarzy Jarosław Gowin jako minister sprawiedliwości w rządzie PO. Chętnie tu poznałbym pomysły PiS i PO – ale tych nie ma.

Przy tym można odnieść wrażenie, że i Schetyna, i Kaczyński całkowicie zapominają o drugiej stronie medalu. Podobnie jak to jest w przypadku kwestii przemocy w rodzinie – bardzo nośnej i także politycznie wykorzystywanej na potęgę – oskarżenie o pedofilię może być bardzo wygodnym sposobem wrabiania niewinnych ludzi. A przecież i tutaj (podobnie zresztą jak w przypadku spraw księży oskarżonych o takie czyny i osądzanych przez Kościół w ramach Kodeksu Prawa Kanonicznego, o czym się łatwo zapomina) obowiązuje zasada in dubio pro reo, zaś podejrzany czy oskarżony nie jest winny w świetle prawa, póki nie zostanie skazany. Wolę nie myśleć, jak wygodnym instrumentem wrabiania osób kłopotliwych z jakiegoś względu stałoby się oskarżenie o pedofilię, gdyby PiS zrealizował swój plan podniesienia wieku legalnych kontaktów seksualnych.

Wszystko to są jedynie spisane na szybko zastrzeżenia laika. Prawnicy – również ci, będący zwolennikami surowego karania pedofilów – mieliby ich zapewne bez porównania więcej. Tymczasem politycy w sposób skrajnie nieodpowiedzialny bawią się państwem, bawią się prawem, bawią się emocjami gawiedzi, która – można odnieść wrażenie – najchętniej przywróciłaby jakąś formę samosądu.

Obawiam się niestety, że w ferworze kampanii jest duża szansa, że przynajmniej część z tych nieprzemyślanych planów trafi na biurko prezydenta w formie ustawy. Jak państwo sądzą, co wówczas zrobi Andrzej Duda, przecież prawnik? Czy zawetuje nowe prawo, ryzykując, że zostanie nazwany obrońcą pedofilów?

To nie tylko prymitywny populizm i akcyjność, ale przekroczenie kolejnej granicy psucia państwa.