Niskie podatki regresywne
Robert Gwiazdowski 02.12.2014

Minister Szczurek łaskaw był oświadczyć, że podatki w Polsce mamy niskie, regresywne i niesprawiedliwe, problemem zachodniego świata jest nadmiar oszczędności, my w Polsce mamy niedostatek popytu a „składki takiej osoby (samozatrudnionej lub na umowie o dzieło –  przy. mój) nie wystarczą nawet na minimalną emeryturę”

Nie wiem, który raz to piszę, ale widać trzeba. 97, 5% społeczeństwa pozostaje w pierwszym progu podatkowym czyli osiąga dochód poniżej 85,5 tys. zł rocznie. Brutto oczywiście. Ale statystycznie średnie wynagrodzenie brutto wynosi nieco ponad połowę tej kwoty – 4 tys. miesięcznie czyli 48 tys. rocznie. Cena pracy takiego pracownika dla pracodawcy to jednak 4.830 zł – bo dochodzi Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. To jest takie “brutto, brutto”. Ale tymczasem wynagrodzenie netto to tylko 2.850 zł.

Po wypłacie statystyczny pracownik idzie na zakupy. Minister Szczurek deklaruje, że efektywna stawka VAT wynosi 12%. Moim zdaniem jest to troszkę więcej (pewnie 15%) ale niech mu będzie. Netto siła nabywcza naszego statystycznego pracownika, po odjęciu zapłaconego przez niego podatku VAT, wynosi 2.525 zł. Ale VAT to  nie wszystko. Jest jeszcze akcyza – to też jest konsumpcyjny podatek pośredni. Wpływy z niego w roku 2014 zaplanowano na 60 mld zł. Podatników podatku PIT jest 25 mln. Czyli statystyczny podatnik PIT wydaje jeszcze 2.400 zł rocznie na akcyzę – kolejne 200 zł miesięcznie. Czyli netto zostaje statystycznemu podatnikowi 2.325 zł. Ale to przecież nie koniec. W cenie „netto” towarów i usług, na które podatnik wydał swoje wynagrodzenie są jeszcze wrzucone podatki, które zapłacili ich dostawcy. Bo przecież producent kalkuluje jak koszt swojej działalności zarówno akcyzę, która płaci w cenie energii elektrycznej, jak i składki ubezpieczeniowe swoich pracowników i swój podatek dochodowy! Tak!  Kształtując marżę producent bierze pod uwagę swój zysk netto – jak jego pracownik swoją pensję. Więc im wyższy podatek dochodowy tym wyższa musi być marża – a więc i cena netto. Jaki procent takich przerzuconych podatków tkwi w cenach netto towarów i usług trudno powiedzieć, ale pewnie nie jest dużo niższy od akcyzy. Przyjmijmy, że dla osoby wydającej na różne towary i usługi 2.525 zł (bez VAT) jest to też kwota 300 zł. A zatem siła nabywcza pracownika, cena pracy którego przez rynek wyceniona została na 4.830 zł, na skutek działań państwa wynosi 2.025 zł! 58% ceny swojej pracy oddaje państwu. To są niskie podatki???

Oczywiście Pan Minister ma na myśli, że to „bogaci” płacą w Polsce niskie podatki. Bogatych jest 600 tys. – tylu podatników znajduje się w drugim progu skali podatkowej. Ich przeciętny dochód wynosi 139.000 rocznie – 11.500 miesięcznie. Brutto oczywiście! Ale brutto dla nich. Bo pracodawca „brutto” płaci 13.600 zł. A oni netto otrzymują 9.930 zł. To może Panu Ministrowi chodzi o 10  tys. tych naprawdę najbogatszych. Może. Ale nie udało mu się tego wyartykułować. Udało mi się natomiast zasugerować, że powinni oni płacić wyższe składki na ZUS.  Bo o regresji podatkowej możemy mówić wówczas gdy weźmiemy pod uwagę składki emerytalne i rentowe, które płaci się tylko od wynagrodzenia wynoszącego 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej. Ale ci, którzy zarabiają mniej niż 12.00 zł miesięcznie (czyli zdecydowana większość z tych 600 tys. podatników znajdujących się w drugim progu podatkowym), z tej regresji nie korzystają!!! Cieszy natomiast to, że składki emerytalne i rentowe zaczynamy uznawać za podatek. Ja tak uważam od zawsze, ale Ministerstwo Finansów tylko czasami.

O „ozusowaniu” umów zlecenia minister mówi: „akurat to zjawisko, z którym ustawa ma walczyć, jest polem do ogromnych nadużyć i omijania prawa. I trudno nawet dziś znaleźć kogoś, kto chciałby z taką oceną sprawy polemizować” Więc zgłaszam się na ochotnika. Porozmawiajmy. Dziś ze wspólnikami zatrudniamy na umowy o pracę.  Ale 10 lat temu nam to do głowy nie przyszło. A dziś wielu znajduje się w takiej sytuacji w jakiej my byliśmy 10 lat temu. Oczywiście mógłbym się przyłączyć do wrzasków, żeby ich bardziej opodatkować. Byłoby im jeszcze trudniej konkurować.  I niektórzy tak robią – niestety.

Więc dla zdecydowanej większości społeczeństwa podatki niskie nie są! Są za to podobno niesprawiedliwe. Czyżby dlatego, że garstka tych którzy zarabiają naprawdę dużo, płaci mniej w Polsce niż miałaby zapłacić w innych państwach OECD? To porozmawiajmy o kwotach. Bo jak ktoś ma dochód kilkaset tysięcy złotych miesięcznie przez wiele lat, to wyższy podatek mniej go boli niż kogoś, kto po raz pierwszy zarobił te kilkaset tysięcy złotych.

Mamy w Polsce ponad 1,8 mln czynnych kredytów hipotecznych. Zakładając, że prowadzą oni gospodarstwa domowe składające się z 3 osób i biorąc pod uwagę fakt, że tych gospodarstw mamy w Polsce 13,5 mln – co ósme jest obciążone kredytem hipotecznym. Jeżeli teraz podwyższymy im podatki, będą mieli mniej na obsługę tych kredytów. Dość delikatna to materia.

A teraz zapytajmy kto zarabia najwięcej?  Po pierwsze ci, którzy pracują w spółkach skarbu państwa. Oni nie mają wyjścia i muszą płacić w Polsce tyle, ile państwo każe. Ale to przecież Minister Skarbu Państwa decyduje de facto o ich wynagrodzeniach. Minister Finansów ma tę niesprawiedliwość wyrównywać??? Bo ci, którzy nie pracują w spółkach skarbu państwa i na razie płacą podatki w Polsce bo się im opłaca, mają sposoby, żeby przestać płacić, jak się to przestanie opłacać.

I na koniec uwaga filozoficzna. O niesprawiedliwości progresji podatkowej w wielu indywidualnych przypadkach pisałem już tykle razy, że się nie będę powtarzał po raz kolejny. Bo przecież jak ktoś więcej zarabia to więcej płaci. Dlaczego ma płacić ponad proporcjonalnie więcej? Nawet słynna teoria sprawiedliwości Johna Rawlsa zakłada, że proporcjonalne podatki od konsumpcji są z nią bardziej zgodne niż progresywne podatki dochodowe.

A co ma oznaczać twierdzenie, że „składki takiej osoby nie wystarczą nawet na minimalną emeryturę”?  Przede wszystkim skończmy z przekonaniem, że emerytury wypłacane być muszą ze „składek”. Już dziś 1/3 emerytur nie jest, bo składek nie starcza! A jak nie 1/3 jak dziś ale 3/3 emerytur będzie finansowane z podatków to co się stanie? Jak ktoś pracuje na umowę cywilnoprawnej za 4.000 brutto to pracodawca płaci w sumie 4.077 zł a pracownik otrzymuje netto 3.424 zł! Czyli 574 zł więcej niż z tytułu umowy o pracę! Jak je wyda, to większe zapłaci podatki. Pracodawcy zostanie 800 zł na zatrudnienie kogoś następnego. A nawet jak te 800 zł wyda na wódkę to zapłaci VAT i akcyzę – będzie na dokładanie do emerytur!  Po drugie bardzo byłbym ciekaw o „jakiej osobie” myślał Pan Minister? Bo ostatnio pojawiają się głosy że najbardziej niesprawiedliwe są za niskie zryczałtowane składki na ZUS płacone przez osoby prowadzące działalność gospodarczą. Uprzejmie więc wyjaśniam, że osoba taka na ubezpieczenie społeczne bez dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego płaci dziś 661 zł. Większość z nich to mężczyźni. Statystycznie wchodzą na rynek pracy w wieku 23 lat. Będą więc płacić składki przez 44 lata. A świadczenie będą pobierać przez lat 6 bo statystycznie żyją lat 73. Zapłacą więc prawie 350.000 zł. Bez jakichkolwiek odsetek od wpłaconego kapitału za te 44 lata (!!!) powinni otrzymać emeryturę w wysokości 4.860 zł miesięcznie!!! Więc na co komu nie starczy?