Nowy Rząd Włoch – czy naprawdę jest się czego bać?
Damian Kossakowski 02.07.2018

1 czerwca 2018 roku, prawie 3 miesiące po wyborach parlamentarnych we Włoszech, Prezydent Sergio Mattarella zaprzysiągł rząd Giuseppe Contego – adwokata bez politycznego doświadczenia. Profesor, który wykładał we Florencji i w Rzymie prawo handlowe i prawo prywatne zaraz po zaprzysiężeniu odwrócił się do Matteo Salviniego, politycznego wyjadacza, inżyniera sukcesu Ligi, następnie uścisnęli sobie dłonie. Niektórzy poczytują to jako zwrot Premiera Italii ku faktycznemu ośrodkowi politycznemu i decyzyjnemu w rządzie, który oficjalnie zadowolił się stanowiskiem ministra spraw wewnętrznych.

 

Przez cały miesiąc pojawiło się dużo straszących nagłówków, artykułów na temat nowego rządu w Rzymie. Nie ma obecnie osoby, która żyje polityczną bieżączką i jednocześnie nie natknęła się na porównanie Salviniego, a jak, do Hitlera czy Mussoliniego, na zapowiedzi, że Włochy „rozwalą” Unię Europejską od środka, pociągną całą Wspólnotę na dno. Powody mają być dwa – nierozważna polityka gospodarcza i wycofanie się z deklaracji poprzedniego rządu o przyjmowaniu do Włoch każdego statku z Afryki. Jako szczególnie wyróżniające się ironią losu należy podkreślić używane w lewicowych włoskich dziennikach stwierdzenie, iż „Barbarzyńcy wdarli się do Rzymu” – tymczasem najazdy barbarzyńców na Imperium Rzymskie stanowią historyczny przykład na to, jaki wpływ na państwo, o ile można tym sformułowaniem określić dawne Cesarstwo, wywiera niekontrolowany w żaden sposób napływ mas niezasymilowanej ludności.

Pod takim naciskiem informacyjnym ciężko jest nie zacząć refleksji nad tym, czy włoski rząd faktycznie stanowi zagrożenie. Jeśli tak, to dla właściwie dla kogo? A kim w ogóle jest ta cała Liga, Ruch 5 Gwiazd, w jakiej kondycji politycznej, ekonomicznej są Włochy?

Państwo włoskie odzyskuje godność

Przeciętny czytelnik „La Repubblica” czy „Corriere della Sera” swoją refleksję skończy na pierwszym zagadnieniu. Tak, nowy Rząd to zagrożenie, wszak wyłamują się z unijnej narracji, mówią coś o suwerenności narodu, wstawaniu z kolan, kresie dyktatu Niemiec i Francji. Podobne huczne deklaracje zapowiadał przecież rząd Polski, nieprzerwanie ten sam głos dobiega z Budapesztu. Do tego dochodzi jeszcze Austria, która w dodatku przed Włochami zamyka granice, gdyż to właśnie z Italii szlak migracji utarł się przez granicę w Tyrolu. Jadąc na Półwysep Apeniński, Polak może czuć się jak u siebie. Ludzie są podobnie gościnni, tradycyjni i chętni do rozmów o polityce, z kolei sytuacja polityczna przypomina rok 2015 w Polsce. Po pięciu (ośmiu) latach rządów Partito Democratico (Platformy Obywatelskiej) ludzie mają dość stagnacji, rosnących podatków, rozbuchanej biurokracji i urzędniczej wszechwładzy. Do tego dochodzi arogancja i poczucie wyizolowania elity od ludzi i niezajmowania się ich problemami dnia codziennego. O ile u nas kryzys poprzedniej partii rządzącej nabrał rozpędu od afery posłuchowej i przybrał format bardziej światopoglądowy i oparty o ocenę moralności polityków, a na nieco dalszym planie stały problemy gospodarcze czy hucznie zapowiadane niezrealizowane inwestycje, o tyle we Włoszech kres Matteo Renziego i lewicy był oczywisty po przegranym referendum, w którym akurat Renzi chciał uszczuplić administrację na najwyższym szczeblu poprzez choćby zmniejszenie liczby senatorów czy koniec z dożywotnimi tytułami senatorskimi i związanymi z tym pensjami. Większość partii po stronie centroprawicy, mimo podobnych postulatów, po prostu wykorzystała olbrzymią nieufność oraz niechęć do Renziego i kampania referendalna poszła po myśli Berlusconiego i Salviniego. Nowy Premier po rezygnacji Renziego, Paolo Gentiloni, z tej samej opcji politycznej co Renzi, kontynuował politykę starego rządu. Cały czas rosły wydatki w związku z licznymi programami socjalnymi, nadal nikt nie reagował na rozległą działalność mafii na Południu. W tym samym czasie do Włoch zjechały setki tysięcy imigrantów z Afryki, coraz częściej dochodziło do aktów przemocy, w tym gwałtów (jak choćby znana sprawa polskiej pary w Rimini), kradzieży, a główna ulica w Mediolanie zamieniła się w jedno wielkie noclegowisko.

W tych warunkach wyrosła silna opozycja – przemysłową i bliższą Europie kapitalistyczną Północ kraju zdominowała koalicja Berlusconi-Salvini-Meloni, a na Południu, zdecydowanie bardziej bliższe pomysłom socjalnym, wyrosło Movimento 5 Stelle (Ruch 5 Gwiazd) głównie za sprawą obietnicy wprowadzenia dochodu gwarantowanego dla każdego mieszkańca w wysokości… 780 euro. Drużyna Beppe Grillo z Ruchu 5 Gwiazd miała już swoje lokalne sukcesy takie jak Pani Burmistrz Rzymu Virginia Raggi. Zdecydowanie byli oni na fali wznoszącej i pytanie pozostawało, iloma punktami M5S wyprzedzi pozostałe partie. Los jednak lubi płatać figle, a zwłaszcza w kraju, gdzie nic nie jest do przewidzenia. Mimo zwycięstwa M5S (32,66%) to jednak koalicja Berlusconi-Salvini-Meloni uzyskała najwięcej deputowanych z racji tego, że sumarycznie wyprzedzili Ruch 5 Gwiazd. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że oficjalnie nie występowali jako komitet koalicyjny, lecz zdecydowali się podjąć współpracę jako blok centroprawicy złożony ze swoich deputowanych, natomiast każde ugrupowanie posiadało swoje, odrębne listy. Z koalicjantów najlepszy wynik uzyskała Liga Salviniego (17%), Forza Italia Berlusconiego uzyskała 14%, a Fratelli d’Italia Giorgi Meloni (Bracia Włosi, jak również pierwsze słowa hymnu Włoch) uzyskała 4%. Na drodze do władzy było jeszcze wiele przeszkód. Ruch 5 Gwiazd w pierwszej kolejności zwrócił się z propozycją budowania koalicji z centrolewicą, ale wyborcom, delikatnie mówiąc, ten kierunek się nie spodobał i szybko ogłaszali Luigi di Maio (kandydata M5S na premiera) zdrajcą, a przez internet przetoczyła się fala krytyki i zarzutów o hipokryzję. Dlatego też oba fronty zmiany, które skorzystały z niemocy i bylejakości poprzedników uścisnęły sobie dłonie na drodze po władzę. Salvini występował w imieniu całej koalicji, Luigi di Maio był jego partnerem do rozmów – dlaczego taka kolejność? Czas pokazał, że kompromisowy kandydat „z drużyny” Ruchu 5 Gwiazd, Giuseppe Conte, czuje większy respekt wobec Salviniego, który na sukces Ligi poświęcił dobre kilkanaście lat. W ten sposób rozpoczęła się kadencja rządu z hasłem „Najpierw Włosi”, z deklaracjami antyunijnymi, antyglobalizacyjnymi w celu uczynienia Italii znów wielką.

Co nas łączy, co nas dzieli?

Nowy rząd po konflikcie z prezydentem pozostającym ze starego lewicowego układu dopiął swego – Sergio Mattarella ostatecznie zgodził się mianować na ministra ds. europejskich Paolo Savonę – śmiertelnego wroga europejskiej waluty, człowieka, który porównał Unię do III Rzeszy. Jak widać argument „ad hitlerum” nie jest tylko domeną lewej strony. Siły polityczne budujące rząd i parlament Italii są niesamowicie różnorodne i aż dziw, że potrafiły znaleźć płaszczyznę porozumienia.

Liga, dawniej Liga Północna Matteo Salviniego to partia, którą w Polsce umieścilibyśmy gdzieś pomiędzy Kukiz’15 a partią Wolność (dawniej KORWiN). Oficjalną doktryną ekonomiczną Ligi jest ordoliberalizm, a najważniejszym postulatem tzw. flat tax – podatek liniowy w wysokości 15%, który miałby zastąpić skomplikowane stawki włoskich odpowiedników PIT i CIT. Salvini w swojej kampanii wielokrotnie kładł nacisk na obniżenie podatków i ich uproszczenie. „Podatki mają być niskie i równe dla wszystkich, a procedury podatkowe mają być na tyle proste, by włoscy producenci i pracownicy nie tracili niepotrzebnie czasu na ich rozliczanie” grzmiał wielokrotnie lider Ligi czy to w Mediolanie czy to w Neapolu. Dodatkowo podkreślał on wielokrotnie, bardziej w tonie protekcjonistycznym, konieczność faworyzowania włoskich producentów żywności, specjalną ochronę dla domowych i regionalnych specjałów. Przez lewicę został wybitnie skrytykowany za zdjęcie w pizzerii, w której szef kuchni zatrudnia tylko Włochów i taki skład „narodowy” u niego ma być zawsze. Pan polityk i Pan kucharz ze wspólnego zdjęcia zostali okrzyknięci faszystami przypominającymi czasy dyktatury Mussoliniego. Kucharz powoływał się na to, że dobrą pizzę umieją zrobić tylko Włosi, a poza tym o pracownikach pozwala mu decydować swoboda działalności gospodarczej. Salvini jednak trzęsie Europą z innego powodu. To zdecydowany przeciwnik polityki Kanclerz Angeli Merkel ws. migracji. Gdy media we Włoszech skutecznie blokowały informacje o skali przestępczości ze strony imigrantów, fanpejdż Salviniego zamienił się w jeden wielki zbiór wszelkich nagrań, jak młodzi, rośli faceci atakują staruszki, przechodniów, rzucają petardy na ulice (czego sam doświadczyłem w Rzymie). Salvini, jak i cała Liga są przede wszystkim zwolennikami zahamowania procesu przemytu ludzi do Europy. Nie da się ukryć, że przemyt rozwinął się w Libii na wielką skalę. Salvini uznaje to za rozwój przestępczości, który kwitł w najlepsze tylko dlatego, że Renzi zobowiązał się do przyjęcia każdego statku z imigrantami, co spowodowało, że włoskie wyspy najbliżej Afryki zamieniły się w rozległe obozowiska.

Warto jednak w tym momencie zaznaczyć to, co sam Salvini wielokrotnie podkreśla – trzeba rozróżnić nielegalnych i legalnych imigrantów. Tzw. „clandestini”, a więc wyjęci spod prawa, niemający zezwolenia na pobyt, mają zostać deportowani w liczbie sięgającej nawet 500 tysięcy, wliczając w to społeczność romską. Co do imigrantów legalnych, należy zwrócić uwagę choćby na fakt, że to właśnie Liga wprowadziła do włoskiego Senatu pierwszego w historii czarnoskórego senatora – pochodzący z Nigerii Toni Iwobi został już okrzyknięty przez czarnoskórych zdrajcą, a walczący z rasizmem piłkarz Mario Balotelli nazwał go „palantem”. Liga, która niegdyś głosiła hasła separatystyczne na północy Italii, stała się głównym i najsilniejszym bastionem prawicy w Europie Zachodniej, a zaufanie do niej rozciąga się obecnie w całym Włoszech. To jedyne ugrupowanie z poparciem sięgającym na końcu czerwca blisko 30%, które prezentuje założenia narodowo-liberalne, jednak z niektórymi postulatami socjalnymi. Bez nich nie byłaby możliwa współpraca z bezkonkurencyjnym w marcowych wyborach na Południu Ruchem 5 Gwiazd. Założony przez komika Beppe Grillo, który stwierdził, że polityków należy „zgrillować”, wykupił sobie głosy za 780 euro bezwarunkowego dochodu podstawowego. Aby obietnicę zrealizować, Luigi di Maio, poprzedni kandydat na premiera z ramienia Ruchu, objął resort rozwoju gospodarczego. Cena to jednak wysoka i obietnica do spełnienia bardzo trudna biorąc pod uwagę, że dług publiczny Włoch bije rekordy świata i ustępuje tylko Grecji i toczy walkę łeb w łeb z Portugalią. Dochód ten miał być gwarantowany dla każdego, obecnie Conte wycofuje się małymi krokami twierdząc, że program obejmie tylko tych, którzy podjęli się starań o znalezienie pracy, lecz trzykrotnie zostali odrzuceni oraz znajdują się w cięższej sytuacji majątkowej. M5S tłumacząc na polski wygląda jak krzyżówka SLD z Kukiz’15. Di Maio i Grillo zależy na ograniczeniu przywilejów polityków, zwiększeniu demokracji bezpośredniej. Reprezentują oni jednak lewicowy mainstream, zwłaszcza w kwestii migracji. Burmistrz Virginia Raggi proponowała uchwałę gwarantującą 1000 euro dla każdego rzymianina, który przyjmie pod swój dach romską rodzinę. Roberto Fico wybrany przez rządową koalicję na przewodniczącego Izby Deputowanych (odpowiednik polskiego Sejmu) z kolei krytykuje Salviniego mówiąc, że on nie zamknąłby przed statkami z imigrantami portów na Sycylii. Zgrzyt na tym polu jest widoczny, ale to Salvini jest obecnie najsilniejszym politykiem w tej skomplikowanej układance.

Obie partie łączy jednak silny charakter antyunijny i prorosyjski. Zarówno M5S jak i Liga krytykują politykę Brukseli i jej nadmierny zapał i angaż w pisanie prawa dla Włoch. Tak jak wspominałem, jeden z ministrów i to ds. europejskich, Paolo Savona jest zagorzałym krytykiem waluty euro. Na ostatnim szczycie G7 + Rosja Giuseppe Conte zwracał uwagę na konieczność zniesienia sankcji unijnych na Rosję. Poza sympatią jaką Salvini darzy Putina, przemawia za tym interes Włoch – Włosi tracą duże pieniądze przez zakaz eksportu do Rosji. Zbliżenie Rzymu do Moskwy może nie być dobrą wiadomością – zawsze w przyjacielskiej relacji państw Zachodu z Rosją, Polska zamiast podmiotem rozmów staje się ich przedmiotem. Genezą i paliwem dla rządowej koalicji, niezależnie od sztandaru Ligi czy Ruchu 5 Gwiazd jest również postawa Wielkiego Brata odgrywana przez Brukselę. Conte stanowczo zapowiada, że dla Włoch kluczowym postulatem w relacji z Unią Europejską jest reforma tej organizacji w kierunku zwiększenia suwerenności i autonomii państw członkowskich. Każda ingerencja w wewnętrzne sprawy Włoch ze strony Unii postrzegana jest przez zwolenników koalicji bardzo negatywnie, a członkostwo w Unii popiera ledwie 46 procent Włochów. Liga z kolei rośnie już do 30 procent poparcia, a ostatnio wygrała wybory regionalne w Toskanii, w której prawica nie zwyciężyła od czasu wybuchu II Wojny Światowej. Ciągłe atakowanie Salviniego przypisując mu nazizm, faszyzm nie ma przełożenia na sympatie polityczne wyborców. Podobnie jak u nas, bezzasadna, agresywna krytyka przynosi rezultat odwrotny od oczekiwanego. Widma faszyzmu nad Włochami nie ma, a przynajmniej nie według samych Włochów. Nie pomagają w budowaniu silnej opozycji głosy Emmanuela Macrona i Angeli Merkel, którzy do ostatniej chwili popierali opór Prezydenta Sergio Mattarelli. Postawę włoskiego uparciucha jakim jest typowy Francesco Rossi czy Lorenzo Bianchi, umacnia dodatkowo wrodzona niechęć do Niemców i rywalizacja z Francją na zasadzie „to ten kuzyn co jest ode mnie ważniejszy, a nie powinien”. Zarówno di Maio jak i Salvini wykorzystują każdy głos pozamerytorycznej krytyki do ukazania słabości opozycji wobec działań, jakich podjęli się oni przez ledwie miesiąc – odesłanie statków z migrantami do Hiszpanii, zbliżenie z USA na szczycie G7, stanowisko ws. relokacji uchodźców (Włosi żądają uruchomienia mechanizmów przymusu z racji, iż to w ich obozach zalegają tysiące imigrantów).

Mamy się czego obawiać?

Wśród wielu hucznych i chwytliwych tytułów słyszymy o tym, jak neofaszyści burzą europejski dom. Wyłamują drzwi i bezpardonowo demolują wszystko, co jest w środku. Obraz wydaje się katastroficzny. Wydaje się jednak, że wcale sytuacja nie jest tak tragiczna. Zmartwieniem może być zdecydowanie postawa prorosyjska motywowana też osobistymi sympatiami Salviniego i di Maio. Polska jako kraj na wschodnich rubieżach Unii narażona jest w pierwszej kolejności na zetknięcie się z wpływami Rosji. Brak jednolitej postawy wobec Władimira Putina może mieć szkodliwy wpływ na pozycję Polski i możliwości jej obrony przed działaniami Rosji. Kolejną kwestią, która stanowi istotne zagrożenie dla europejskich rynków finansowych jest próba pogodzenia rozbuchanych programów socjalnych z niskimi i prostymi podatkami. Niestety widać tu, że Liga ugięła się i choć jej działacze słyną we Włoszech z programu liberalnego gospodarczo (utrzymującym tak wysokie poparcie w kraju silnych związków zawodowych) to ustąpili programowi socjalnemu aby zapewnić sobie kluczowy głos w sprawach migracyjnych. W związku z realizacją obietnic Ruchu 5 Gwiazd, sytuacja gospodarcza Włoch może się znacząco pogorszyć, a to z kolei pogłębi kryzys i doprowadzi do recesji czwartej największej gospodarki we Wspólnocie. Lidze jednak dużo bardziej zależy na zachowaniu tożsamości narodowej Włoch, dlatego też walczyli o utrzymanie prawa krwi jako podstawy przyznawania obywatelstwa i wywalczyli zatrzymanie w Senacie prac nad ustawą wprowadzającą „prawo ziemi”, dlatego też ministrem ds. rodziny jest Lorenzo Fontana, który od pierwszego dnia słynie we Włoszech z hasła „mniej aborcji, więcej urodzeń” chcąc wyciągnąć Italię z demograficznego kryzysu i ograniczyć powszechność zabiegów aborcyjnych. Po tym co widzieliśmy w czerwcu nie ma wątpliwości, że dalej będziemy oglądać walkę z przemytem ludzi i wygaszanie szlaku imigracyjnego z Libii do Włoch. Dawna włoska kolonia, choć stawia opór wobec przyjęcia odesłanych przez Włochy imigrantów, może liczyć, że zostaną oni skierowani do Hiszpanii, gdzie u władzy od niedawna jest Hiszpańska Zjednoczona Partia Robotnicza. Włochy wychodzą na prowadzenie jeśli chodzi o krytyków Unii i w tym aspekcie widać ich zbliżenie do sceptyków z Grupy Wyszehradzkiej. Dla Polski zmiana u steru w Rzymie może wyjść na dobre, jeśli odpowiednio zareaguje polska dyplomacja udzielając wsparcia Włochom w kwestiach migracji, budżetu unijnego czy projektu Unii jako koncepcji wspólnoty suwerennych narodów w zamian za jednomyślność w sprawach europejsko-rosyjskich. Jedno jest pewne – zagrożenia adekwatnego do skali straszenia nie ma i nie będzie. Liga i M5S tworzą silne uniosceptyczne ugrupowanie, od którego Włosi wymagają, by broniło interesu swojego państwa w relacjach z Brukselą, do której na Półwyspie Apenińskim utracono zaufanie. Tylko tyle i aż tyle.