Państwo i Prawo
O panu Cieślaku i o teoriach spiskowych
Łukasz Warzecha 09.11.2020

„Nie ma teorii spiskowych, są tylko spiski” – mówi znane powiedzenie. A jednak gdy mowa o pandemii SARS-Cov2, pojęcie teorii spiskowych jest używane i nadużywane – głównie przez sparaliżowanych strachem zwolenników jak najdalej posuniętych restrykcji, którzy uważają, że doszukiwanie się w tej sytuacji jakichkolwiek nie całkiem jawnych powiązań, nacisków, wpływów jest dowodem na „foliarstwo”. Jak pisałem już wielokrotnie – do worka z takim właśnie napisem wrzuca się i tych, którzy uznają, że żadnego wirusa nie ma, a jest tylko kolejny spisek światowego rządu, jak i tych, którzy przedstawiają konkretne argumenty przeciwko działaniom podejmowanym przez nasz i inne rządy. 

 

Strach i niezdolność do podjęcia ryzyka w rozsądnych granicach, czyli do prowadzenia w miarę normalnego życia w sytuacji lekkiego wzrostu zagrożenia, każe niektórym poddawać się bezwolnie nawet najbardziej bezsensownym nakazom i zakazom. To normalny psychologiczny mechanizm – ma dawać nadzieję, że po przemęczeniu się będzie można się obudzić z koszmarnego snu. Problem w tym, że po walcu restrykcji i lockdownów może już nie być do czego się budzić, a i sam koszmar może trwać w nieskończoność. Ludzie, którzy dzisiaj powtarzają w nieco zmodyfikowanej w stosunku do wiosny formie ówczesne wezwanie „siedź na d…” albo pytają podniosłym tonem: „Czy naprawdę nie może wytrzymać kilka tygodni / miesięcy / lat bez kawiarni / muzeów / centrów handlowych / kin itd.?” to ci sami, którzy w sytuacji wojennej czy okupacyjnej staliby się praktycznie niezdolni do funkcjonowania. 

Taka postać została epizodycznie, ale bardzo celnie sportretowana w „Zakazanych piosenkach”, pierwszym polskim powojennym filmie z 1946 r. w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Mieszkający po sąsiedzku obok głównych bohaterów, rodzeństwa Tokarskich, pan Cieślak (Jan Kurnakowicz) jest kompletnie sparaliżowany strachem. Gdy przed gmachem filharmonii warszawscy muzycy zaczynają grać „Warszawiankę” w jawnym sprzeciwie wobec okupacyjnych zakazów, w mieszkaniu Tokarskich pojawia się ich kolega muzyk (Stanisław Łapiński), który wyciąga Romana Tokarskiego (Jerzy Duszyński), żeby dołączył do grających. Po czym rusza namawiać Cieślaka. Na to Halina (Danuta Szaflarska), siostra Romana, wybucha śmiechem: „Z nim nie da rady, siedzi w domu i umiera ze strachu”. 

Faktycznie, Cieślak nie wykazuje entuzjazmu. Tokarski z kolegą odchodzą, ale matka Romana i Haliny (Janina Ordężanka), widząc Cieślaka na klatce pyta, czy jednak nie dołączy do grających. Cieślak zaprzecza, na co pani Tokarska stwierdza: „Ależ pan bojaźliwy”. Cieślak na to: „Ostrożny. Tylko ostrożny”. Po czym dodaje: „O, ciągle grają. Czy nie lepiej zaczekać do Wielkiej Nocy, aż wojna się skończy, i wtedy grać – »Warszawiankę«, »Marsyliankę«?”. 

Pan Cieślak jest prefiguracją dzisiejszych nosicieli covidowej psychozy. Ostrożność i rozwaga to cechy chwalebne, ale nie wówczas, gdy wobec zagrożenia nieprzemijającego i trwałego paraliżują całkowicie nasze życie. A przyznać trzeba, że warunki okupacyjne i związane z nimi zagrożenie były znacznie poważniejsze oraz niosły ze sobą nieporównanie większe ryzyko niż epidemia SARS-Cov2. 

Wróćmy jednak do pojęcia teorii spiskowej. Obserwacja licznych dyskusji i debat prowadzi do wniosku, że jest ono stosowane jako wygodny wybieg, mający skasowanie wszelkie wątpliwości i pozostawienie na placu boju jedynie jednej wersji: w której dzielne rządy bohatersko za pomocą blokowania i zamykania wszystkiego walczą ze straszliwą zarazą, porównywalną do czarnej śmierci z XIV w. Takie podejście jest, mówiąc najdelikatniej, dalekie od zdrowego rozsądku. Stosuje się je zresztą w wielu przypadkach, arbitralnie wyznaczając granice tego, co jedna strona chce uznawać za dopuszczalną dyskusję, a co wygodnie desygnuje sobie jako wariactwo. To samo mamy przecież w przypadku sporu o walkę z domniemanymi zmianami klimatycznymi. Jeśli wskazuje się, że naukowcy otrzymujący granty za badania z tej dziedziny mają swoje własne interesy i z tych grantów żyją, a firmy zajmujące się technologiami pozyskiwania energii odnawialnej prowadzą aktywny lobbing – to jest to „teoria spiskowa”. Ale już nie jest „teorią spiskową” dowodzenie, że koncerny naftowe opłacają „swoich” naukowców. 

Przyjrzyjmy się sprawie pandemii. Zwolennikami rzekomej „teorii spiskowej” mają być między innymi ci, którzy twierdzą, że strach przed wirusem jest wzmacniany przez koncerny farmaceutyczne, chcące zarobić na lekach, a przede wszystkim na szczepionkach. Czy to brednia? Rozbierzmy tę tezę na czynniki pierwsze. 

Czy głównym celem koncernów farmaceutycznych jest zarabianie? Bez wątpienia tak. Czy w związku z tym zależy im, aby powstawały sytuacje, w których ich produkcja będzie kupowana na pniu i za wielkie pieniądze dla setek milionów ludzi? Oczywiście, że tak. Czy pandemia tworzy psychologiczną sytuację, w której zmęczeni i zdesperowani ludzie będą wywierali presję na rządy, aby jak najszybciej kupiły szczepionkę, skoro ma być ona przepustką do powrotu do normalności? Jasna sprawa. Czy firmy farmaceutyczne prowadzą działania lobbingowe? To pytanie retoryczne. Czy mogą wywierać wpływ na to, w jaki sposób zachowują się politycy oraz media? Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi ani reguły. W jakimś zakresie zapewne tak, zwłaszcza gdy w grze są duże pieniądze, w tym z budżetów reklamowych. Z drugiej strony jawne naciski na przykład na to, aby wzmacniać panikę, byłyby niezmiernie ryzykowne w razie ujawnienia. Czy jest możliwe, żeby jakaś firma celowo doprowadziła do pandemii, aby następnie zaoferować cudowną szczepionkę na wirusa? Czysto teoretycznie – tak, ale to raczej scenariusz z filmu sensacyjnego niż z rzeczywistości. 

Tu dochodzimy do granicy racjonalnych założeń i hipotez. Stanowi ją poziom komplikacji danego mechanizmu czy planu. Jest możliwe spowodowanie określonego, w miarę przewidywalnego skutku we względnie prostym mechanizmie, gdzie nie ma wielu przypadkowych zmiennych. Nie jest możliwe przewidzenie skutku w mechanizmie, który takich zmiennych ma dużo i którego skala przekracza możliwości kalkulacji. Takim mechanizmem byłoby celowe wywołanie pandemii – skutki mogą być dramatycznie nieprzewidywalne i dalece odbiegać od zakładanych. Ale już nie jest takim mechanizmem prowadzenie lobbingu na rzecz zakupu przez jeden rząd czy wspólnotę międzynarodową szczepionki określonej firmy. 

Szafowanie pojęciem teorii spiskowej jest zatem sposobem na nieuprawnione ograniczanie pola dyskusji i poszukiwania przyczyn danego stanu rzeczy. Mało tego, zaprzysięgli zwolennicy tezy o istnieniu wszechogarniających, tajnych mechanizmów zarządzania rzeczywistością, potraktowani z buta, otrzymają jedynie potwierdzenie swoich tez. Wiadomo – jeśli odsyła się ich na margines, to dlatego, że odsyłający też są częścią spisku. Czy zresztą – przyjmując rozsądne podejście do tego, co bywa nazywane teorią spiskową – zawsze będzie to nieprawda?