O pisaniu prawa na kolanie – czyli tzw. wolny poniedziałek po Święcie Niepodległości
Kamil Rybikowski 29.10.2018

Sprawa z ustanowieniem dnia wolnego 12 listopada jak w soczewce pokazuje podejście ustawodawcy do zasad stabilności i pewności prawa. Władza zachciała sobie, aby dać ludziom wolne, nie bacząc na żadne konsekwencje.

 

Zgodzić się należy, że 100 rocznica odzyskania niepodległości jest wydarzeniem wartym upamiętnienia i świętowania. Czy konieczne aż tak, by urządzać poprawiny Święta Niepodległości to oczywiście już rzecz dyskusyjna. Kraj jednak od jednego dnia wolnego się jednak nie zawali, co pokazał świetnie przykład Święta Trzech Króli. A przecież świętowanie 12 ma być jedynie jednorazowe. Dlatego z przymrużeniem oka można brać te opinie ekspertów mówiące o kolosalnych stratach dla budżetu państwa. Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma.

Problem polega bowiem na tym, że skoro od 100 lat wiedzieliśmy kiedy wypadnie 100 rocznica odzyskania niepodległości a od kilku lat snuto plany co do uroczystości rocznicowych to dlaczego nikt tego pomysłu nie rzucił rok lub chociaż kilka miesięcy temu? Uniknęlibyśmy dużego zamieszkania, z którego wynika ta propozycja. O tym, że 12 listopada będzie dniem wolnym nie zdawali sobie bowiem sprawy:

– Usługodawcy, którzy oferowali swoje usług na ten dzień

– Producenci, którzy muszą zrealizować konkretne terminowe zlecenia

– Dyrektorzy szkół i uczelni, ustalając plan zajęć

– Sędziowie wyznaczając rozprawy na ten dzień

i wiele innych sytuacji, które bez wątpienia stanowią utrudnienie dla konsumentów korzystających z danych dóbr. Zamieszanie tym się zwiększyło, że senatorowie wprowadzili do ustawy dającej wolne zmiany usuwając m.in. przepisy wyłączające handel od konieczności dania pracownikom dnia wolnego. Abstrahując już od tego, że dwa dni bez handlu (11 listopada wypada niedziela z zakazem handlu) to spora niedogodność dla klientów, to takowe zmiana wydłuża dodatkowo proces legislacyjny. Ustawa trafić musi bowiem znów pod obrady sejmu, który to zbiera się planowo dopiero 7 listopada. Jeśli Marszałek nie zwoła Sejmu wcześniej, co może być trudne ze względu na toczącą się kampanię wyborczą, to ustawa na biurko Prezydenta trafi najwcześniej na 4 dni przed dniem, którego dotyczy. Przypomnieć należy, że Prezydent zgodnie z obowiązującym prawem ma na podpisanie bądź zawetowanie ustawy 21 dni. Równie dobrze, więc ustawę dającą wolne 12 listopada mógłby, więc podpisać kilkanaście dni po jego zakończeniu. Po podpisaniu przez Prezydenta ustawa musi zostać jeszcze opublikowana w Dzienniku Ustaw, co również zajmuje zwykle chwile czasu (od kilku dni do kilku tygodni, chyba że mamy do czynienia z ustawą o IPNie – wtedy dzieje się to natychmiast).

Przez najbliższe dni wszyscy będą żyli w takim razie w niepewności legislacyjnej co do statusu dnia 12 listopada. Szczególnie zakłopotana będzie branża handlowa, która nie wie czy posłowie poprą zmiany wprowadzone przez senatorów. A trzeba przecież zaplanować kalendarz dostaw, zwłaszcza produktów krótkoterminowych takich jak pieczywo, nabiał czy mięso. Całego tego zamieszania można byłoby uniknąć, niestety komuś zachciało się grzebać przy prawie na ostatnią chwilę. Tryb procedowania nad ustawą słusznie oprotestowali sejmowi legislatorzy. Cóż jednak z tego, skoro już się Polakom wolne obiecało to trzeba obietnicy dotrzymać. Skoro jednak nikt na tak wspaniałomyślny pomysł nie spadł odpowiednio wcześniej, należało już sobie to wolne darować. Polacy idąc do pracy po obchodach Święta Niepodległości przeżyliby i świat by na głowie nie stanął.

Całość można byłoby skwitować wzruszeniem ramion, gdyby nie wcześniej wspomniane negatywne konsekwencje dla wielu przedsiębiorców i konsumentów oraz faktem, że nie jest to pierwszy przykład przepychania na kolanie nowych rozwiązań prawnych. Rok temu ta sama większość rządowa próbowała na kilka tygodnii przed końcem roku zmienić sposób ozusowania wynagrodzeń (zniesienie limitu 30-krotności). Wtedy jednak najpierw Senat przesunął vacatio legis a następnie dodatkowo Prezydent Duda skierował ustawę do zbadania przez Trybunał Konstytucyjny. Ten jednak co warto podkreślić do dnia dzisiejszego się sprawą nie zajął i znów tysiące pracodawców nie wie jak skonstruować budżet płacowy na przyszły rok, nie mając pełnej wiedzy o kosztach zatrudnienia. I jak przy takiej niepewności prawnej namawiać przedsiębiorców do inwestowania i podejmowania odważnych decyzji biznesowych?