O tym jak się powinno nie przeprowadzać wyborów
Dariusz Matuszak 11.05.2020

Motto: „Brak możliwości głosowania na kandydatów jest równoznaczny w skutkach z brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów”

Państwowa Komisja Wyborcza A.D. 2020

 

To piękne motto uświadamiające, że było tak jakby Dudy i Hołowni nie było, ostatecznie przekonało mnie, że PiS, jak i opozycja bardzo źle zabrały się do nieprzeprowadzenia wyborów. Trzeba było zrobić to zupełnie inaczej przy okazji rozstrzygając wiele konstytucyjnych i pomniejszych prawnie wątpliwości, jak choćby to czy jest tam jakiś Sąd Najwyższy z mocą rozstrzygania spraw, których nie ma, czy też go nie ma, więc nie może orzec o prawidłowości odbycia się wyborów, które się nie odbyły.

I tak ma początku należało zwołać plenum, które uchwaliłoby kiedy wyborów nie będzie. W transparentnej procedurze należało oddać głos również partyjnym dołom. Organizacja partyjna z Kostomłotów, mogłaby zgłosić wniosek, by wybory nie odbyły się dajmy na to 6 czerwca 2020. A ta z Odrzywołów zgłosiłaby 15 grudnia 2026. Chrząszczyrzewoszyce powiat Łękowody zgłosić by nie mogły nawet 26 grudnia 2037. Taki sposób postępowania pozwoliłby uwzględnić praktycznie wszystkie wnioski i rozpocząć szerokie konsultacje społeczne w sprawie terminu kiedy nie można przeprowadzić wyborów.

Co więcej można by było uwzględnić głos opozycji, która podniosłaby, że 19 maja 2052 nie można przeprowadzać wyborów, a 30 kwietnia 2029 już nie można. I można byłoby wsłuchać się w głos opozycji i również jej propozycje zaakceptować, by 30 kwietnia 2029 wyborów również przeprowadzać nie było można. Uchwaloną uchwałę przesłałoby się marszałkini, a ta walnęłaby drewnianym młotkiem i zarządziła zarządzenie o dniach, w których wybory się nie odbędą, bo nie można. I przesłałaby owo zarządzenie do Państwowej Komisji Wybiórczej, czy jakiejś tam, a ta by ogłosiła, kiedy wybory się nie odbędą. Ta mogłaby wydać nawet opinię, że brak możliwości głosowania określonego dnia jest równoznaczny w skutkach z brakiem możliwości głosowania ze względu na brak tego dnia.

Ale, ale opozycja w ciemię bita nie jest, o nie i Szymon Hołownia wzruszony lekturą Konstytucji orzekłby iż właśnie się nie zgadza, na to by wyborów nie można byłoby przeprowadzić 30 lutego 2072. – Ależ hola, zły opozycjonisto totalny ty – zakrzyknąłby minister Sasin czuwający nad całym procesem. 30 luty tego roku to akurat piątek, a Konstytucja jasno mówi, że w piątek pracujący wyborów przeprowadzać nie można.

Tu do dyskusji mogliby się włączyć konstytucjonaliści i znawcy praw wszelakich i od razu stwierdzić, że skoro Konstytucja określa dni, w których wybory przeprowadzić można – to nie można uznać zarządzenia marszałkini określającego niemożność przeprowadzenia wyborów w dni, których owej możności konstytucyjnie nie ma. Tak jak nie da się obywatela pozbawić praw, których on nie posiada, albo ubić ubitego wieprzka. Konstytucja głosi bowiem, że wybory można przeprowadzić tylko w dzień ustawowo wolny od pracy, wiec nie można orzec, że nie można, skoro nie można.

Wtedy kolejni konstytucjonaliści i znawcy praw wszelakich zadaliby pytanie: a cóż to jest ten dzień ustawowo wolny od pracy, hę? Właściwie to od razu można by zwrócić się z pytaniem do domniemanego ewentualnego prezesa Sądu Najwyższego Zaradkiewicza, który twierdzi, że Konstytucja np. nie określa iż małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Może być też związek Bogdana, Stanisława, Krystyny i Rajmunda. Niby czemu miało by być w duecie, a nie kolektywnie. Ale wróćmy do naszych konstytucyjnych rozważań o dniach ustawowo wolnych od pracy, w których wybory przeprowadzać można i ową możność można odwołać. Weźmy np. takiego Bogdana, który jest kelnerem w restauracji Szwagrzy Chuch i od półtora miesiąca ma ustawowo wszystkie dni wolne od pracy. Nawet poniedziałek jak aktor w teatrze, czy rzeźnik w PRL. A Krystyna z kolei najwięcej pracuje w niedziele od północy, bo po sobotnim wieczorze w jej agencji turystycznej Gibkie Foczki na Rurze jest najwięcej klientów. Jasne jest więc, iż Konstytucja nie mówi, że ustawowo dniem wolnym od pracy jest niedziela, skoro jest nim np. wtorek. Tym samym nie ma więc podstaw do tego, by Sasin mógł odrzucić wniosek Hołowni, by odrzucono niemożność przeprowadzenia wyborów w piątek 30 lutego 2072. Należałoby więc zarządzić reasumpcję głosowania nad dniami, w których wyborów przeprowadzić nie można, zwłaszcza, że akurat w czasie ostatniego jednemu posłu spod maseczki wysypała się mąka, więc guziczka wcisnąć nie mógł.

Dla pewności, że głosowanie tym razem przebiegnie prawidłowo powołałbym komisję skrutacyjną do liczenia głosów. Oczywiście wybrano by ją w drodze głosowania, a głosy policzyłaby specjalnie powołana do tego komisja skrutacyjna, którą wybrano by w drodze głosowania. Na wszelki wypadek o opinię jak powołać komisję skrutacyjną do policzenia głosów przy wyborze komisji skrutacyjnej zwróciłbym się do powołującego od kilku dni komisję skrutacyjną Sądu Najwyższego.

No dobrze, skoro już sobie określiliśmy dni, w których głosować nie można, co jak zauważyła Państwowa Komisja Wybiórcza jest równoznaczne z tym, że tych dni nie ma, to należy określić dni które są, i w których wybory mogą się odbyć. Te dni oczywiście wybieramy metodą eliminacji. Z puli dni odrzucamy te, których nie ma, więc pozostają nam te które są. Zauważmy też, że prawo nie działa wstecz, więc nie można ustanowić, że nie można głosować w dzień, który już był. I to jest to rozwiązanie. Na miejscu plenum zaproponowałbym, by teraz to wybory odbyły się 10 maja. Zwłaszcza, że po tym jak za PKW uznaliśmy zlikwidowanie wielu dni, to niewiele dni zostało nam do wyboru na przeprowadzenie wyborów. I tak po prostu zrobilibyśmy reasumpcję dnia. Zauważmy, że Konstytucja nic nie mówi na temat tego, że nie można tego zrobić. A co nie jest zabronione jest dozwolone. Albo możemy sobie dzień głosowania rozciągnąć. Można przecież skorzystać z dobrych sprawdzonych wzorców zastosowanych np. przy okazji głosowania referendalnego w 2003 roku w sprawie wstąpienia do Unii. Wtedy za ogólnonarodową zgodą rozciągnęliśmy sobie niedzielę. I to nie na poniedziałek, ale nawet wstecz – na sobotę. Można? Można, trzeba tylko chcieć. Przy okazji nie zmarnowałyby się nam przyznane w kwietniu 13-te emerytury. Jak teraz glosowanie miałoby się nie odbyć w sierpniu, to w lipcu trzeba byłoby dać emerytom 14-kę, a z kochanymi pieniążkami krucho, bo teraz mamy same dni ustawowo wolne od pracy.

Na wszelki wypadek o opinię w sprawie reasumpcji dnia, albo rozciągnięcia go, zwróciłbym się do prawników konstytucjonalistów i ekspertów unijnych. Oni maja już doświadczenie w sprawie rozciągania dni i określania kiedy głosowanie się nie odbyło. Tak było w sprawie irlandzkiego referendum Traktatu Lizbońskiego. A w przypadku Francji i Holandii, to w ogóle sprawili, że dni głosowania w referendum w ogóle zniknęły. Tylko Brytyjczycy byli tak głupi, że nie potrafili sobie tego zrobić głosując nad Brexitem.

Gdy już załatwilibyśmy sprawę daty wyborów reasumowanego, albo też rozciągniętego do 13 sierpnia 10 maja pozostałaby nam jeszcze sprawa marszałkini i prezydenta. W przypadku marszałkini sprawa jest prosta. Walnie drewnianym młotkiem i znów zarządzi, ale prezydent musi jeszcze skrobnąć długopisem, a jego przecież zgodnie ze stanowiskiem PKW nie ma. I to nie ma go kluczowego dnia wyborów – 10 maja, który sobie do października rozciągnęliśmy. Jeśli rozciągniemy sobie 8 maja, to nawet 11 maja Duda może skrobnąć. Co zrobić jednak z Dudą, Hołownią i Biedroniem, skoro w kluczowy dzień 10 maja, który jest 9 września, ich nie ma. Otóż w największym skrócie już za Gorgiaszem i Parmenidesem wiemy, że skoro Duda jest niebytem, a niebytu nie ma, to logicznie rozumując, że skoro coś – dajmy na to Biedroń może być tylko bytem, albo niebytem, to skoro niebyt nie istnieje to jednak Hołownia z Biedroniem i Dudą są bytami, które mogą startować nawet w wyborach, których nie ma.

W tym co napisałem nie ma nic odkrywczego. Od starożytności znamy już dowód ontologiczny Parmenidesa, czy argumenty Gorgiasza. Oni już takie sytuacje opisali. Swoja drogą to zdumiewające jak wielka była ich wiedza skoro 2500 lat temu potrafili przewidzieć polskie wybory prezydenckie.

Jeśli niebyt jest, zarazem będzie i nie będzie

o ile rozumiany jest jako nie będący, to nie będzie

lecz o ile niebyt jest to znowu będzie

lecz całkowicie niedorzeczne jest zarazem bycie czegoś i nie bycie

zatem niebyt nie jest

etc.

wywodził Gorgiasz. Krótko mówiąc, wybory 10 maja są niebytem, którego nie ma, więc nie można orzec, że 10 maja wybory się nie odbyły, zwłaszcza 18 czerwca. Poza tym od tego czasu nauka zrobiła wielkie postępy i mechanika kwantowa powinna rozwiać ewentualnie pojawiające się wątpliwości.

Napisałem to wszystko z poczucia patriotycznego obowiązku. Chciałbym pomóc jakoś wybrnąć z owej patowej sytuacji, w którą nieudolne nieprzeprowadzanie wyborów nas wpędziło. Póki co, nikt nie zaproponował lepszego rozwiązania kryzysu konstytucyjnego, w którym się znaleźliśmy, więc być może należy wszystko uprościć – tak jak opisałem.

Ba, nawet w moich uproszczeniach są uproszczenia, bo nie poruszyłem np. kwestii cenzury zwanej ciszą wyborczą w dniach, w których odbywają się wybory, których nie ma. Kolejna sprawa to dyskryminacja niektórych obywateli i pozbawienie ich biernego prawa wyborczego. A konkretnie obywatela Kwaśniewskiego, któremu w wyborach startować nie wolno i to nie tylko 30 lutego 2072, czy 18 kwietnia 2038, ale w ogóle. Okoliczność, że ktoś był prezydentem nie może być obciążająca (no może poza kilkoma przypadkami) więc i te sprawę jawnej, niekonstytucyjnej dyskryminacji przyjdzie rozstrzygnąć. Tym jednak, jak i cenzurą, zajmę się zaraz po kolejnych wyborach, które się nie odbędą.