Oda do młodej gwiazdy partii władzy
Tomasz Wróblewski 15.09.2016

Ilu to ja już widziałem takich jak ty. Królów jednego sezonu politycznego, a potem wyśmianych i sponiewieranych przez własnych idoli partyjnych. Nie zliczę.

Tak jak ty, wszyscy zaczynali wcześnie, bardzo wcześnie. Masz te swoje dwadzieścia parę lat, w rubryce doświadczenie wpisujesz „zapał”. Masz za sobą koła naukowe i z dumą mówisz o sobie weteran młodzieżówek politycznych. Z głowy cytujesz Pikettyego, Żiżka, a może Hayka czy Smitha. Pewnie już skończyłeś studia, ale całą wiedzę, karierę i sznyt polityczny zawdzięczasz jednemu swojemu politycznemu mentorowi. Nic tak cię nie denerwuje jak przytyki, że zrobiłeś karierę nosząc teczkę za ministrem. To była mordercza praca. Nigdy nie opuściłeś żadnego wiecu. Kiedy inni robili specjalizacje, czy kuli do egzaminu radcowskiego, ty odbierałeś za niego telefony. Płynnie kłamałeś, jego żonie, a dziennikarzom rugałeś za tupet. Po nocach wyszukiwałeś linki, żeby rano w Sejmie zabłysnął jakimiś cytatem. Wymyślałeś nośne hasła, nawigowałeś za niego w twitterze. Dzień w dzień robiłeś więcej niż ci, którzy wylądowali w agencjach reklamowych czy uprawiają PR i kończą pracę o 17ej. Przy piwie od koleżanki z policji wydostałeś kilka informacji, które pogrążyły tego durnia z opozycji. Fakt, że były podróże, egzotyczne konferencje, mieszkanie służbowe, samochód z kierowcą, ale to ty a nie te mądrale poświęciłeś życie dla ojczyzny. Szybko się uczysz, nic dziwnego, że teraz stawiają cię na spółki z godziwymi pensjami.

Ale jest coś czego jeszcze nie wiesz. Trudno ci sobie wyobrazić, że nagle na pierwszej stronie jakaś gazecina wybije twoje nazwisko, że za pieniądze spółki, czy ministerstwa załatwiałeś wyjazd narzeczonej na Kanary, albo, że płaciłeś gotówką za mieszkanie. Niby głupstwo, niby da się dowieść niewinności, ale nikt nagle nie chce słuchać twojej wersji zdarzeń. Nawet jak wysłuchają, to tylko po to, żeby dopisać jaki jesteś żałosny. Szef dla którego kłamałeś, zwodziłeś, kryłeś jego lewe diety i przejazdy, a potem podżyrowałeś pożyczkę córce, ten sam szef poklepie cię po plecach i powie, że musisz się poświęcić, ale partia nie zapomina. Nic się nie martw, trzeba mieć grubą skórę. Dziś trudno ci w to uwierzyć, ale ten mentor, protektor, któregoś poranka od niechcenia rzuci w radio, że bardzo go rozczarowałeś. Zabierze ci telefon, ktoś kto zajmie twoje miejsce wyczyści wszystkie maile w sprawie i powie, prokuratorowi, że ktoś z twojego konta włamał się na serwery.

Czego jeszcze nie wiesz – a to wierz mi boli – ci wszyscy ludzie, których masz dziś na wyciągnięcie komórki i obiecywali, że u nich zawsze znajdziesz jakieś miejsce, nie odbiorą już twoich telefonów. Dziennikarze co uganiali się dniem i nocą, błagali o komentarz, teraz powiedzą ci – sorry ale ty już czytelnika nie grzejesz. Jestem silny, nie dam się – każdy tak sobie mówi. Będziesz biegał maratony, wspinał się na góry, ale nikt nawet nie zalajkuje tego na twojej stronie. Spróbujesz kariery w PR – w końcu znasz tyle ludzi. I może kiedyś ci się uda, ale do końca życia prześladować będzie cię ten prześmiewczy tytuł jednego z tabloidów. Patrzę na tych młodych ludzi garnących się do rządu – butnych, aroganckich i żal mi ciebie nowa gwiazdo. Bo wiem jak żałośnie będziesz wyglądał za rok może trzy.


Fot. Jeff Edmond/ na lic. Creative Commons/ flickr.com