Odwołuję zamknięcie projektu Polska Fair Play
Dariusz Matuszak 05.06.2019

Mam nadzieję, że Robert Gwiazdowski się przejęzyczył ogłaszając zakończenie projektu Polska Fair Play i miał na myśli tylko zawieszenie. Rozumiem rezygnację ze startu w wyborach do Sejmu. Te europejskie miały być pewnie rozgrzewką przed nimi, albo też wywiadem przeprowadzonym bojem. Wynik nie daje nadziei na powodzenie w październiku, więc decyzja o zawieszeniu jest racjonalna. O niektórych przyczynach porażki napisał już sąsiad Łukasz Warzecha. Mimo to wtrącę swe trzy grosze nie polemizując z nim, ale pokazując inną perspektywę.

 

Pod programem Fair Play mógłbym podpisać się obiema rękoma, ale jednocześnie wiem, że nie jest on sexy. Nie porywa, nie przemawia do wyobraźni, nie odwołuje się do idei, nie wzbudza emocji. I zasadniczo słusznie, bo taki właśnie powinien być program liberała – takiego prawdziwego, a nie jednego z tych całych mas lewaków, socjalistów buszujących teraz w Ameryce i Europie.

Kiedy na początku lat 90-ych kolega namawiał mnie do zajadania w Łodzi Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Wróciłem właśnie ze Stanów i zachwyciłem się, bo powiedział: będziemy budować kapitalizm. Wszyscy wkoło mówili o jakiejś tam społecznej gospodarce rynkowej, o brukowaniu trzeciej drogi, a tu oto znaleźli się odważni, którzy mówią: skończcie te bzdury. Tylko kapitalizm, bo nie po to obaliliśmy socjalizm, by hodować jakąś inną jego odmianę.

Zawsze uznawałem, że kapitalizm nie jest żadnym systemem, czy ideologią tylko naturalnym stanem rzeczy, bo naturalne jest, że ludzie pracują, cieszą się wolnością, mają swoją wolę, więc swobodnie wymieniają się owocami swej pracy, czy dobrami jakie posiadają – np. czasem i kompetencjami w zamian za wynagrodzenie. Podobał mi się duży dystans jaki przyjęto wobec toczących się wówczas sporów ideologicznych. Jedni mówili o Chrystusie, drudzy straszyli faszyzmem, a nikt poza KLD nie chciał zajmować się demokracją w gospodarce, czyli właśnie kapitalizmem. Dziś z KLD nie pozostało nic, nawet w głowach jego założycieli. Od Tuska, Schetyny, czy Lewandowskiego nie usłyszy się już frazy: „wolny rynek”. Wszytko rozpłynęło się wśród idei Unii Wolności wiecznie żywych, a teraz jeszcze pośród towarzyszy z PZPR.

Fair Play postrzegałem właśnie jako taki Kongres z początku lat 90-ych. Wolny rynek, minimum państwa, dystans wobec toczących się wielkich sporów. No niestety bynajmniej, ale to nie działa. Liberałowie zawsze chcieli być neutralni wobec kwestii światopoglądowych i to jest przyczyną ich zguby. To nie jest błąd taktyczny na poziomie kampanii wyborczej, ale strategiczny i dotyczący tych formacji na całym świecie – całkowite pozostawienie lewicy kwestii, które konstytuują człowieka. Nie da się budować kapitalizmu bez określonego systemu wartości.

Odpowiedzialność, zaradność, powściągliwość, skromność w rozumieniu nawet takim, że nie przewalamy jak arystokraci majątku po przodkach, tylko pomnażamy go, stateczność, umiar, lojalność rozumiana także jako wierność. To wszystko jest niezbędne, by osiągać sukces w gospodarce. Kapitalizm w USA budowany był z Biblią w ręku. Za złudzenie, mrzonkę, naiwność uznaję pomysł na budowanie liberalizmu w sferze gospodarczej bez konserwatyzmu w sferze społecznej, kulturowej, czy światopoglądowej – i nie mówię tu o wierze, ale systemie wartości. I na nic zda się dawanie przykładów internetowych gigantów z Doliny Krzemowej, o których można powiedzieć, że nie tylko, nie niosą konserwatywnych, ale jakichkolwiek wartości. Wystarczy przyjrzeć się Kalifornii – najbogatszemu i najbiedniejszemu stanowi USA. (GDP na poziomie 5-7 gospodarki świat i odsetek ludzi żyjących w ubóstwie wyższy niż w jakimkolwiek innym stanie, poza tradycyjnie biednym Missisipi).

Stwierdzenie, że do budowania wolnego rynku potrzebny jest konserwatywny zestaw wartości, to konstatacja nie ideologiczna tylko intelektualna, o wymiarze czysto praktycznym. Nie da się pomnażać majątku, budować pomyślności na pokolenia jak się w międzyczasie człek trzy razy rozwiedzie, albo nie dorobi potomstwa, bo wolał będzie balować. Nie powstanie nic trwałego jeśli nie będzie myśleć się o dzieciach i wnukach, tylko balować. Nie będzie się pracować jeśli jest się przekonanym, że to państwo ma wykarmić i odziać. Nie będzie oszczędności i pomnażania jeśli dominuje postawa tu i teraz.

Oddanie sfery systemu wartości w ręce lewicy jest strategicznym błędem liberałów gospodarczych. 60% studentów w Stanach Zjednoczonych uważa, że socjalizm jest dobrym ustrojem. Jak w takich warunkach wspierać wolny rynek i udowadniać, że wszechwładza państwa i podatkowa opresja są złe? To, że właśnie tylu studentów wychwala socjalizm, wynika z odpuszczenia sobie kwestii światopoglądowych. A niech tam sobie gadają i nauczają co tam chcą – jesteśmy liberałami, rynek i tak ma rację. I co z tego? Kto ma rację, ten stawia kolację – socjalistom.

Spójrzmy na chwilę na to co dzieje się w Europie i Stanach Zjednoczonych. Toczą się tam wielkie spory, które właściwie zamieniają się w kulturową wojnę. Oto przez świat przetacza się, się ofensywa ekofanatyków, którzy, twierdzą, że Ziemię w ciągu 12 lat czeka zagłada. Co ma do zaproponowania liberał, tym, którzy wierzą, że czeka nas apokalipsa? Że obniży podatki? Że zniesie bariery biurokratyczne? Co położy na szali, gdy na drugiej leży „ocalenie ludzkości”? Nie szkoda róż, gdy płonie las, więc sam oddawałbym wszystko, żeby tylko gatunek ludzki przetrwał.

Liberałowie nie rozumieją, że znajdują się na wojnie. Nie będzie żadnego wolnego ryku jeśli ekowariaci zdołają przekonać do swych miazmatycznych wizji. A zrobią to, albo zmuszą siłą do przyjęcia. Na ulice wyprowadzą tysiące dzieci. Zaczną zajmować budynki. Zaatakują lotniska, dworce, stacje metra. Już to robią, a zabawa dopiero się rozkręca. Jeśli liberał chce ocalić wolność, to musi zmierzyć się z tym i demaskować to jedno wielkie oszustwo, którego celem jest narzucenie światu nowego ładu. Jeśli zaś wierzy w nadciągającą zagładę, to musi rozumieć jak mizerne są jego propozycje wobec alternatywy: być, albo nie być. Nie da się pozostać neutralnym wobec tego sporu i liczyć, że ktoś się wyszumi, napije zimnej wody i mu przejdzie. Nie przejdzie.

Ekoszaleństwo to tylko jeden z przykładów na to z jakimi zjawiskami trzeba się dziś mierzyć. Popierać otwarcie granic Europy dla dowolnej liczby imigrantów, czy nie? Budować jedno państwo europejskie, czy nie? Wspierać politykę prowadzącą do tego, że populacje się nie odtwarzają i zostają zastępowane przez przybyszy, czy nie? Zezwolić na powszechną, zinstytucjonalizowaną cenzurę i kontrolowanie przez kilka firm tego co ukazuje się w sieci, czy nie? Złudzeniem jest mniemanie, że można pozostać neutralnym wobec takich kwestii.

W Wielkiej Brytanii spory sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego odnieśli Liberalni Demokraci. I to nie dlatego, że proponowali jakieś obniżenie podatków, zniesienie barier gospodarczych, ograniczenie europejskiej biurokracji, czy cokolwiek. Odnieśli sukces, bo opowiedzieli się po jednej ze stron w wielkim sporze Brytyjczyków: być, albo nie być w Unii Europejskiej. I w przeciwieństwie do tchórzliwych, oportunistycznych Konserwatystów, czy Laburzystów potrafili zająć jednoznaczne stanowisko i powiedzieli: tak chcemy być w UE.

Podobnej wagi spory toczone są w Polsce. Jedni mówią chrońmy demokracji, wolności przed PiS-owskim reżimem, Konstytucji – skarbnicy praw najświętszej. Zostańmy Europejczykami wołają. Inni zaś nawołują: chrońmy nasze dziedzictwo, tożsamość narodową, poczucie dumy, tradycje, obyczaje.

W takich warunkach nie można proponować tylko rozmowy o reformie ZUS-u. Co z tego, że z każdym z 6 punktów programu Roberta Gwiazdowskiego się zgadzam. Mogę tylko powiedzieć: tak, chciałbym, by kwestia reformy emerytalnej, albo obniżenia kosztów pracy była najważniejszą. Ale tak nie jest. W czasach wielkich namiętności to nie jest sexy. To za mało by pobudzić. To zaledwie espresso podawane przed bojem, a nie potężny kop adrenaliny.

Tak, czy owak mam nadzieję, że projekt Polska Fair Play jest zawieszony. Idee Fair Play są wiecznie żywe. Trzeba tylko dodać do nich kilka owych drobiazgów o których wspomniałem.