OFE – pożegnanie
Robert Gwiazdowski 09.11.2019

Z okazji „dorzynania OFE” przez PiS pozwolę sobie na pewne podsumowanie tej historii z „reformą systemu emerytalnego”. Likwidacja OFE to jedyny taki przypadek, że politycy zrobili to co mówiłem. Tylko, że ten eksperyment nas słono kosztował.

 

OFE – czyli Obowiązkowe Fundusze Emerytalne, nazywane też dla zmyłki „Otwartymi” (skrót ten sam) – w ogóle nie powinny powstać. Więc dobrze, że koalicja POPiS je zlikwidowała. Rzadko chwalę tę koalicję, ale za likwidację OFE im się należy. Koalicjanci się oczywiście kłócę kto swoją połowę zlikwidował lepiej. Jako symetrysta napiszę, że jedni i drudzy zrobili to źle. Ale dobrze, że w ogóle zrobili. PO źle zrobiła, że połowę OFE zostawiła. PiS źle robi, że w ich miejsce tworzy PPK. Podstawową wadą OFE było to, że wpisywały się one w system emerytalny opierający się na opodatkowaniu pracy. To OFE były głównym obrońcą ZUS. Bez ZUS-u i jego systemu komputerowego w ogóle nie mogłyby powstać. A ZUS musiał stworzyć ten system komputerowy na potrzeby „reformy” – czyli dla OFE. Niestety PPK będą prostą kontynuacją tego systemu. To podobieństwo jest ważniejsze niż drobne – przy nim – różnice.

Fundusz Ubezpieczeń Emerytalnych (FUS) na który wpływają nasze składki na ubezpieczenie emerytalne, z którego Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) wypłaca emerytury tym, którzy obecnie je pobierają jest trwale deficytowy. Dlatego rząd musi go dofinansowywać – robił to przez lata przy pomocy „dotacji” w wysokości, która stanowiła różnicę między tym co ZUS musiał wypłacać na emerytury, a tym co wpłynęło na FUS minus to, co ZUS musiał wydać na swoje własne utrzymanie. A koszty tego utrzymania rosły – bo ZUS musiał zwiększyć zatrudnienie i zbudować Kompleksowy System Informatyczny ((KSI) – na co wydał miliardy – i go utrzymywać – na co wydawał co roku kilkaset milionów.

Po reformie, ZUS część składki zaczął przekazywać do OFE. Aż do 2011 roku było to 7,3% wynagrodzenia każdego pracownika (słownie: sie-dem i trzy dziesiąte!). Zwiększało to deficyt FUS. Więc rząd musiał większą dotację przekazać ZUS na wypłatę emerytur. W 1998 roku dotacja budżetowa do FUS wyniosła 8,8 mld zł, w 1999 roku, a więc w pierwszym roku reformy zwiększyła się do 9,4 mld zł. W następnym wzrosła do 15,4 mld zł, a w 2001 roku osiągnęła poziom 21,2 mld zł. To właśnie była ta słynna „Dziura Bauca”, która pogrążyła rząd Jerzego Buzka, a o której szybko przestano mówić, choć w 2002 roku dotacja budżetowa do FUS wzrosła do 27 mld zł, a w 2003 roku do 28,3 mld zł. Od 1999 roku dotacje do FUS zwiększały się średnio po 16,0% rocznie.

W 2004 roku, Ministerstwo Finansów przedstawiając informację o dotacjach do FUS, zastosowało kreatywną księgowość, wprowadzając zmianę zasad finansowania ubytku dochodów z tytułu przekazania części składek emerytalnych do OFE. Do 2003 roku środki te stanowiły część dotacji budżetu państwa, natomiast od 2004 roku księgowane są jako „rozchody” budżetu i nie zaliczają się już do dotacji budżetowych. Ta część faktycznej dotacji, która pokrywała to, co ZUS oddaje OFE nazwana została „refundacją” – ładniej brzmiało.

Dopiero w 2011 roku składka do OFE spadła z astronomicznej wysokości 7,3% do 2,3%. Niektórzy nazwali to „pierwszym rozbiorem OFE” – żeby się ludziom źle kojarzyło.

Co robiły OFE z tym, co otrzymały z ZUS? W pierwszej kolejności wydawały same na siebie. O ile jednak ZUS na to wszystko co robił pobierał „odpis” w wysokości 2% wpływów do FUS, OFE pobierały „prowizję”. Początkowo 10% (słownie: dzie-sięć!) W latach 2004-2010 wynosiła ona 7%, a potem co roku spadała. W 2014 roku wynosiła marne 3,5%. Teraz to już tylko 1,75%. Eldorado się skończyło więc obrońców OFE ubyło. Za co OFE pobierały tę ”prowizję” nazywaną opłatą za zarządzanie. Tak naprawdę była to opłata za istnienie. Była bowiem niezależna od wyników przez OFE osiąganych! Do 2012 roku uzbierało się tego 17 mld zł!!! I(słownie: sie-dem-na-ście). Potem przestałem już liczyć, ale do 20 mld dobiliśmy z pewnością – nawet pomimo zmniejszenia składki przekazywanej do OFE (czyli podstawy naliczania) i zmniejszenia procentowej wysokości prowizji.

Za resztę, po przejęciu swojego wynagrodzenia, OFE kupowały obligacje Skarbu Państwa. Fakt, że zgodnie z ustawą o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych musiały. Ale kupowały tych obligacji za prawie 70% – o wiele więcej niż musiały. Bo tak było im po prostu łatwiej i taniej. Poczta Polska sprzedawała obligacje Skarbu Państwa bez prowizji – i każdy sam mógł je sobie kupić.

A co robił Skarb Państwa z pieniędzmi, które w zamian za obligacje dostał od OFE, które dostały je z ZUS, które ZUS zabrał „ubezpieczonym”? Przekazywał je do ZUS! Jako „dotację” albo „refundację”. A co robił z nimi ZUS? Wypłacał z nich emerytury. Mówienie, że pieniądze przekazane do OFE „pracowały” na przyszłe emerytury przyszłych emerytów, którzy „oszczędzali w OFE” to było raczej bredzenie. Nie mogły „pracować” bo ich po prostu w ogóle nie było. Trafiły natychmiast do emerytów, którzy je natychmiast wydawali na konsumpcję! W przyszłości Skarb Państwa miał te obligacje wykupić. Wraz z odsetkami – rzec jasna. Za co by je wykupił? Za podatki pobrane od tych, którzy wcześniej zapłacili składki. Więc: do OFE trafiło moje 100 zł. OFE wzięło sobie z tego 10 zł (potem 7, 5, 3 – średnio – niech będzie, że średnio 5, choć to zaniżona kwota). Niech będzie, że z tych 95 zł OFE wydały na obligacje 60 zł (choć to z kolei zaniżona kwota). Skarb Państwa miał je wykupić po pięciu latach za jakieś 73 zł. Te 73 zł musiał wziąć ode mnie. Zapłaciłem więc razem 173 zł żeby dostać emeryturę liczoną od kwoty 60 zł!

Tym, którzy do dziś złorzeczą, że Tusk „ukradł im ich pieniądze” śpieszę donieść, że rząd Tuska przeksięgował jedynie część „obligacyjną” – czyli de facto zobowiązanie naszych dzieci, że będą płacić składki i podatki by Skarb Państwa wykupił z OFE obligacje, które sprzedał OFE, za pieniądze, które zabrał nam ZUS i przekazał do OFE!

A co się działo z resztą – 35 zł z tych 95 zł z tych 100 zł które trafiły ode mnie do OFE? OFE inwestowały je na GPW. Jak kupowały akcje to cena akcji rosła. Rosła bardziej niż gdyby OFE ich nie kupowały. Więc te akcje stawały się przewartościowane. Komu to służyło? OFE i ich akcjonariuszom, którzy działali na „rynku finansowym” – w tym na giełdzie. A w jakie akcje OFE inwestowały? W akcje dużych spółek. Konsekwencją reformy emerytalnej był więc transfer kapitału z małych firm (cierpiących na jego niedostatek) które płaciły składki za swoich pracowników do wielkich, notowanych na GPW, których akcje nabywały OFE za środki pochodzące z opodatkowania pracy. „Inwestycje” OFE miały więc swoją cenę. Płacą ją małe i średnie przedsiębiorstwa, które były podstawą polskiego cudu gospodarczego pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku, które stworzyły od podstaw kilka milionów nowych miejsc pracy.

Ale OFE miały kiedyś wypłacać emerytury. To musiałby zacząć te akcje sprzedawać. Co by się wówczas stało z ich cenami? Łatwo się domyślać, ale nie było nam dane tego sprawdzić empirycznie.

Co w tym wszystkim najzabawniejsze? OFE zajmowały się jedynie „inwestowanie” środków otrzymanych z ZUS, za bardzo wysoką prowizję. Zakłady Emerytalne, które miały wypłacać emerytury z OFE nigdy nie powstały!!! Owszem pojawił się plan ich utworzenia, ale się okazało, że za wypłatę emerytur chciały one…. kolejne 10%. I na to politycy już się drugi raz – na szczęście dla przyszłych emerytów – nie dali nabrać.

OFE powstały, bo politycy nie mieli śmiałości powiedzieć wyborcom prawdy – że nie ma pieniędzy na utrzymanie wcześniej istniejącego systemu, że musimy pracować dłużej, a stopa zastąpienia – czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniej pensji – będzie coraz niższa. Akcja Wyborcza „Solidarność” (AWS), która rządziła w 1998 roku, zamiast podwyższyć wiek emerytalny dla ówczesnych 40-latków, którym było absolutnie obojętne czy będą musieli pracować jeszcze 25 czy 27 lat, wymyśliła OFE. Po latach PO – po części następczyni Unii Wolności (UW), która była koalicjantem AWS, podwyższyła wiek emerytalny 60-latkom A dla nich było istotne czy będą pracowali jeszcze 5 czy 7 lat. Ta reforma to była głupota polityczna. Trzeba to było rozłożyć w czasie.

Wysokość naszych emerytur nie będzie zależała od tego jakie płacimy składki i podatki, tylko od tego jakie będą płaciły nasze dzieci i wnuki, gdy my już będziemy na emeryturze, jak dużo będzie wówczas emerytów i jak długo będą żyli na tej emeryturze. Nie będą oni potrzebowali żadnych akcji, obligacji czy świadectw udziałowych, tylko przysłowiowe „owsiankę, aspirynę, pielęgniarkę”. O ich dostępności i cenie zadecydują kolejne pokolenia. Pierwszy warunek jest taki, że one w ogóle muszą być. Przy obecnej stopie dzietności – 1,4 – następne pokolenia będą coraz mniej liczne. Aż w końcu nikogo nie będzie. To w sumie dobra wiadomość dla ekologów. Ludzie przestaną w końcu niszczyć planetę. I jak Bałtyk będzie już pod Warszawą, to się wszyscy pomieszczą na Podkarpaciu.

Szybciej odczujemy konsekwencje tchórzostwa polityków SLD, PSL, AWS, KLD (kolejne wyjaśnienie dla młodzieży – Kongres Liberalno-Demokratyczny) i UW, którzy kilkanaście lat temu przestraszyli się pielęgniarek i nie pozwolili na napływ Ukrainek i Białorusinek do tego zawodu. Bo miały odbierać miejsca pracy polskim pielęgniarkom. Niedługo zaczną one przechodzić na emeryturę, a młodych w zawodzie nie ma. Z lekarzami też problem, więc istnieje szansa, że na emeryturze będziemy żyli krócej, wic miesięczne wypłaty będą mogły być „wyższe”.

Alternatywa dla obecnego, skomplikowanego i drogiego w utrzymaniu systemu może być prosta. To emerytura obywatelska równa dla wszystkich – bo na emeryturze jesteśmy równi. Już niczego społeczeństwu nie dajemy, tylko bierzemy z tego co wypracowują inni. I z tego co sami kiedyś wypracowaliśmy i sobie prywatnie odłożyliśmy. Nie oczekujmy jednak od państwa, żeby dbało o to, by ta część emerytury, którą nam ono wypłaca była zróżnicowana i byśmy mieli na emeryturze więcej od sąsiada, tylko dlatego, że zarabialiśmy od niego więcej i płaciliśmy wyższe składki. Składkę na NFZ też płaciliśmy wyższą, a nie przyjmą nas przez to szybciej do państwowego lekarza. Możemy pójść do prywatnego – jak mamy za co. Nie ma powodu by z emeryturami było inaczej.

I dla tego rozwiązania alternatywy nie ma. Jest tylko alternatywa jak do niego dojdziemy. Możemy to powiedzieć ludziom dziś zaczynającym pracę i za 45-50 lat problem będzie rozwiązany. Albo możemy utrzymywać istniejący system. Przez 45 lat ZUS będzie wydawał dziesiątki miliardów na obliczanie ich przyszłej emerytury i za 45 lat obliczy, że ta emerytura będzie niższa od minimalnej więc i tak dostaniemy minimalną. Ale pieniądze wydane na emisję CO2 przy okazji tego liczenia ktoś zarobi. I o to chodzi.