Osiem pytań do Trzaskowskiego
Łukasz Warzecha 31.10.2019

Używając hasztagu #Warszawadlaklimatu, prezydent Rafał Trzaskowski oznajmił urbi et orbi swoje propozycje drastycznych podwyżek opłat za parkowanie w stolicy. Odezwali się natychmiast politycy PiS, wołając, że nie chodzi o klimat, ale o skok na kasę. Zapomnieli tylko dodać, że ten skok Trzaskowskiego na kasę sami umożliwili, uchwalając zmiany w ustawie o partnerstwie publiczno-prywatnym i tym samym dając samorządom zielone światło dla horrendalnych podwyżek cen za parkowanie. Teraz próbują argumentować, że przecież nie nakazali ich podwyższać, jedynie dali taką możliwość. Jest to tak zwane klasyczne rżnięcie głupa, zaś rząd PiS jest najbardziej wrogą kierowcom władzą w historii III RP, o czym pisałem już na blogu WEI.

 

Oczywiście, że w planach Trzaskowskiego nie chodzi o klimat – chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie sądzi, że prezydent Warszawy nie śpi po nocach, bo martwi się o rzekomy wzrost temperatury na Ziemi. Znam Trzaskowskiego od lat i wiem, że jest na to o wiele zbyt inteligentny. To nie jest druga Sylwia Spurek. Idzie więc prawdopodobnie tylko o trzy rzeczy, niemające z klimatem nic wspólnego.

Po pierwsze – o wyciągnięcie od kierowców większej kasy, przy czym wcale nie jest powiedziane, że to tak zadziała, bo i tutaj ważności nie traci krzywa Laffera.

Po drugie – o pozorowanie działań w sferze polityki transportowej, żeby nie można było prezydentowi zarzucić, że miasto się korkuje, a on nic nie robi. Podnieść opłaty albo zakazać jest najłatwiej. Znacznie trudniej usprawnić transport publiczny albo wybudować obiecywane jeszcze przez HGW parkingi podziemne. Które zresztą Trzaskowski również obiecywał.

Po trzecie – o twarde postawienie na lewicowy, zwykle niezmotoryzowany (za to często pedalarski) elektorat w Warszawie, którego ideologiczna, fanatyczna wrogość wobec indywidualnego transportu samochodowego jest faktem. Może to być część większego planu rozgrywki o tę grupę wyborców, związana z wejściem do Sejmu Lewicy z Razemami na plecach.

Jest to zatem cyniczne zagranie, którego ofiarą mają paść kierowcy, będący najwdzięczniejszym obiektem ataków w ostatnim czasie. Skoro jednak Trzaskowski twierdzi, że to przemyślany zabieg w ramach polityki transportowej, to myślę, że powinien odpowiedzieć na kilka pytań, które w tym tekście do niego kieruję.

Po pierwsze – czy kalkulując podwyżki, miasto przeprowadziło badania, pokazujące, jaki procent kierowców pod ich wpływem zrezygnuje z wjeżdżania do centrum lub ogólnie do SPP samochodami oraz co zrobią zamiast tego?

Po drugie – jak zmieni się emisja zanieczyszczeń pod wpływem podwyżek i czy w ogóle przeprowadzono takie badanie, skoro ogłaszając podwyżki, Trzaskowski powołuje się na „walkę o klimat”?

Po trzecie – czy przeprowadzono symulacje pokazujące, jaka część kierowców zamierza przesiąść się na transport miejski?

Po czwarte – czy sprawdzono i przeliczono, czy transport miejski jest w stanie przyjąć taką liczbę nowych pasażerów i jaki to będzie mieć wpływ na jego jakość? W szczególności w miejscach skrajnie obciążonych komunikacyjnie, gdzie ma być wprowadzona SPP, np. w zagłębiu biurowym na Służewcu?

Po piąte – czy ratusz może przedstawić kalkulację, pokazującą, ile zajmuje w Warszawie pokonanie różnych tras (typowe scenariusze, w tym trasy z kilkoma kolejnymi punktami docelowymi w różnych dzielnicach) samochodem, a ile transportem publicznym?

Po szóste – jakie względy zdecydowały o planie nałożenia opłat za parkowanie w weekendy, kiedy nie ma deficytu miejsc parkingowych?

Po siódme – czy zrobiono badania i symulacje, pokazujące jak zmienią się preferencje zakupowe czy dotyczące spędzania wolnego czasu przez warszawian po podwyżce? Jaka ich część zrezygnuje z robienia zakupów w centrum miasta albo odwiedzania tamtejszych restauracji czy kawiarni i przeniesie się na stałe do centrów handlowych? Jaka część zrezygnuje z weekendowych wyjazdów do centrum, w miejsca takie jak Stare Miasto albo Łazienki i co zrobią zamiast tego?

Po ósme – czy przeprowadzono badania na temat tego, jak zamierzają ceny swoich usług kształtować właściciele prywatnych parkingów w mieście w obliczu tego, że ceny parkowania na ulicach zbliżą się lub zrównają z ich cenami? Jak zmienią się ceny parkowania na parkingach strzeżonych ZDM?

Rozumiem, że – o ile ratusz nie wziął swoich planów z sufitu na fali populistycznego antymotoryzacyjnego wzmożenia, jest w stanie szybko przedstawić odpowiedzi na wszystkie te pytania. Można je przysłać na adres Warsaw Enterprise Institute, na pewno do mnie dotrą.