Ostatni Sekretarz
Jerzy Marek Nowakowski 21.03.2019

Żełtoksan – tak nazwano jedne z pierwszych wielkich demonstracji w Związku Sowieckim. 16 grudnia 1986 r. na ulice Ałma-Aty wyszło kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi protestujących przeciwko nominacji Rosjanina, Giennadija Kołbina na stanowisko pierwszego sekretarza miejscowej partii komunistycznej. Studenci domagali się, by szefem partii był Kazach. Do dzisiaj niektórzy podejrzewają, że jednym z organizatorów demonstracji był Nazarbajew.

 

Demonstracje krwawo stłumiono. Zginęło wówczas około 300 osób. Wcześniej do rozejścia się namawiał demonstrujących młody sekretarz partii, Nursułtan Nazarbajew. To, że poszedł rozmawiać z demonstrantami, a nie kazał od razu strzelać (co było sowiecką normą) przysporzyło mu sporo popularności. Dwa i pół roku później w ramach pierestrojkowej liberalizacji polityki Nazarbajew został I sekretarzem partii, czyli władcą Kazachstanu z nadania Moskwy.

Po rozpadzie Związku Sowieckiego Kazachstan trochę z musu (bo jako ostatnia z republik) ogłosił niepodległość a Nazarbajew, śladem prawie wszystkich liderów partyjnych z republik Azji Środkowej, płynnie przesiadł się z krzesła I sekretarza na fotel prezydenta państwa. I był nim do 19 marca.

Początki były całkiem niezłe. Wprawdzie – o co Nazarbajew miał pretensja – nie zaproszono go na spotkanie liderów Białorusi, Rosji i Ukrainy, którzy rozwiązali Związek Sowiecki, ale olbrzymi terytorialnie (prawie 3 mln. kilometrów kwadratowych) i zasobny zarówno w ropę, jak i połowę tablicy Mendelejewa pod ziemią Kazachstan był dla Zachodu atrakcyjnym partnerem.

Skok był nieprawdopodobny. Z zapyziałej prowincji sowieckiego Imperium Ąłma-Aty stało się stolicą ważnego państwa. Miałem okazję być u progu lat dziewięćdziesiątych na przyjęciu z okazji otwarcia ambasady USA w Kazachstanie. I nigdy nie zapomnę pomarańczowych, plastikowych kieliszków do lekarstw (niektórzy pamiętają takie z PRL-u) w których podawano doskonałe francuskie koniaki. Bo w stolicy nowego środkowoazjatyckiego mocarstwa nie było sposobu zdobycia wystarczającej ilości kieliszków. Żeby kieliszków. Do dziś pozostało mi nerwowe sprawdzanie, w razie jakichkolwiek wyjazdów, czy mam ze sobą szczotkę do włosów. Bo podczas kilkudniowego służbowego pobytu w stolicy Kazachstanu zapomniawszy grzebienia musiałem się czesać szczoteczką do zębów. Grzebień był nie do kupienia. A rozmawiając z ówczesnym wiceministrem wzbudziłem niedowierzanie, że w Polsce przez cały rok można kupić banany. Banan był wtedy symbolem kapitalistycznego sukcesu.

Po kilku latach Kazachstan zmienił się nie do poznania. Banany w sklepach, do tego francuskie sery i wody mineralne, ceny wielce przyjazne i zadowoleni ludzie. Kazachstan rozkwitał.

Minęło kolejne parę lat, kiedy byłem w początku lat 2000 jako obserwator wyborów parlamentarnych spotykałem działaczy opozycji i sporo – tak zwanych – szarych obywateli. Narzekali. Ale po pierwsze, gołym okiem było widać, że żyje im się lepiej niż kilka lat wcześniej, a po drugie narzekania koncentrowały się na lokalnych kacykach czy przedstawicielach rządu. Nazarbajewa niemal wyłącznie chwalili.

Spora wolność wypowiedzi z pierwszych lat niepodległości i widoczny entuzjazm ustąpiły miejsca małej stabilizacji. Antyrosyjskie nastroje, często podszyte lokalną odmianą rasizmu (historyczna wyższość żółtej rasy) były umiejętnie wykorzystywane przez władze. Ale po pierwszych kilku latach Kazachstan zatrzymał exodus Rosjan, bo ci stanowili większość kadry inżynierskiej przemysłu. A na dodatek zarówno sam Nazarbajew jak spora część kazachskich elit zorientowali się, że bez wsparcia z Moskwy Kazachstan będzie narażony na wchłonięcie, a w każdym razie zdominowanie przez Chiny. W Astanie (kiedyś zwanej Celinogradem a wkrótce Nursułtanem), dokąd przeniesiono stolicę zdawano sobie sprawę z mało przyjemnej sytuacji Ujgurów poddanych przymusowej reedukacji i wynarodowieniu.

Balansowanie pomiędzy Rosją a Chinami stało się najważniejszym zadaniem polityki Kazachstanu. Chiny są bez wątpienia krajem, który daje perspektywę rozwoju gospodarczego i napływu kapitału. Dla Pekinu Kazachstan jest kluczowym elementem „Jednego Pasa Jednej Drogi” czyli tak zwanego nowego Jedwabnego Szlaku. Kazachstan dostarcza również do Chin sporo surowców energetycznych. Ale Chińczycy żądają ceny politycznej, która dla polityków kazachskich wydaje się nadmiernie wygórowana. Powstanie pierwszej (niewielkiej ale jednak) chińskiej bazy wojskowej w Tadżykistanie wyraźnie wskazuje, że ambicje Pekinu nie ograniczają się do gospodarki.

Niezwykle zręczny polityk jakim jest bez wątpienia  Nazarbajew dostrzegał to zagrożenie. Wiedział również, że rodowici Chińczycy mają długą historyczną tradycję pogardzania stepowymi ludami Azji Środkowej. Podobnie jest z Rosjanami. Z jednej strony to Nazarbajew jest jednym z pomysłodawców Unii Euroazjatyckiej i lojalnym sojusznikiem Władimira Putina. Z drugiej jednak nieustannie gra na osłabienie rosyjskiej dominacji w Unii, grając wspólnie z Aleksandrem Łukaszenką.

Pod władzą Nazarbajewa Kazachstan największą wymianę handlową ma wcale nie z Rosją (mimo unii celnej), tylko z Unią Europejską (około 40 % handlu). Tymczasem Rosja to około 15 procent kazachskiego handlu, podobnie jak Chiny. Podobnie Europa i Stany Zjednoczone są miejscem w którym Kazachowie trzymają swoje rachunki bankowe, kształcą swoje dzieci (mowa oczywiście o skorumpowanej i bogatej elicie władzy, która od dawna nie zadowala się bananami na bazarze) i w razie popadnięcia w niełaskę u „Jełbasy” (Lidera Narodu – tak brzmi dożywotni tytuł Nursułtana) mają nadzieję znaleźć bezpieczny azyl.

Rezygnacja Nazarbajewa, rządzącego Kazachstanem niepodzielnie od 30 lat, w tym od 28 jako pierwszy i jedyny prezydent państwa, wywołała spore zaskoczenie. Od kilku lat mówiło się wprawdzie w kręgach polityków i ekspertów, że Nazarbajew choruje na raka. Od co najmniej 3 lat przywódca Kazachstanu bardzo rzadko i niechętnie podróżuje za granicę, znacznie mniej się udziela publicznie. Niemniej wydawało się, że śladem swoich kolegów i rywali z regionu dobrowolnie władzy nie odda.

Jeszcze raz Nazarbajew udowodnił, że przerasta innych polityków o głowę. Co prawda zrezygnował z prezydentury na rzecz Kasyma-Żomart Tokajewa, dyplomaty i niebywale lojalnego współpracownika dotychczasowego prezydenta. Ale, ale… Śladem dawnego reformatora Chin Denga Xiao-Pinga, który rządził Chinami zachowując jedynie przewodnictwo partyjnej komisji wojskowej, Nazarbajew zachował przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, organie kontrolującym wojsko i mającym bardzo szerokie uprawnienia. Pozostaje mu również dożywotni tytuł Jełbasy i wynikające z niego uprawnienia natury protokolarnej. I wreszcie, jego najstarsza córka Dariga zajęła fotel przewodniczącej Senatu po Tokajewie, czyli formalnie drugiej osoby w systemie władzy.

Nauczony doświadczeniem sąsiedniego (i serdecznie w Kazachstanie nienawidzonego) Uzbekistanu, gdzie po śmierci byłego sekretarza i prezydenta Isłama Karimowa jego córka Gunnara znana z ekscentrycznego stylu bycia znalazła się w areszcie domowym, a ostatnio za używanie internetu została pozbawiona ostatnich przywilejów (czyli aresztu domowego) i na 12 lat zesłana do obozu pracy, Dariga Nazarbajewa, która spokojnie zniosła rozwód i wyrok śmierci na swojego męża, która była już wicepremierem, i która miewa ekscentryczne pomysły bycia śpiewaczką operową wyraźnie szykowana jest przez ojca na następczynię.

W Azji Środkowej równość płci jest traktowana jako głupia fanaberia Zachodu. No ale co zrobić, Nazarbajew ma trzy córki. Dla koczownika ze stepu to prawdziwe nieszczęście. Niemniej Darigę skierował do polityki, średnią Dinarę do biznesu (majątek jest obliczany na 1,3 miliarda dolarów) a najmłodsza i wykształconą w Waszyngtonie Aliyę na odcinek sztuki, jako producentkę filmową.

Co prawda zięciowie się Nazarbajewowi nie udali, jednego kazał zabić, innego pozbawił kierownictwa państwowego funduszu ‘Samruk Kazyna” kontrolującego ponad polowę gospodarki Kazachstanu, ale wyraźnie przygotowuje swoje córki do przejęcia władzy po nim. A skoro tak, to proces sukcesji, niczym w starożytnych satrapiach musi być odpowiednio przygotowany. Jest to o tyle łatwiejsze, ze Nazarbajew jest powszechnie uważany za ojca kazachstańskiego sukcesu. W regionie Kazachstan jest krajem najzamożniejszym, stabilnym i o ograniczonym poziomie represji. W porównaniu z szaleńczą dyktaturą Turkmenbaszy – Nijazowa w Turkmenistanie, z małymi modyfikacjami kontynuowaną przez jego lekarza i następcę Berdymuhamedowa czy opresyjnym reżimem w Uzbekistanie, Astana wydaje się ostoją wolności. Zajmujący 124 miejsce w światowym rankingu korupcji Kazachstan i tak wypada lepiej od lokalnych sąsiadów a nawet od Rosji. Kiedy odwiedzałem domy zwykłych ludzi mieszkających z dala o Ałma-Aty czy Astany widać było zawsze parę dywanów, japoński lub koreański telewizor i ślady względnej stabilizacji. Dla ludzi, którzy w czasach sowieckich wegetowali w nędzy, na dodatek często traktowani jak obywatele drugiej kategorii, Nazarbajew był symbolem dobrobytu i przywróconej godności.

Pakiet ustaw przyjętych przez kazachski parlament dzień po rezygnacji Nazarbajewa z prezydentury od nadania mu kolejnego tytułu – Ojca Narodu, poprzez zmianę nazwy stolicy i obowiązek wywieszania wszędzie portretów Jełbasy zaczyna przypominać trochę zwyczaje turkmeńskie. Ważniejsze jednak czy następcy, albo co prawdopodobne – następczynie, zdołają kontynuować niezwykle zręczną politykę ustępującego prezydenta, lawirowania pomiędzy interesami mocarstw i utrzymywania względnej podmiotowości Kazachstanu na arenie międzynarodowej.

Tak czy inaczej wraz z rezygnacją Nazarbajewa kończy się pewna epoka. Ostatni z partyjnych sekretarzy, którzy rozmontowali pokojowo Związek Sowiecki odchodzi ze stanowiska. Wszystko wskazuje na to, że śladem dyktatora Azerbejdżanu Hejdara Alijewa zamierza ustanowić władzę dynastyczną. Ale kolejne pokolenie (Darida ma 56 lat) nie pamięta czasów sowieckich. Jest dużo bardziej nacjonalistyczne i ambitne. Nowy Kazachstan na razie będzie rządzony z tylnego siedzenia przez Nazarbajewa i sowieckiego dyplomatę, wychowanka MGiMO Tokajewa, ale w kolejce do władzy stoją już trzy córki, dziesięcioro wnuków i trzynastoletni prawnuk dyktatora. Wybory prezydenckie maja odbyć się za rok. Dopiero wtedy będzie można uznać, że proces sukcesji władzy zostanie zakończony. A Kazachstan, gdzie z jednej strony prezydent swoją mowę pożegnalną wygłosił po rosyjsku a z drugiej zadekretował przyjęcie alfabetu łacińskiego dla języka kazachskiego dotychczas zapisywanego zmodyfikowaną cyrylicą. Kazachstan bojący się Chin, ale nienawidzący Rosjan, może stać się zaczynem całkowicie nowego rozdania w niesprawiającej Moskwie kłopotów Azji Środkowej. Gesty przyjaźni wobec nieobliczalnego, ale ambitnego prezydenta Turcji – Erdogana, nieformalny sojusz z turańskim Azerbejdżanem mogą zwiastować nowe rozdanie polityczne. Tak jak 32 lata temu demonstracje w Alma-Aty zaskoczyły Gorbaczowa, tak decyzje podejmowane w Nursułtanie mogą stać się solidnym bólem głowy dla Putina.