Pandemiczne lęki i nowe zjawiska
Jerzy Wysocki 29.06.2020

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, apeluje do premiera Morawieckiego o wprowadzenie jednolitej stawki VAT – 8 procent – na usługi gastronomiczne. Gastronomia, jak podkreśla Kaźmierczak, jest jednym z sektorów gospodarki, najbardziej dotkniętych przez pandemię i argumentuje: „ Ludzie po prostu się boją i wolniej wracają do stołowania się w restauracjach”.

 

Przyłączając się do apelu, pragnę zauważyć, że problemy finansowe związane z pandemicznymi lękami dotyczą wielu sektorów gospodarki. Choćby branży fitness. Frekwencja dwa tygodnie po otwarciu: 50 procent, wrócić zamierza 70 procent, ale 30 procent nadal ma obawy. Część z nich nie wróci już nigdy. Wybierze treningi na świeżym powietrzu bądź te z instruktorem, ale online. Bezpieczniej i taniej. Tak samo jak bezpieczniej i zdecydowanie taniej niż w restauracji, samemu jest przyrządzić posiłek. A może i smaczniej, o czym wie doskonale prezes ZPP, bo sam pokazuje na fejsie, jak ciekawe potrawy wymyśla.

Być może wirus wyparuje i pandemia minie całkowicie. Być może znajdzie się lek lub szczepionka. Jeśli tak, to czy wówczas wszystko wróci do normy, do statystyk sprzed marca tego roku. Zapewne nie wróci. Po wydarzeniach w chińskim Wuchan, po widoku ciężarówek z trumnami we włoskiej Lombardii, obawy i lęk pozostaną. Zmieniając styl życia wielu z nas, nawet na zawsze. No bo skoro coś tak nieprzewidywalnego i wciąż niezbadanego mogło się wydarzyć na początku tego roku, to skąd pewność, że coś podobnego nie spotka nas jesienią, za rok, albo za pięć lat. Coś podobnego, albo innego. Nic teraz nie wiemy. I trzeba z tym, żyć, a do swojego życia wprowadzić niezbędne korekty zabezpieczające byt.

Znaczna część Polaków ma oszczędności na 1-3 miesiące skromnego życia, nie ma ich wcale, lub jest wręcz zadłużeni. Młodzi często nie mają własnego dachu nad głową. Mając nawet tzw. pewne zawody, takie jak fryzjer, fizjoterapeuta, kelner czy pilot, niczego nie mogą być pewni. Najwyżej tego, że kolejnych tarcz antykryzysowych nie będzie.

Firma Mindshare Polska opublikowała w czerwcu badania o wpływie pandemii na zwyczaje zakupowe Polaków. Jak można się domyślić, największe spadki odnotowano w kategoriach produktów nieżywnościowych. Ale co ciekawe, w sektorze żywności obserwuje się zwiększone zapotrzebowanie na artykuły będące postawą codziennych posiłków typu ryż, mąka, kasza (wzrost o prawie 25 procent), a zmniejszone na tzw. „produkty przyjemnościowe”, bez których możemy się obejść typu żelki czy lody (spadek o około 20 procent).

W przypadku produktów nieżywnościowych, największe spadki to odzież i obuwie (około 40 procent). W okresie zamknięcia spadek wynikał z braku możliwości dotykania i przymierzania, ale nadal nie jest dobrze. Wzrost sprzedaży internetowej nijak nie pokrywa spadków tradycyjnej sprzedaży.

Wie o tym Marek Piechocki, prezes LPP, firmy zarządzającej znanymi markami modowymi, i co więcej nie ma optymistycznych prognoz: – Będziemy mniej produkować, to oczywiste. Po drugie, ludzie będą kupowali rzeczy bardziej klasyczne, wolniej przemijające. Wielosezonowe. Takie „na dłużej”. A „na dłużej kupuje się np. czarne spodnie…”.

Brzmi to przygnębiająco, ale prawdziwie. Siedząc wiele tygodni w domu, pracując zdalnie, wielu z nas uświadomiło sobie, ile w szafach mamy zbędnej odzieży. Kupowanej , bo to nowa kolekcja, bo jakiś trendsetter lansuje, a u aktorki widać na zdjęciu z uroczystej gali wręczania czegoś tam. Jeśli na to nałożymy niepewność finansową, potrzebę oszczędzania, to prezes LPP ma rzeczywiście poważny problem. I to na długo, lub na zawsze.

Wróćmy do badań. Pandemia nie tylko wstrzymała, ale negatywnie wpłynęła na nasze plany zakupowe. Z kupna samochodu zrezygnowało ponad 50 procent respondentów. Z kupna mieszkania, na które tak rzucali się młodzi ludzie (bo tani kredyt) i inwestorzy (spora, bezpieczna stopa zwrotu) zrezygnowało aż 45 procent z tych, którzy zakup nieruchomości planowali. Słychać co prawda o wzroście zainteresowania podmiejskimi domami czy też domami na Mazurach, ale to raczej pandemiczny eskapizm, lub całkowity brak wiary w powrót normalności.

Na koniec turystyka. Wydawało się, że wciąż nielatające samoloty skłonią Polaków do wakacji w ojczyźnie. Tymczasem, jak podaje 3 dni temu „Rzeczpospolita”, przeszło trzy czwarte hoteli miejskich i blisko połowa położonych poza miastami, na lipiec sierpień ma zaledwie 20 procent zarezerwowanych pokoi. Czyli co? Polaków nie stać, podobnie jak w restauracji boją się kontaktu z ludźmi i wybierają domki i pola namiotowe? W efekcie, aż 87 procent hoteli ma problemy z utrzymaniem płynności finansowej.

Prezes Kaźmierczak będzie miał okazję bardzo często słać kolejne listy do premiera Morawieckiego.