Pandemie 2020 (1)
Dariusz Matuszak 10.06.2020

Z pandemii jakie dotknęły ludzkość w 2020 roku najgroźniejsze są głupota, hipokryzja i podłość. Nie wiem ile osób ma na nie przeciwciała, ale wydaję się, że żadnej odporności na nie świat w sobie nie buduje. Jak kto i niegłupi, to często podły i hipokryta. A kto inny znów szczery i w głębi serduszka jakoś tam dobry, ale głupi kompletnie. I to w takim najbardziej podstawowym znaczeniu tego słowa. Jest jeszcze trzeci gatunek – taki zupełnie mdły – ani jakoś specjalnie podły, nie za mądry, ale tez nie skrajnie durnowaty, ale za to obłudny i tchórzliwy. Na te trzy choroby, w różnych proporcjach zrażenia choruje dziś dzicz demolująca miasta Ameryki i Europy, politycy i media. U hołoty dominują wyraźnie objawy głupoty, u polityków podłości, a w mediach obłudy i tchórzostwa. Stoimy w obliczu wojny kulturowej, a potem takiej realnej ze strzelaniem, zabijaniem i zniewalaniem ludzi. Wiodą nas ku niej zgodnie oszalali radykałowie – często głupie niedokształcone dzieci, politycy i właśnie media.

 

W 2019 roku durna część ludzkości rzuciła pomysł, byśmy do 2030 roku przestali latać i pływać po morzach, chyba, że galerami, albo żaglowcami. Teraz w trakcie rozruchów, które ogarnęły Stany Zjednoczone, i w których zginęło już 9 osób, głupcy rzucili pomysły: rozbroić policję, przestać ją finansować, a nawet zlikwidować ją. Członkom Rady Miasta Minneapolis tak się to spodobało, że, a jakże w mieście w którym w ciągu kilku nocy spalono i zniszczono ponad tysiąc budynków – sklepy, restauracje, fabryki, a nawet posterunek policji – postanowiono rozwiązać tę formację i na jej miejsce powołać coś. Dokładnie nie wiadomo co, ale żeby nie było rasistowskie, brutalne, mizoginiczne, wykluczające, czy jakie tam, tylko przyjazne, równe, sprawiedliwe, oparte o „społeczną wrażliwość”. Burmistrz miasta Jacob Frey na ulicznym wiecu próbował nieśmiało protestować, ale został wygwizdany i przepędzony. Nie pomogło nawet to, że nakazał, by bandom niszczącym i plądrującym miasto rozdawano maseczki, a na ceremonii pogrzebowej George’a Floyda zamordowanego przez policjanta płakał nad jego trumną jak Hołownia nad Konstytucją.

Decyzja o rozwiązaniu policji w Minneapolis wzbudziła zachwyt wśród wielu lewicowych organizacji i ruchów, a także wśród Demokratów. Spodobała się także mediom, w tym polskim. To ma być taki społeczny eksperyment. Radna Lisa Bender wytłumaczyła w CNN, że właściwie to policja nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa i jest niepotrzebna. Bowiem z analizy zgłoszeń na numer alarmowy policji wynika, że większość telefonów pochodzi od osób chorych psychicznie. A poza tym to i tak zacni obywatele Minneapolis częściej dzwonią do straży pożarnej. Wsłuchany w te opowieści wariatki dziennikarz stacji kiwał główką ze zrozumieniem, a czasami przechylał ją w zadumie. Za radną w telewizorach z entuzjazmem wypowiadają się już różni eksperci, czyli akademicy, którzy nigdy w żadnym downtown nie byli, tylko całe swoje życie spędzają w campusach. Otóż wedle nich zaoszczędzone pieniądze przeznaczy się na edukację, programy antyrasistowskie i równościowe i przestępczość sama zniknie. Będzie jak w starożytnej Arkadii. Obywatele będą się kochać, a po znojnym dniu pracy grać sobie będą na ulicy na fujarkach i bębenkach. Inne spojrzenie ma Krzysztof Wyrobek – polski przedsiębiorca, którego fabrykę w Minneapolis doszczętnie spalono. Nie będzie już jej tam odbudowywał, tylko wyniesie się z miasta. Razem z kilkudziesięcioma miejscami pracy, które jego zakład zapewniał.

Pomysł radnych z Minneapolis podchwycono już w wielu innych miejscach Stanów Zjednoczonych i szykowane są uchwały. Nikt nawet nie czeka jak to będzie wyglądało w Minneapolis, którego policja jest teraz w jakimś stanie przejściowym, Niby już jest rozwiązana, ale właściwie to niby jeszcze jest, bo dopiero światli radni przygotują propozycje, by czymś ją zastąpić. Według mnie po prostu tak jak Krzysztof Wyrobek policjanci wyniosą się z miasta i znajdą sobie pracę gdzieś w innych hrabstwach, czy nawet stanach. Może nawet na Florydzie, o czym za chwilę.

Ja dokładnie wiem co stanie się w Minneapolis, kiedy już zafunduje sobie takie wrażliwe społecznie nowe jednostki ochrony, czy czego tam. Całe 400-tysięczne miasto stanie się no-go zone. Pełno takich po całej Europie. Np. takie jak podparyskie Saint Denis, w którym mieszka 150 tysięcy ludzi, a może nawet pół miliona – nikt nie wie ile. Będzie sobie takim miastem obok państwa – jednostką eksterytorialną, w której instytucje i zwykłe służby miejskie działają w ograniczonym zakresie. Gdzie karetki i straż pożarna wjeżdżają w eskorcie policji. Po całej Francji rozsiane są takie osiedla getta HLM – budownictwa społecznego, o które konkurują gangi i gdzie praktycznie państwo francuskie nie funkcjonuje. Takie dzielnice są też w Chicago, Detroit, Baltimore, Los Angeles, czy Waszyngtonie – tam gdzie rządzą Demokraci i to najczęściej od dziesięcioleci. A teraz zwyczajnie będzie takie całe miasto.

W ostatni weekend w Chicago postrzelono 80 osób z czego 20 śmiertelnie. Wszystkie ofiary są czarnoskóre, ale najwyraźniej tamtejsze Black Lives Do Not Matter, bo żadne ogólnokrajowe media tym się nie zajmują. I wiadomo dlaczego – bo zabici i ranni czarnoskórzy są ofiarami innych czarnoskórych, a nie białych policjantów nauczonych jak twierdzi Sierakowski rasistowskiej represji. Tam nie ma żadnych wielkich ceremonii pogrzebowych i żaden burmistrz, w tym przypadku burmistrzyni nie będzie się łzami zalewać. Nie przyjedzie żadna telewizja, by to pokazać, więc nie ma się co nawet wysilać. Zresztą skąd te łzy miałaby brać, by starczyło na kilka, a nawet do 20 pogrzebów po każdym weekendzie. Wyschłaby jak Kieleckie bez oczek wodnych.

Nie wykluczam, że najlepiej na tym wszystkim wyjdą sami policjanci. Przeprowadzą się jak najpewniej koledzy z Buffalo. Tam 2 policjantów zostało zawieszonych i sponiewieranych przez media po tym, jak w czasie zamieszek popchnęło 75-letniego mężczyznę, a ten upadł tak nieszczęśliwe, że doznał poważnej rany głowy i wylądował w szpitalu. Sprawa wygląda bardzo dwuznacznie. Cała trójka miała pecha. I starszy człowiek, który wyraźnie prowokował i policjanci, którzy owszem popchnęli go, ale nie w sposób, który można by uznać za jakiś mocny, czy brutalny. Jedni mówią, że mężczyzna chciał zrobić pokazówkę, ale przesadził odgrywając upadanie i uderzył głową w chodnik. Coś jak u nas niejaki niedoszłej świętej pamięci Diduszko, który poległ pod Sejmem na oczach kamer, ale ostatecznie okazało się, że jest szybszy niż Chrystus i gdy zorientował się, że wszyscy widzieli jak się sam kładzie na jezdni śmiertelnie raniony, to nie czekał 3 dni, tylko od razu zmartwychwstał. Inni twierdzą, że policjanci z Buffalo są bezwzględnie winni. Tak czy owak po zwieszeniu 2 policjantów zbuntował się cała jednostka. Funkcjonariusze stwierdzili, że władze miasta nie dają im żadnego wsparcia i wyraźnie stoją po stronie czyniących zamieszki. Wszystkich 57 policjantów z tej jednostki złożyło wypowiedzenia. Następnego dnia przyszła oferta pracy z kilku hrabstw z Florydy. Mogą się natychmiast przenosić, praca już czeka.

Najciekawsze w tej historii jest to jak właśnie media ją relacjonują. Cała opowieść polega na tym, że ludzie pokojowo protestują, a policjanci są brutalni i źli. Stacje telewizyjne 24 godziny na dobę pokazują popychających policjantów i przewracającego się mężczyznę. Bo taki obrazek pasuje do owej opowieści. Grupa NewsBusters zrobiła ciekawe badania. Policzono ile czasu pomiędzy 28 maja, a 3 czerwca trzy otwarte stacje telewizyjne – ABC, CBS i NBC poświęciły śmierci George’a Floyda w Minneapolis. Okazało, że razem 710 minut. Zaś śmierci wszystkich 10 ofiar (do 3 czerwca) zabitych w zamieszkach łącznie minut 5. Wśród ofiar był czarnoskóry, emerytowany 77-letni policjant David Dorn, którego zastrzelono w czasie rozruchów, gdy ochraniał sklep należących do jego przyjaciół. Jego śmierci te 3 stacje poświęciły 1 minutę. CNN zaś ani sekundy. Za to w kółko lecą obrazki z przewracającym się w Buffalo mężczyzną. Nie powiedzą też nic o jednostce, która w proteście złożyła rezygnację z pracy. Tak działa ta propaganda. W relacjach na żywo dochodzi wręcz do komedii, kiedy reporterzy opowiadają o pokojowych protestach mając za plecami płonące budynki.

To wszytko oglądają i nakręcają politycy – Demokraci, którym chodzi tylko i wyłącznie o zdobycie władzy. To jest trzecia strony tej układanki – głupcy, kłamcy i obłudnicy oraz podlece.

To co napisałem powyżej jest być może spaczone moją interpretacja, ale są też obrazki, na które można spojrzeć całkowicie obiektywnie. Otóż w całym zachodnim świecie przy oklaskach mediów i polityków z dnia na dzień zakończyła się pandemia koronawirusa. Z dnia na dzień szlag trafił wszystkie zasady bezpieczeństwa, izolacji etc., tak jakby nie było już dziennie tysięcy zarażonych i zgonów. Te wielkie tłumy, dziesiątki tysięcy ludzi w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji, Belgii, Włoch, Holandii, Australii, to coś, o czym koronawirus mógł tylko „marzyć”. Ci sami politycy, którzy kazali ścigać ludzi na plażach, wsadzali fryzjera, który otworzył swój zakład, zakazywali nabożeństw następnego dnia zwoływali wielkie wiece i demonstracje. Szczęśliwe media kręciły z dronów i helikopterów falujące tłumy, które protestują przeciwko rasizmowi. Za wywołanie tych imprez odpowiadają media i cyniczni politycy. Zawołaniem tych wszystkich manifestacji jest „I can’t breathe” – „Nie mogę oddychać” – słowa wypowiadane przez Floyda, gdy błagał, by policjant przestał go dusić. Ilu z tych protestujących ludzi rozwlecze wirusa, ile osób przez nie zarażonych będzie w szpitalach dusząc się charczeć: nie mogę oddychać, tylko Bóg raczy wiedzieć.