Panie prezesie Jarosławie Kaczyński, trochę się nie rozumiemy
Jerzy Wysocki 30.09.2019

Na dwa tygodnie przed wyborami, na konwencji PiS w Zielonej Górze, Jarosław Kaczyński miał ciekawe i ważne wystąpienie. To, że były premier, zwany obecnie naczelnikiem, mówi ciekawie i o ważnych sprawach wiemy od zawsze i jest to godne pochwały, zwłaszcza w obliczu ględzenia niektórych innych liderów (tu wpisz sobie sam: imię, nazwisko, stanowisko). Tym niemniej fakt, że coś jest ciekawe i mądre, nie znaczy, iż należy się z tym w pełni zgadzać i/lub ulegać charyzmie mówiącego. Tak jest właśnie w tym przypadku.

 

Otóż Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu zaznaczył, że „niektórzy zarzucają nam rozdawnictwo – rzeczywiście na politykę społeczną idzie teraz osiemdziesiąt kilka miliardów złotych więcej, niż kilka lat temu (…) Poziom wydatków na rodzinę, czyli cztery procent PKB, które mamy dzisiaj w Polsce, to dobry poziom europejski, to ogromna zmiana” – wskazał.

Zapewne to fakty, i należy też przyznać, że PiS, socjalne obietnice z poprzedniej kampanii zrealizował z nawiązką (oprócz przewalutowania kredytów frankowych i dobrze), co świadczy o uczciwości w tej sferze. Ale nie tu leży problem. To, że formacja polityczna spełnia obietnice, a jej przywódca mówi ciekawie i mądrze nie znaczy, że idziemy właściwą drogą. Do tego wrócimy.

Ciekawe spostrzeżenie prezesa. – Niemała część naszych obywateli, tych którzy nas popierają i być może będą na nas głosowali, uważa – nie wiedzieć czemu – że lepszymi specjalistami od gospodarki są nasi konkurenci (…). Poza tym, jak ludzie chodzą w garniturach od Armaniego to wyglądają na dobrych specjalistów, ale – proszę państwa – nie daj nam panie Boże takich specjalistów – dodał.

Typowy chwyt erystyczny (Arthur Schopenhauer – polecam), przy okazji wykorzystanie typowo polskiej zawiści. Na dodatek tzw. lokowanie produktu (Armani), co w komercyjnym i prywatnym biznesie jest płatne i to sporo, ale prezes Kaczyński akurat tu jest poza wszelkimi podejrzeniami.

Do rzeczy. Nie chodzi o markę garniturów, lub ich całkowity, abnegacki, obecnie modny brak. Chodzi o fundamentalną wizję państwa, a zwłaszcza jego fiskalnej i redystrybucyjnej roli. Prościej, ile kasy przewala się przez urzędników zamiast być dowolnie wydatkowana przez ich prawowitych posiadaczy. Na jednym biegunie Karol Marks ze swoim „od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb”, na drugim klasycy liberalizmu z teorią państwa minimum, gdzie podatki owszem są, ale na fundamentalne sprawy państwowe (wojsko, policja, sądownictwo, elementarna oświata i służba zdrowia i tyle). Na tej osi Jarosław Kaczyński dryfuje ku Marksowi. Trzeba przyznać, że nigdy nie kwestionował wolnego rynku, prywatnej własności, rządząc zawsze powierzał finanse i gospodarkę ludziom kompetentnym, ale kierunek dryfowania jest coraz bardziej widoczny i nieskrywany przez rządzących. Oczywiście wynika to z europejskich tendencji, a tym bardziej z badań opinii publicznej, które PiS obficie zamawia.

Owo czepianie się PiS za rozdawnictwo nie wynika z faktu posiadania garniturów od Armaniego, tylko innego pojmowania roli państwa. Prezes Kaczyński słusznie zwraca uwagę, że wciąż mamy do czynienia z „ofiarami” transformacji ustrojowej w sferze społeczno-gospodarczej, sferą biedy, ubóstwa, braku perspektyw, wykluczeniem. Tak jest na całym świecie i pomoc tym grupom społecznym pewnie jest potrzebna.

Fundamentalny spór dotyczy narzędzi i tzw. grupy docelowej. PiS przyjął koncepcję hurtową i egalitarną. Wszystko „dla każdego”. 500 plus dla każdego rodzica, 300 plus na wyprawkę dla każdego ucznia, 13 i teraz już czternasta emerytura dla każdego seniora. Tak, rozumiem istotę a nawet przewagę rozwiązań systemowych nad tworzeniem kosztownej biurokracji ds. pomocy społecznej. Ale, po pierwsze ona i tak istnieje i ma moce przerobowe, jak każda biurokracja. Po drugie, i co ważniejsze, ma tu miejsce jawny brak sprawiedliwości społecznej, na który to PiS z uporem lepszej sprawy się powołuje. Jeśli już państwo ma świadczyć aż takich rozmiarów pomoc socjalną (a także zdrowotną), to niech robi to z głową. I konkretnie.

  • Dlaczego zabiera się pieniądze podatników, by tym samym ludziom część zwrócić w postaci różnych świadczeń. Lepiej mniej zabierać?
  • Dlaczego wciska się pieniądze także tym, którzy żadnej pomocy państwa nie potrzebują, są zamożni w wyniku własnej pracy, czy zgromadzonego i pracującego kapitału?
  • Dlaczego daje się jakieś kolejne emerytury każdemu seniorowi, podczas gdy są emeryci, którzy zarobkując wysoko latami mają dziś sporą emeryturę?
  • Dlaczego rząd daje 300 zł na wyprawkę dla dziecka, skoro rodzina dostaje już 500 plus? Może coś dla pieska by się przydało?
  • Dlaczego, chwaląc się procentem PKB na transfery socjalne, przez 4 lata trzymacie procent PKB na służbę zdrowia na poziomie niemal najniższym w UE? A na dodatek nie umiecie tą kasą gospodarować.
  • Dlaczego ministerstwo zdrowia nie poparło projektu władz Warszawy, by przeprowadzić badania profilaktyczne seniorów za pieniądze samorządu, argumentując, że przybyłoby chorych i wydatków państwowych na ich leczenie?
  • Dlaczego ludzie umierają na szpitalnych oddziałach SOR, dlaczego do specjalisty lekarza czeka się miesiącami, a na operację ortopedyczną latami?
  • Dlaczego są roczne kolejki do hospicjów i domów seniora dla samotnych? Można przypuszczać, że rządzących nie obchodzi „target ludzki”, który nie jest w stanie pójść do urny wyborczej. Buntu nie wyrazi, strajku nie zrobi. W rubryce tabelki wytworzonej przez sekcję marketingu politycznego adnotacja: nie dotyczy.
  • Dlaczego nie zniesie się finansowania partii politycznych przez podatników, którzy nie mają wpływu na to, na kogo i na co zabiera się im pieniądze? Możliwy jest przecież odpis podatkowy.
  • Dlaczego państwo, via podatnicy, finansuje kościół, którego finanse pozostają… „wielką tajemnicą wiary”? Tu też możliwy jest odpis podatkowy na rzecz konkretnego związku religijnego.

Apeluję o rozsądną politykę społeczną i zdrowotną oraz logiczne transfery socjalne. Wychodzę z założenia, że nie ma co kopać się z koniem. W takich czasach żyjemy, takie są europejskie tendencje i tyle. Ubolewam, ale nie jestem Don Kichotem. Walkę z wiatrakami mogę toczyć w sprawie ich udziału w kategorii mix energetyczny, zresztą bez efektu, bo wyborczo ważniejsi są zawsze górnicy. Wiatraki głosu nie mają. I tak to jest co cztery lata. Zawracanie kijem Wisły. Nudne to.

Nie wiem czy mam rację, może rację ma pan prezes Jarosław Kaczyński i pan premier Mateusz Morawiecki. Może odkrywamy coś nowego i dobrą drogą do dobrobytu okaże się tzw. rozdawnictwo i powrót do źródeł socjalistycznej utopii? Smutne. Dlaczego? Bo to zawsze droga do katastrofy.