Papież ekonomista
Tomasz Wróblewski 28.09.2015

Franciszek nie jest ostatnim papieżem, który pochyla się nad ludzką nędzą. Ale pierwszym, którego słowa inspirują skrajną lewicę.

Ani to miejsce, ani autor, żeby analizować specyfikę i historię południowoamerykańskiego Kościoła. Nie mam też prawa oceniać wypowiedzi Ojca Świętego na temat przerywania ciąży, rodzin wielodzietnych, prokreacji czy rozwodów kościelnych.

Rozumiem jednak ludzi zaniepokojonych relatywizmem Kościoła w czasach, kiedy nasza cywilizacja narażona jest na poważny test tożsamości. A szczególnie groźne wydają się słowa, których ostrze skierowane jest przeciwko tym, którzy dają pracę i autentyczną nadzieję dla ubogich. Przeciwko kapitalistom i kapitalizmowi.

Papież Franciszek – choćby z racji swojego pochodzenia – powinien doskonale rozumieć wagę wolności rynkowych w walce z nędzą. Argentyna, jedno z najbogatszych państw w regionie przed 1980 r., miała niespełna 1 proc. ludności żyjącej w skrajnej nędzy. Po dziesięciu latach kolejnych lewicowych rządów kraj praktycznie się rozpadł. Rozgrabione banki, zamknięte fabryki. Reformy rynkowe pomogły na chwilę otrząsnąć się z koszmaru, ale nowe rządy gwarantujące „sprawiedliwy podział” dóbr z powrotem wpędziły kraj w nędzę.

Dziś 27 proc. Argentyńczyków żyje za mniej niż dwa dolary dziennie (w Polsce jest to 6 proc.). Z 70. miejsca w rankingu wolności gospodarczej Argentyna przesunęła się o niemal 100 oczek – na miejsce 169. Sąsiadujące z ojczyzną papieża Chile w tym samym czasie z kraju ze wskaźnikiem skrajnej nędzy na poziomie 15 proc. przeistoczyło się w jedno z najbogatszych państw w regionie z wynikiem poniżej 2 proc. Reformy gospodarcze, niższe podatki, prywatyzacja przetrwały brutalne rządy junty Pinocheta i dziś Chile cieszy się jednym z najwyższych na świecie wskaźników wolności.

Nigdzie kapitalizm nie zdziałał tyle co w Indiach. Stopniowa deregulacja pozwoliła na obniżenie poziomu skrajnej nędzy o 92 proc. Rząd w Delhi z dumą głosi, że po raz pierwszy w swojej historii Indie pokonały masowe zjawisko głodu. Coś, o czym Matka Teresa mogła tylko pomarzyć 20 lat temu.

Mało kto już pamięta, że po upadku Związku Radzieckiego Polska miała niższy poziom życia od Ukrainy. Według danych Conference Board PKB na osobę w naszym kraju wynosiło zaledwie 31,8 proc. poziomu niemieckiego, dla Ukrainy wskaźnik ten wynosił 33,4 proc. Dziś nasz wschodni sąsiad co najwyżej może się mierzyć z Wenezuelą. Kraj chętnie pomijany dziś przez wszystkich lewicowych ideologów, choć jeszcze 15 lat temu stawiano go za przykład „sprawiedliwej” redystrybucji dóbr, tj. ponad 800 mld dolarów rocznie ze sprzedaży ropy. Dziś we w pełni socjalistycznym państwie nie działają elektrownie, szpitale, policja pracuje na usługach gangów. Wybitny muzyk filantrop Bono po powrocie z charytatywnego koncertu w Caracas powiedział magazynowi „Rolling Stones”: „Kapitalizm wyciąga więcej ludzi z nędzy niż wszystkie agencje pomocy i koncerty charytatywne razem wzięte”.

To dobrze, że papież przypomina nam o powinnościach względem bliźnich. To byłaby jednak tragiczna ironia losu, gdyby za sprawą jego antykapitalistycznej narracji jeszcze więcej ludzi zostało w przyszłości skazanych na życie w ubóstwie.

Amerykański ekonomista i teolog Jay Richards w genialnej książce „Money, Greed and God” („Pieniądze, chciwość i Bóg”), pisząc o boskiej istocie człowieczeństwa, zwracał uwagę na zmysł kreatywnoś ci jako największą wartość przekazaną ludzkości przez Stwórcę. „Czy ludzie faktycznie muszą być trzymani na krótkiej smyczy przez rząd, żeby czynić dobro? Czy faktycznie są zbyt chciwi i samolubni, żeby można było im zaufać?” – Richards stawia pytania i zaraz dowodzi boskiego charakteru kapitalizmu. Systemu, który z natury rzeczy zakłada omylność człowieka, ale też wiarę w siły wyższe, które karzą nas za błędy. W niewidzialnej sile rynku dopatruje się czegoś więcej niż zrządzenia losu. Socjalizm z kolei zakłada nieomylność rządzących. Ich mądrość w subordynowaniu mas i sprawiedliwym dysponowaniu cudzym majątkiem.

Papież podkreśla, że nie zna się na ekonomii, ale historia pokazuje, że rzecz nie w liczbach i wykresach. Wszędzie tam, gdzie kapitalizm i naturalne prawo przejmują rządy, bogactwo rośnie i bieda się kurczy. Sprawiedliwość sztucznie narzucana przez polityków zawsze kończy się nędzą.

***
Tekst ukazał się we WPROST


Fot. US Papal Visit/ na lic. Creative Commons/ flickr.com