Parady Mędrców
Cezary Kaźmierczak 02.04.2020

“Ogromne wojska i bitne generały
Policje jawne, tajne i dwupłciowe
Przeciwko komu się tak pojednały?
Przeciwko kilku myślom, co nie nowe”

C.K. Norwid

Jako człowiek normalnie oglądający w TV programy kulinarne, turystyczne, historyczne i filmy w 95%, jestem niepomiernie zdziwiony ilość głupstw, które się tam wypowiada. Stwierdzam to po aplikacji sobie nieco większej dawki “publicystyki” i “informacji”. Takie natężenie głupoty w zakresie ekonomii “na stówę” ma potężny wpływ na polskie społeczeństwo. Myślę, że od ludzi zajmujących się ekonomią większy ubaw muszą mieć tylko medycy. Szkoda narodu.

Namnożyło się nam ekspertów w tych dwóch dziedzinach. Teraz obok 36 milionów trenerów reprezentacji w piłce nożnej, mamy też 36 milionów profesorów medycyny i 36 milionów ekonomistów.

“Siedzieć w domu powinniśmy do skutku” – oświadczył Mędrzec w jednym z programów. Właściwie to nawet jestem w stanie się z nim zgodzić, pod warunkiem co uznamy za skutek. Jeśli jest to powrót do epoki zbieractwa – ma chłop świętą rację.

Inny Geniusz: “Właściwie bezpiecznie mogą się czuć tylko pracownicy sektora publicznego”.

Te wypowiedzi są powiązane. To najwyższych lotów myśl ekonomiczna Partii Razem, że “pieniądze biorą się z budżetu i bankomatu”. Zakłada ona, że na budżet państwa zrzucają się jacyś mityczni bogaci, którzy pieniądze biorą prawdopodobnie z kosmosu.

Otóż moi Drodzy, zapewniam Was, że “jeśli będziemy siedzieć w domu do skutku”, to jak mawiał klasyk: “nie będzie niczego”, nawet na pensje dla pracowników sektora publicznego. Pieniądze bowiem biorą się z pracy. Nawet nie z kapitału i ziemi, bo one nieożywione pracą, pozostają martwe. Zatem jeśli po Świętach nie zaczniemy wracać do pracy czeka nas widowiskowa katastrofa, również “sektor publiczny”. Bo “sektor publiczny” nie ma żadnych własnych pieniędzy oprócz tych, które zbierze w podatkach od firm i obywateli. I radzę rządowi przygotowywać ludzi na ten scenariusz, zamiast opowiadać bajki o “siedzeniu do skutku w domach”. Inaczej to nie tylko pensji nie dadzą, ale zabiorą też samochód i telefon nawet. Wam też.

Modny wśród ekspertów jest też temat Spekulantów. To zawsze powraca, jak rząd nie daje sobie rady i nie wie co ma robić. A koronnym przykładem wrogiej działalności spekulantów są ceny rękawiczek i masek. Tu wchodzimy w temat podaży i popytu. Walkę na tym froncie, jak dotąd przegrali wszyscy, łącznie z Hitlerem, który za handel rąbanką wprowadził karę śmierci w Generalnej Guberni, a ludzie dalej nią handlowali. Tyle, że dużo drożej było.

Czerwienię się jak pensjonarka musząc tłumaczyć rzeczy, których chyba uczą na kursach przygotowawczych do Liceum Ekonomicznego.

Otóż jak jest 1 jajko i 100 chętnych, żeby je kupić to cena jajka gwałtownie rośnie. Jak się pojawi 50 jajek na 100 chętnych, to zaczyna spadać. Cena rynkowa ustala się mniej więcej jak podaż zrównoważy się z popytem. Działa to też w drugą stronę: jeśli będzie 200 jajek na 100 chętnych. Sprzedawcy zaczną sprzedawać jajka poniżej kosztów produkcji. Myślę, że wielu zostanie z tymi maskami, żelami i rękawiczkami jak Himilsbach z angielskim, bo z tego co widzę, to kto żyw je produkuje. Cena masek od piku spadła już o 40%. Będą potem od rządu domagać się skupu interwencyjnego 🙂

Tak to działa. Trust me. Nie ogłupiajcie ludzi.