PBK projektuje zwolnienia dziennikarzy
Cezary Kaźmierczak 15.05.2015

W ramach kampanii wyborczej, która coraz bardziej obraża inteligencję, Prezydent Komorowski postanowił ogłosić program “pracy dla młodych” i dotowanie przez 2 lata “100 tysięcy miejsc pracy”.

Mniejsza o szczegóły. Są nieistotne. W historii powszechnej nie są znane przypadki stworzenia jakichkolwiek trwałych miejsc pracy w inny sposób niż poprzez rozwój gospodarczy, podobnie jak nie jest znany przypadek, żeby program podobny do programu PBK się udał. Znane są natomiast setki przypadków, że podobne projekty kończyły się klęską. Polityków nie zraża to w najmniejszym stopniu.

Cóż się bowiem wydarzy? Firmy po prostu zwolnią 100 tysięcy ludzi i na ich miejsce zatrudnią 100 tysięcy dotowanych pracowników. A gdy dotacje się skończą, zwolnią też tych dotowanych i zatrudnią ponownie bardziej kompetentnych. Za wszystko płaci podatnik oczywiście a nie Prezydent Komorowski i stojący z nim w jednym szeregu Minister Kamysz, któremu w międzyczasie Prezydent wytłumaczył, żeby dalej z nim trzymał sztamę, bo referendum o JOW to ściema dla motłochu, bo przyjdzie 27% ludzi i będzie nieważne a poza tym nie ma większości konstytucyjnej i PSL-owi nic nie grozi. Sztama zatem.

Jak to napisałem na Twitterze, kilka osób oburzyło się “etycznie”. Całkiem niesłusznie bo to nie ma nic wspólnego z etyką. Czysta ekonomia i walka konkurencyjna.

Jeśli ja prowadzę budkę z hot-dogami na Nowym Świecie, a obok mnie identyczną budkę otworzy ktoś z dotowanym pracownikiem, to efekt tego będzie taki, że on będzie sprzedawał hot-dogi po 1 PLN, a ja po 1,50 PLN. Mogę sobie do woli filozofować etycznie, ale finalny efekt jest taki, że mój wybór ogranicza się do zwolnienia swojego dotychczasowego pracownika i zatrudnienia dotowanego, żeby też móc sprzedawać hot-dogi po 1 PLN lub do bankructwa.

Jeśli postanowię w imię zasad widowiskowo zbankrutować – mój konkurent też raczej przetrwa tylko 2 lata, czyli okres dotacji, bo bez niej nie będzie umiał na ogół działać. Zatem finalny efekt dotowania miejsc pracy nie będzie “+1” tylko “-1”.

Jako, że nie mam już siły tłumaczenia niektórym dziennikarzom takich najprostszych mechanizmów, dzisiaj wobec nich byłem dość niedobry, co nie ukrywam robiło na nich pewne wrażenie. “Czy w waszej telewizji potrzeba jest więcej operatorów?” – pytam operatora ekipy telewizyjnej. “- Nie potrzeba” – opowiada Pan operator.”- No to własnie Pan Prezydent projektuje zwolnienia Pana z pracy. Jak pracodawca na Pana miejsce zatrudni kogoś dotowanego, to ile zaoszczędzi przez te 2 lata?”. To samo powtórzyłem co najmniej 4 dziennikarzom z którymi dzisiaj rozmawiałem. Chyba zrobiło to na nich pewne wrażenie.