Pelosi fryz i Bidena zgryz
Dariusz Matuszak 08.09.2020

Nancy Pelosi, spiker Izby Reprezentantów, jest najpotężniejszą kobietą w amerykańskiej polityce, a co za tym idzie pewnie i w całym kraju. Należy do tych rodów oligarchii, które rządzą Ameryką, gdzie władza dystrybuowana jest wśród członków rodziny i dziedziczona. Klan Bushów z 2 prezydentami w familii – ojcem i synem i 2 senatorami – braćmi, z których George zasiadł w Białym Domu, a Bush liczył mu głosy na Florydzie; Cuomo z obecnym gubernatorem stanu Nowy Jork – Andrew przez lala wżenionym w Kennedych, synem Mario również gubernatorem, no i oczywiście najsłynniejszy klan – Kennedych z prezydentem, Prokuratorem Generalnym i całą linią senatorów i członków Izby Reprezentantów, to nowa arystokracja. Sama Pelosi jest córką i siostrą burmistrzów Baltimore, a jej siostrzeniec Gavin Newsom jest teraz gubernatorem Kalifornii. A jak wiadomo jaśniepaństwo mają większe prawa niż jakiś tam zwykły motłoch, zgodnie z zasadą co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie.

 

I tak jaśnie starsza pani Pelosi wybrała się do fryzjera w San Francisco i ze sprawy jej strzyżenia i koafiury układania zrobił się skandal na całą Amerykę, taki co to może nawet kosztować kandydata Demokratów Joe Bidena prezydenturę. Do mediów wyciekły nagrania pokazujące jak Pelosi do salonu wdzięcznie wchodzi. I to bez maseczki, która jest teraz znakiem rozpoznawczym polityków Partii Demokratycznej i kochających ją mediów. Wszystko dlatego, że Trump maski nie nosi, co jest aroganckie, ale też w jakiś sposób racjonalne skoro on i całe jego otoczenie są codziennie poddawani testom na obecność koronawirusa. Skoro prezydent maseczki nie zakłada, to Pelosi jest czempionką jej noszenia.

Ale nie na tym polega największy problem, choć i tę sprawę szeroko komentowano. Otóż wszystkie salony fryzjerskie, podobnie jak inne tego typu biznesy, są w San Francisco od pół roku zamknięte. I nie wolno ich, z powodów pandemii, pod groźba wielkiej grzywny a, nawet aresztu otwierać. Generalnie wszędzie tam, gdzie rządzą Demokraci jak Nowym Jorku, Michigan, Kalifornii, czy New Jersey przepisy są znacznie ostrzejsze i znacznie surowiej egzekwowane.

Ale oczywiście prawo jest dla plebsu, a nie dla takiej jaśnie pani, która rządzi Demokratami i trzyma za mordę Kongres. Na Pelosi posypały się gromy i nawet media, które robią co mogą, by wygrał wybranek Demokratów Biden nie mogły przemilczeć sprawy. Obłuda i wielkopańskie maniery ze strony liderki, partii, która mieni się obrońcą zwykłych Amerykanów były aż nadto widoczne.

Jak ktoś zaczyna wypowiedź od frazy: „W każdym normalnym. cywilizowanym, demokratycznym kraju to….” to oznacza, że powie coś bardzo głupiego. Ale, ale. W Europie Zachodniej podobne historie jak Pelosi kończyły się dymisjami ministrów, a nawet wyższych szarż. W niesławie do dymisji został zmuszony m.in. unijny sekretarz handlu Phil Hogan, który zabawiał się w klubie golfowym, podczas gdy pospólstwo musiało siedzieć w domu. Do rezygnacji zmusili go właśni rodacy – Irlandczycy. Pelosi jednak nic nie grozi, bo Stany Zjednoczone w „wykonaniu” Demokratów to na pewno nie jest normalny, cywilizowany, demokratyczny kraj.

Wiele za to grozi Joe Bidenowi, na którego porażkę Pelosi postanowiła ciężko popracować. Zamiast przeprosić grzecznie poddanych jakimś zestawem wymamłanych komunałów, oznajmiła wszem i wobec, że padła ofiarą spisku. Otóż do salonu fryzjerskiego miała ją podstępnie zwabić motywowana politycznie właścicielka Erica Kious. Jaśnie wielmożna pani Spiker wytoczyła więc najcięższe działa – nasłała na biedną kobietę prawników, który napisali sążnisty donos. Oskarżyli ją o popełnienie koronawirusowego przestępstwa – złamanie przepisów sanitarnych i oczywiście narażenie 80-letniej staruszki Pelosi na infekcję. Donos rozesłano do mediów, a sama jaśnie pani obdzwaniała redakcje sprawdzając czy go otrzymały i czy znają jedyną słuszną wersję zdarzeń, czyli czy wiedzą o politycznym spisku fryzjerskim. Biedna Kious wystąpiła na konferencji za pośrednictwem Zoom i ze łzami w oczach oznajmiła, że likwiduje swój salon i wyprowadza się z San Francisco. Nie dość, że przez pół roku jej biznes był praktycznie zamknięty, więc jest bliska bankructwa, to tolerancyjni, otwarci i miłość miłujący zwolennicy Demokratów grożą jej śmiercią i spaleniem salonu.

Pelosi wielokrotnie dawała pokazy pychy i arogancji. Kiedy całe Stany Zjednoczone były zamknięte na 4 spusty, w ciągu tygodni bezrobocie skoczyło do 20 procent i niezliczone biznesy stanęły przed groźbą bankructwa ona w telewizorze opowiadał jak to spędza czas. Mianowicie zajada się lodami. Pani Spiker wystąpiła w kuchni swojej rezydencji na tle lodówki. Internauci szybko odkryli, że ten model kosztuje jedyne 40 tysięcy dolarów. Pelosi otworzyła tę szafę od mrożenia i pokazała Amerykanom jaką ma kolekcję lodów i czym się raczy. Wielkie szuflady po brzegi wypełnione lodami – małe porcje, pewnie super, ekstra turbo eko naturalne na mleku świętych krów za drobne 20 dolarów od sztuki. Zajadała się więc tymi specjałami i opowiadała jak to się jej żyje. Ciężka jest dola ludzka, a właściwie Lucka – pomyślał sobie Lucek leżąc na łące pod wierzbą i przygrywając sobie na fujarce.

Tak więc Pelosi ma fryz, a Biden zgryz, bo takie skandale mogą naprawdę zaważyć na wyniku wyborów. Jego przewaga nad Trumpem topnieje jak lody w jamie gębowej Pelosi. I nie widać nic co mogłoby to zmienić. To znaczy widać – zmienić musiałby się sam Biden w jakiegoś zupełnie innego Bidena. Od pół roku korzystając z pandemii siedzi w swoim domu w Delaware i nadaje z piwnicy. Dosłownie. W niej ma urządzone jakieś tam mini studio i stamtąd opowiada jakim będzie nadzwyczajnym prezydentem: człowieku, rozumiesz trzeba tego no wiesz, bo nie można tak dzielić ludzi Trump niszczy nasze amerykańskie wartości.

W przypadku Bidena 77 lat zrobiło swoje. Nie da się ukryć, i powtórzę to kolejny raz, bo TVN tego Państwu nie powie: Biden jest zdemenciałym sklerotykiem. I nie potrzebuję dyplomu z medycyny, by to stwierdzić, podobnie jak studiów z kynologii, by odróżnić pudla od wyżla, ani z dendrologii by rozpoznać wierzbę pod którą leży Lucek i na fujarce gra.

Nie da się ukryć, że takie siedzenie w piwnicy jest w kampanii wyborczej niesprzyjające. Zwłaszcza w kraju, który uwielbia fanfary, neony, konfetti i balony z nieba spadające. Biden czasami z piwnicy wychynie, ale wtedy jest jeszcze gorzej. Nie ma kartek rozłożonych na biurku, by wiedzieć co mówić, wyreżyserowanych wywiadów i czasu na wystudiowane pozy – najpierw w lewo, potem w prawo, dalej raźnym krokiem żwawo. Każdy występ publiczny, nawet najlepiej zainscenizowany jest zdaniem się na żywioł, czyli siły natury. A te sprawiają, że zapomina gdzie jest, w którą stronę ma się obrócić i do kogo zwrócić, więc czasem przemawia do ekranu myśląc, że to kamera, myli siostrę z żoną, a tę z samym sobą przedstawiając ją jako męża Joe Bidena i opowiada, że absolutnie kluczowa jest reelekcja Trumpa.

Wyszedł ci on ostatnio i oznajmił, że teraz umiera tyle ludzi co sto lat. Człowieku, pomyśl o tym tyle śmierci co 150 lat. Albo jakoś tak powiedział – tego nawet z angielskiego na angielski nie dało się przetłumaczyć. Kiedy odwiedził kościół luterański w Kenosha, w parafii gdzie wiernymi są głównie czarnoskórzy uświadomił ośmioosobowemu tłumowi (tak, tyle osób tam było), że żarówkę wynalazł murzyn. Na Boga czemu nie uczymy historii w naszych szkołach? To czarny człowiek wynalazł żarówkę, a nie biały facet o nazwisku Edison. Ok – przekonywał rzeszę ośmiu słuchaczy. Niestety nie wyjaśnił, który konkretnie Kopernik był kobietą. Trwają dociekania czy chodziło mu o Lewisa Latimera, który wynalazł nowe, znacznie lepsze włókno do żarówki Edisona. Pal diabli kto kiedy jaki patent ogłosił. Chodzi o żenujące podlizywanie się czarnoskórym, którzy mieliby się poczuć docenieni jako rasa i z tego powodu oddać głos na Bidena. Nie od dziś wiadomo, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, więc wypadło to żałośnie. I infantylnie jakby na potwierdzenie obserwacji o dziecinnieniu staruszków.

Biden ma od czasu do czasu przebłyski głębszej świadomości i wie, że fatalnie wypada i jednocześnie nie wie co ma robić przez następne prawie 60 dni do wyborów. Siedzieć w piwnicy, czy wychodzić na światło dzienne i kompromitować się? Przynajmniej tak to wygląda, że miotają nim jakieś rozterki. A może to tylko chaotyczne ruchy otoczenia, które steruje nim jak towarzysze z Biura Politycznego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego nieświętej pamięci Breżniewem.

Demokraci widząc co się dzieje już od jakiegoś czasu podsuwają mu wymówki by nie brał udziału w debatach prezydenckich. Zwyczajowo powinny być trzy. Sama strzyżona Pelosi mówi, że nie może mierzyć się z Trumpem, bo ten będzie kłamał, więc Biden jako uczciwy i prawdomówny będzie miał mniejsze szanse w porównaniu z łgarzem. Sam Biden na razie odgraża się, że i owszem wystąpi. Osobiście przypuszczam, że wątpię. Podejrzewam, ze ogłoszą w decydującym momencie, iż Biden zaraził się koronawirusem. Zdrowy jak rydz młodzieńczy staruszek będzie to przechodził bezobjawowo, ale wymogi kwarantanny sprawią, że nie stanie do pojedynku. No może do jednego – naszprycują go czymś, by styki stykały i przez półtorej godziny jakaś składna myśl przewodami popłynęła.

Wyścig do Białego Domu rozstrzygnie się na samej mecie. Większość świata od dawna obstawia Bidena. Ja twierdzę, że wygra Trump, chyba że Demokratom uda się sfałszować wybory nad czym z całych sił pracują (bynajmniej nie żartuję, ale nie będę się nad tym rozwodził, bo ma wypowiedź blogowa zrobiłaby się długa jak „Saga ludzi lodu”). O wyniku zdecydować może kilka tysięcy głosów w jakimś stanie. W 2000 roku Bush został prezydentem, bo na Florydzie doliczono się 500 dziurek więcej przy jego nazwisku, niż Gore’a.

Trump bezczelnie wydaje się być pewny swego i oblatuje Stany Zjednoczone spotykając się z wiwatującymi tłumami. To nie ta skala i warunki co w 2016 roku kiedy mógł zapełniać hale widowiskowe jak najlepsze kapele rockowe. Pandemia narzuca ograniczenia i oczywiście prezydent jako showman na tym cierpi, ale zawsze to lepsze niż nadawanie z piwnicy. Nikt nie ma właściwie wątpliwości, że gdyby nie koronawirus, wygrałby z Bidenem jak Bayern z Barceloną. Gospodarka była tak rozpędzona, że kopciła jak za PRL pociąg na trasie Sucha Beskidzka – Zakopane. Portfele puchły, a giełda szybowała, co ma o tyle znaczenie dla Amerykanów, że na niej leżą ich emerytury. Zamknięcie kraju spowodowało wybuch bezrobocia i wielki kryzys gospodarczy. Trump zadłuża USA, bo przyszykował kilka szalup ratunkowych. Każdy dzień bezczynności biznesów powoduje wielkie straty i frustrację, co zdają się wykorzystywać Demokraci. To właśnie w stanach i hrabstwach przez nich rządzonych obowiązują największe restrykcje, jak choćby w San Francisco słynącym teraz z salonu fryzjerskiego im. Nancy Pelosi. Tymczasem po jej akcji widać jak zgasła miłość pomiędzy nią a Bidenem, który jak tylko może ucieka w śpiączkę i unika komentowania afery. No bo co miałby powiedzieć? Pytania dotyczyłby bowiem nie tylko manier jaśnie wielmożnej pani Spiker, ale też właśnie tego czy wszystkie te firmy usługowe muszą być zamknięte. Dlaczego mogą być otwarte by strzyc Pelosi, a zwykłego Smitha już nie.

Jest jeszcze jedna kwestia. Otóż gotowa jest jeszcze poduszka na 1,4 biliona dolarów, którą przyszykowała administracja Trumpa. Ale wymagana jest zgoda Kongresu. Tymczasem pani Spiker paraliżuje Izbę Reprezentantów. Zamiast zwołać jej posiedzenie po fryzjerach sobie chodzi i jeszcze włosową stylistkę prześladuje, a to przecież na sto procent szczera Demokratka była. Ustalmy: nie ma takiej możliwości, by wytatuowana właścicielka salonu fryzjerskiego w San Francisco była zwolenniczką Republikanów. To niemożliwe tak samo jak to, by w Mszanie Dolnej PiS jakieś wybory przegrał zwłaszcza, że tam góra Grunwald jest.

Wszystko się ze wszystkim łączy. Wizyta w salonie z oderwaniem Demokratów od swej bazy – ludzi pracy, z zamkniętymi biznesami, z oczekiwaniem na pomoc federalną, która nie może nadejść, bo pani Spiker się strzyże i pod suszarką jak schron atomowy na głowę siedzi, albo lodami z mlaskiem objada i z Bidenem, który opowiada, że gdyby to on był prezydentem, to ho ho tak by temu koronawirusu zrobił, że człowieku nie umierałoby tyle ludzi ile sto lat i nie byłoby, że to tamto, albo ten tego.

Ja wierzę, że kosmos zsyła znaki i tylko trzeba umieć je czytać. Jak sąsiad o 7 rano kosiarką napi…..la, to wiadomo, ze jest sobota. Jak asfalt na ulicy kładą, to wiadomo, ze najdalej za 4 miesiące będą pod nią rury wymieniać. Jak Ziobrze czubki butów do góry się wywinęły, to znaczy, że zaczyna się walka o stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Jak Pelosi na strzyżenie się wybrała to znaczy, że Trump wygra i tego powinna się trzymać polska dyplomacja.