Pensje polityków – problem nie do rozwiązania
Jerzy Wysocki 18.08.2020

Nie dołączę do chóru oburzonych faktem, iż politycy chcieli sobie podnieść wynagrodzenia. Oczywiście moment najgorszy z możliwych. Głęboka recesja, pracownicy w wielu branżach pozbawieni zajęcia, lub ze zredukowaną pensją, wielka niepewność, jakie straty gospodarce wyrządzi jeszcze pandemia. Trzeba być politycznym idiotą, żeby w tych okolicznościach myśleć o własnej kieszeni i ostentacyjnie pokazywać to wyborcom.

 

Ale fakt, że takie podwyżki przeszły przez Sejm może świadczyć właśnie o tym, jak dużo na sali plenarnej znajdowało się idiotów. O obecności idiotów w polityce mówiła już w 2014 roku wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. W rozmowie nagranej w restauracji Sowa i Przyjaciele. Chodziło o wynagrodzenia wiceministrów na poziomie 6 tysięcy zł, a za które to zdaniem Bieńkowskiej pracować będzie tylko „albo złodziej, albo idiota”. Skandal? Nie, opis rzeczywistości.

Po roku, rząd się zmienił, a problem pozostał. „Są ogromne problemy z pozyskaniem podsekretarzy stanu do ministerstw, bo są tak niskie zarobki, że nikt nie chce przyjść” – mówił wprost Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Jak wyraźnie widać, problem jest ponadpartyjny. A próby jego rozwiązania, to niekoniecznie pazerność, tylko może i jakaś tam troska, by naszym krajem nie rządzili złodzieje albo idioci.

Niechętny obecnej władzy portal tvn24.pl ujawnił swojego czasu, że Stanisław Karczewski jako senator PiS, a potem wicemarszałek Senatu, w latach 2009 – 2015 zarobkował odbywając płatne dyżury w szpitalu, w którym formalnie przebywał na bezpłatnym urlopie, czyli kombinator. Marszałek gęsto i pokrętnie z tych płatnych dyżurów musiał się tłumaczyć. Ja zaś nie mogłem zrozumieć, dlaczego polityk zajmujący tak poważne stanowisko w Państwie, chciał i/lub musiał dorabiać dyżurami w wysokości stawki godzinowej 50 zł w dni robocze, 65 zł w niedziele, święta i noce. Dla porównania, dzisiaj przybysz z za wschodniej granicy czyścił mi sofę i pufę. Za godzinną robotę otrzymał 180 zł, paragonu nie wystawił. Broń Boże, nie jest to sugestia dla pana marszałka. On jest chirurgiem, operuje skalpelem a nie odkurzaczem na wodę z pianą. Zarobił mniej, popadł w kłopoty wizerunkowe, nie pierwsze i nie ostatnie. Odkuł się finansowo pewnie na słynnych przelotach „służbowych”, z czym znowu miał problemy. Tym razem słusznie, a może nie.

Ale pierwszą wizytę w USA premier Donald Tusk odbył rejsowym samolotem. Taka tam pokazówka, i nawiązanie do własnych słów o klasie próżniaczej. Idiotyzm. Służby obliczyły, że ta ekstrawagancja premiera wymagała dużo więcej pracy i kosztów, niż podróż przynależnym premierowi samolotem rządowym, którym później już regularnie latał na weekendy do domu w Sopocie. I słusznie, a może nie.

Patologii jest więcej. Wspomniany już minister Kowalczyk skarżył się, że dyrektorzy departamentów zarabiają więcej od swoich szefów, wiceministrów. A więc boją się awansu. Od lat ciągnąca się kwestia tzw. kominówek, czyli maksymalnego wynagrodzenia dla prezesa i członków zarządu przedsiębiorstw państwowych i spółek z dominującym udziałem skarbu państwa. Jak podpadasz pod kominówkę sporo nie zarobisz, ale jak będziesz już w spółce – córce o kapitale mieszanym, to już ograniczeń nie ma.

Trzeba to jakoś uregulować. Sejmowa tajna akcja PiS, z podobno w poufnym porozumieniu z opozycją, to był fatalny pomysł z uwagi na wiadome pandemiczne okoliczności. I teraz pomysł przepadnie na lata, utrzymana zostanie patologia. I będzie jak było: – No wiesz, trzecia żona, alimenty. Załatw proszę radę nadzorczą albo ekspertyzę o czymś. Branża, sprawa? Obojętne. I tak nie wiem o co chodzi, ale kuzyn spreparuje, a ja – obiecuję – lojalny będę.

Tym razem do idealistów, ględzących o służbie na rzecz…, misji, powołaniu, wrzucam Arystotelesa: „Wielu miano polityka przypada niesłusznie, ponieważ nie są politykami naprawdę, albowiem polityk dokonuje czynów pięknych ze względu na nie same, natomiast wielu bierze się do tego rodzaju życia dla majątku i z powodu chciwości”.

I już odpowiadam: tak, nie dla majątku, ale nie kosztem majątku. Szczerze mówiąc nie pamiętam, jakie standardy cztery wieki przed naszą erą spełniali ówcześni politycy, ale słowa bliskiego mi Arystotelesa traktuję jako przesłanie. Ale we współczesnym świecie, to ślepa uliczka. Stawiajmy na profesjonalizm w tworzeniu prawa, obronności, infrastruktury, cyfryzacji… Profesjonalizm zapewnić mogą tylko profesjonaliści. Podejrzewam, że oni Arystotelesa nie czytali.