Piramida emerytalna
Tomasz Wróblewski 01.03.2016

Nie wiem, jak to się stało, ale gdzieś po drodze lewica podprowadziła nam słowo sprawiedliwość. Konsekwentnie wciska je obok słów – zasiłek, socjal, zapomoga, i każe nam wierzyć, że jedno z drugim jest nierozłączne.

Zbitka frazeologiczna jest tu tak silna, że na hasło 500 plus lewicowe echo natychmiast odpowiada – program jest niesprawiedliwy, bo daje po równo biednym i bogatym, a nie daje samotnym matkom na poszerzanie rodziny.

Absurdy, jakich wiele w naszej debacie społecznej; ale wspominam to, bo ostatnio nie brakuje ich też po stronie prawicowej. Znowu słyszę, że księgowej w kopalni też się należy 14 pensji, rolnikom – KRUS, dzieciom – darmowe podręczniki, 60-latkom – wcześniejsze emerytury, a młodym rodzinom – mieszkanie na zachętę. Na zachętę do czego? Żeby chciało im się żyć?

Czasem nam to umyka, ale świat inaczej został skonstruowany. Człowiekowi z natury rzeczy nic się nie należy. Nic, czego sam nie stworzył albo sobie na to nie zarobił. Bywa oczywiście, że wybrane jednostki, ba, całe grupy zawodowe dostają od rządu prezenty – wyższe emerytury, niższy czynsz, paliwo do traktora czy deputaty węglowe. Przy każdej takiej okazji politycy zapewniają, że wybrańcom to się „należało”. Mówią tak, żeby zmusić pozostałych do cięższej pracy na rzecz tych, którzy tak ciężko pracować nie chcą albo nie potrafią.

W każdym społeczeństwie jest oczywiście kilka procent osób pokrzywdzonych przez los, którym społeczeństwo pomaga. Pytanie jest tylko o proporcje. W Polsce na 31 mln dorosłych osób dziś 9 mln jest na rentach, zasiłkach, świadczeniach przedemerytalnych i emeryturach. Tu uwaga, na te wszystkie świadczenia, biorąc pod uwagę średnią wieku populacji, wydajemy dziś najwięcej na świecie. Co czwarta dorosła osoba w Polsce żyje na koszt trzech innych. I dziś słyszę, że szef związków zawodowych Piotr Duda straszy rządzących protestami, jeżeli sprawiedliwości nie stanie się zadość i wiek emerytalny nie zostanie obniżony. Dla kogo ta sprawiedliwość? Bo na pewno nie dla tych trzech pracujących.

Europejski system emerytalny nigdy mi się specjalnie nie podobał. Na tej samej zasadzie, jak nie przepadam za piramidami finansowymi, a do tego tak naprawdę sprowadza się obecny ZUS. Mniejsza, jakimi intencjami kierowali się jego pomysłodawcy, ale współczesny system dużo złej krwi wpompował do naszego systemu wartości i pojmowania tego, co jest sprawiedliwe. Teoretycznie przedstawiciele pokolenia, które dziś płaci składki, łożą na to, żeby ich rodzice mieli pieniądze na starość, licząc, że ich dzieci zrobią to samo. Problem w tym, że coraz więcej wyznawców lewicowej sprawiedliwości wychodzi z założenia, że emerytura należy im się za sam fakt urodzenia.

Co więcej, politycy utrzymują ich w tym przekonaniu, a niektórym wmawiają, że im należy się jeszcze więcej. Tworzą specjalne furtki do wczesnej emerytury albo niższych składek – rolnikom, sędziom, górnikom, mundurowym. Ponieważ większe obciążenia spadają na pozostałych i zwiększa się obciążenia nakładane na pracodawców, coraz więcej z nich ucieka w szarą strefę. I płacą jeszcze mniej. Gdyby jakakolwiek firma ubezpieczeniowa postępowała jak ZUS – oparła swój model biznesowy na podobnym mechanizmie, bez rezerw i oszczędności, tłumacząc się, że nigdy nie zabraknie naiwnych do płacenia na wybrańców – to natychmiast miałaby zarzuty prokuratorskie. Ale nie ZUS, nie politycy. Im nic nie grozi. Nawet jeżeli oferują więcej i wcześniej, mając w sejfie tylko deficyt.

Pamiętacie państwo Amber Gold. Tam też przed samym upadkiem firma oferowała nowym członkom dodatkowe superpremie. A potem pamiętacie państwo, ile było awantur, kiedy prokuratura wreszcie zaczęła zajmować konta Amber Gold. Burzyli się głównie ci, którzy zrozumieli, że koniec z naciąganiem frajerów i teraz na nich padło. To samo robią dziś związki zawodowe, rzucając się rządzącym do gardła i strasząc demonstracjami. Pozwólcie nam dalej okradać nasze dzieci, bo inaczej…

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Anna Hesser/ na lic. Creative Commons/ flickr.com