Państwo i Prawo
Płaca minimalna wg świętego Mateusza 
Jerzy Wysocki 15.03.2021

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców apeluje o likwidację płacy minimalnej w mikrofirmach. Uzasadnia to pandemią, podczas której najbardziej zagrożone są właśnie małe przedsiębiorstwa, szczególnie z branż dotkniętych restrykcjami jak gastronomia, hotelarstwo, czy turystyka. Oczywiście popieram stanowisko ZPP, choć likwidacją płacy minimalnej objąłbym wszystkie podmioty gospodarcze, uznając, że te socjalistyczne twory jak płaca minimalna, minimalna stawka godzinowa, to gospodarcze szkodnictwo. Podobnie jak obowiązkowe składki zdrowotne i emerytalna. Pozostaje samotność liberała.

 

ZPP to organizacja poważna, której to stanowiska mają szansę na choćby częściowe uwzględnienie przez decydentów. Z tego zapewne wynika taktyczny minimalizm. Ja mam ten komfort, że po latach zwalczania socjalistycznych absurdów już wiem, iż nic nie ugram. Mogę więc śmiało, bezkompromisowo i bezskutecznie apelować o cokolwiek. Czerpiąc satysfakcję, że są nieliczne miejsca, gdzie publikują moje teksty, a nawet ktoś je czyta. 

Wyobraźmy sobie restauratora, który zatrudnia dwóch kucharzy, dwie kelnerki oraz sprzątaczkę. Przy sprzedaży tylko na wynos, obroty spadły mu o 85 procent. Tak naprawdę to do knajpy dopłaca co miesiąc z własnych oszczędności, licząc, że normalność powróci i będąc też niewolnikiem 3-letniej umowy najmu lokalu, bez możliwości wcześniejszego wypowiedzenia. Kucharze, kelnerki i sprzątaczka od dawna szukają nowej pracy, ale bez efektu. To mała turystyczna miejscowość, gdzie życie praktycznie zamarło. Pracownicy restauracji zgodziliby się na obniżkę wynagrodzeń, byle tylko dotrwać do otwarcia knajpy. Restaurator nie może iść na taki układ, co więcej od początku roku płaca minimalna urzędowo wzrosła, więc musi płacić więcej. Oszczędności mu się kończą, myśli o upadłości likwidacyjnej. Jego pracownicy przejdą na zasiłek.

Historia dosyć banalna i niestety powszechna. Pokazuje, jak rządzący, chcąc przypodobać się wyborcom, utrzymując i podnosząc stawki minimalne, szkodzą nie tylko przedsiębiorcom, ale też ich pracownikom. Dziwne, że wyborcy tego nie rozumieją. Zrozumieją, jak sami znajdą się w takiej sytuacji. Czego, rzecz jasna, im nie życzę. 

Opisywałem na tych łamach sprawę pana Hieronima, seniora, który odziedziczył spory majątek po kuzynie z Australii, a na dodatek ma stałe dochody z najmu kilku mieszkań. Nie chce siedzieć w domu, bo nie lubi żony Eleonory. Chciał zatrudnić się w firmie ochroniarskiej, pracować na recepcji i mówić mieszkańcom „dzień dobry”. Niestety oczekiwania finansowe pana Hieronima były nie do zaakceptowania przez pracodawcę. Były zbyt skromne, a więc bezprawne, a na wyższe firmy nie było stać. Starszy pan siedzi w domu i przeklina rządzących. To się nazywa program senioralny. Od przedstawicieli branży ochroniarskiej wiem, że zwłaszcza w małych miejscowościach, jest wielu chętnych do pracy po stawkach niższych niż minimalne. Firmy z roku na rok muszą płacić coraz więcej, przez co stają się z kolei za drogie dla podmiotów, które mają chronić. I tak koło się kręci bezproduktywnie. Nakręca je władza. Nie tylko w Polsce zresztą. W zasadzie w całej socjalistycznej Europie. W Europie bazującej na chrześcijańskich korzeniach. A skoro tak, to odsyłam do fundamentu tej religii, czyli Nowego Testamentu, a konkretnie do fragmentu Ewangelii wg św. Mateusza. Przypowieść o winnicy przypomniała mi się, gdy piłem wino i pisałem o płacowych relacjach. Egzegeza, czyli interpretacja owej przypowieści bywa dość szeroka. Polecam do przedświątecznej refleksji.

Przypowieść o robotnikach w winnicy

Królestwo Niebios przypomina bowiem pewnego gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem wynająć robotników do swojej winnicy. Uzgodnił z nimi stawkę — denar za dzień — i posłał do pracy.

Następnie wyszedł o dziewiątej i zobaczył innych, stojących bezczynnie na rynku. Idźcie i wy do winnicy — powiedział — a ja wam sprawiedliwie zapłacę. I oni poszli. Potem wyszedł jeszcze w południe i około piętnastej. Postąpił podobnie.

Gdy wyszedł o siedemnastej, zastał również czekających na pracę. Dlaczego tu bezczynnie stoicie cały dzień? — zapytał.

Nikt nas nie wynajął — odpowiedzieli.

On na to: Idźcie i wy do winnicy.

Z nastaniem wieczoru właściciel winnicy polecił swojemu zarządcy: Zwołaj robotników i wypłać im dniówkę. Zacznij od ostatnich, a zakończ na pierwszych. Podeszli zatem zatrudnieni o siedemnastej i otrzymali po denarze. Gdy podeszli pierwsi, sądzili, że dostaną więcej, lecz i oni otrzymali po denarze. Po wypłacie zaczęli się burzyć przeciwko gospodarzowi. Ci ostatni pracowali tylko godzinę — wytykali — a pan potraktował ich na równi z nami, którzy musieliśmy znosić trudy dnia i upał!

Wtedy gospodarz powiedział jednemu z nich: Nie krzywdzę cię, mój drogi. Czy nie uzgodniliśmy, że dostaniesz denara? Bierz, co twoje, i idź! Chcę bowiem temu ostatniemu zapłacić tak, jak i tobie. Czy nie wolno mi z tym, co moje, czynić tego, co chcę? A może krzywym okiem patrzysz na to, że jestem dobry?

W ten sposób ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.