Po co komu posiedzenie sejmu po wyborach – czyli Aptekarze w ofensywie
Robert Gwiazdowski 09.10.2019

Przy okazji moich sporów z Aptekarzami o to, czy można mieć więcej niż 4 apteki chyba rozwikłałem dręczącą niektórych zagadkę po co Prezes Kaczyński kazał zwołać jeszcze jedno posiedzenie Sejmu VIII Kadencji po wyborach. Pojawiały się na ten temat różne skomplikowane teorie spiskowe, a tu się okazuje, że spisek może być bardzo prosty – ma zostać przepchnięta ustawa o zawodzie farmaceuty (u.z.f.) – ta, której projektu w sierpniu jeszcze ponoć nie było, o ujawnienie pomysłów, które ma on zawierać, tak bardzo wściekają się na mnie niektórzy na Twitterze.

 

Zrzeszeni w związku zawodowym właścicieli aptek – bo de facto taką rolę odgrywa samorząd aptekarski reprezentowany przez Naczelną Radę Aptekarską („NRA) – chcą ingerować w działalność swoich konkurentów. Nie chcą już być jedynie regulatorem zawodu. Chcą być regulatorem całego rynku i ingerować w działalność swoich konkurentów. To tak, jakby Dziekan Naczelnej Rady Adwokackiej (w sumie też skrót NRA) chciał decydować o tym, który z adwokatów może moją kancelarią zarządzać. Albo Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej chciał decydować o tym, kto może być kierownikiem w czyimś niepublicznym zakładzie opieki zdrowotnej. To jakieś kuriozum jest! Nowa regulacja ma służyć niektórym aptekarzom w walce z ich konkurencją.

Nie bez powodu Adam Smith proroczo ostrzegał w „Bogactwie Narodów” prawodawców, że: „to, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego. I dodawał, że w każdym kraju interes wielkiej masy ludzi polega na tym, aby kupować rzeczy potrzebne od tych, którzy je sprzedają najtaniej. Nigdy by tego twierdzenia nie kwestionowano, „gdyby dbała o swój interes sofistyka kupców i fabrykantów nie przyćmiła zdrowego rozsądku ludzi. Albowiem pod tym względem interes kupców i fabrykantów przeciwstawia się bezpośrednio interesom wielkich mas ludzkich”.

Interes wielkiej masy pacjentów jest taki aby kupować lekarstwa od tych, którzy sprzedają je jak najtaniej i jak najlepiej. Jednak dbająca o swój interes sofistyka niektórych aptekarzy przyćmiła zdrowy rozsądek polityków już wielokrotnie. W jaki sposób? “Przyczyną jest cała sieć błędów, od których rodzaj ludzki nie potrafi się uwolnić” – odpowiada Henry Hazlitt w „Ekonomii w jednej lekcji”. A najważniejszy z nich “polega na tym, że uwzględnia się jedynie bezpośrednie skutki, jakie regulacje przynoszą określonym grupom, zaniedbując odległe skutki, jakie stają się udziałem całego społeczeństwa.”

Dotąd kłóciłem się z Aptekarzami o to, dlaczego nie mogę kupić sobie apteki i zatrudnić w niej farmaceuty (który farmaceutą już przecież jest) nie bacząc na to ile osób mieszka w okolicy i jak daleko jest do apteki innej. W sumie błahostka. Teraz sprawa jest jeszcze poważniejsza.

W latach 90’ XX wieku NRA próbowała kontrolować rynek i ograniczać konkurencję poprzez wewnętrzne uchwały – podobnie zresztą jak inne zawody zaufania publicznego: adwokaci, radcowie prawni, czy notariusze. Aptekarze mieli jednak silniejsze instrumenty nacisku – było ich więcej i prowadzili działalność, z którą większość wyborców stykała się na co dzień. UOKiK oraz Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów („Sąd Antymonopolowy”) wielokrotnie uznawały ich działania za bezprawnie ograniczające konkurencję ze szkodą dla konsumentów.

  1. Decyzją Prezesa UOKiK z 17 sierpnia 1993 roku (nr DO-II-500-8-93/1285) stwierdzono stosowanie przez samorząd aptekarski praktyk ograniczających konkurencję poprzez podział rynku według kryteriów terytorialnych poprzez realizację wytycznych NRA w sprawie opiniowania wniosków o udzielenie koncesji na prowadzenie aptek, uzależniających ilość aptek od promienia zasięgu jej działania i ilości mieszkańców.
  2. Wyrokiem Sądu Antymonopolowego z 6 lipca 1994 roku (sygn. XVII Amr 8/94) potwierdzono stosowanie przez samorząd aptekarski nielegalnych praktyk ograniczających konkurencję polegających na ograniczaniu dostępu do rynku dla nowopowstających aptek poprzez negatywne opiniowanie koncesji w sytuacji nie spełniania przez nowopowstającą aptekę określonego parytetu liczby mieszkańców lub odległości od apteki już istniejącej.Sąd stwierdził, że „(…) jeżeli działalność samorządu zawodowego mieści się w granicach kompetencji wynikających z przepisów określających jego ustrój, to jako legalna nie podlega ocenie ustawy antymonopolowej, chociażby nawet działalność samorządu naruszała cele chronione tą ustawą. Podlegają natomiast ocenie przepisów ustawy antymonopolowej działania samorządu zawodowego, które wykraczają poza jego ustawowe kompetencje, a zarazem wywołują negatywne skutki w zakresie rozwoju wolnej konkurencji. Przyjęcie odmiennego stanowiska oznaczałoby „(…) trudną do zaakceptowania zgodę na wykorzystywanie działalności organów samorządu zawodowego jako kamuflażu dla prowadzenia ukrytych działań godzących w wolną konkurencję i tym samym naruszających ustawę antymonopolową.
  1. Decyzją Prezesa UOKiK z 14 lipca 2000 roku (nr DDP-4/00 nałożono na samorząd aptekarski karę pieniężną stwierdziwszy stosowanie praktyk ograniczających konkurencję będących skutkiem przyjęcia uchwał III Krajowego Zjazdu Aptekarzy, a polegających na:
  • zakazie stosowania przez aptekarzy „kart stałego klienta” oraz rezygnacji z pobierania ustawowo określonych opłat (opłata ryczałtowa, dopłata powyżej limitu),
  • wprowadzenie zakazu otwierania przez aptekarzy własnych aptek w najbliższym sąsiedztwie aptek już istniejących,
  • wprowadzenie zakazu przyjmowania przez aptekarzy stanowiska kierownika w aptece usytuowanej w najbliższym sąsiedztwie apteki już istniejące.
  1. Decyzją Prezesa UOKiK z 15 grudnia 2005 roku (nr RPZ-36/2005) nałożono na samorząd aptekarski karę pieniężną stwierdziwszy stosowanie praktyk ograniczających konkurencję poprzez zawarcie porozumienia polegającego na zakazie oferowania produktów w cenie niższej niż ustalona w uchwale (pośrednie ustalanie cen).

Czyli, nie mniej, nie więcej, Aptekarze, w trosce ponoć o dobro klientów, zabronili udzielać klientom rabatów. Podobnie postąpiła onegdaj Krajowa Rada Notarialna, która w uchwale z dnia 12 grudnia 1997 roku – Kodeks Etyki Zawodowej Notariusza sformułowała zakaz stosowania niższych od maksymalnych stawek taksy notarialnej. Sąd Najwyższy (SN) w wyroku z dnia 7 kwietnia 2004 roku (sygn. III SK 28/04) uznał, że jest to sprzeczne z art. 5 ustawy z dnia 14 lutego 1991 roku Prawo o notariacie oraz art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 roku o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Zdaniem SN „usługi notarialne świadczone są w warunkach prawnych wolnego rynku (…), a „cena” jest jednym z podstawowych czynników kształtujących prawidłowe funkcjonowanie wolnego rynku”. Dokładnie to samo próbował – bezskutecznie – zrobić samorząd aptekarski. Gdy jego praktyki zostały zakazane przez UOKIK i sąd monopolowy samorząd zaczął je lobbować jako normy prawne. Instrumenty, które zostały uznane przez Prezesa UOKiK i Sąd Antymonopolowy za praktyki naruszające konkurencję były suflowane kolejnym rządom przez samorząd aptekarski i wprowadzone przez ustawodawcę do Prawa farmaceutycznego („p.f.”) w imię – a jakże – ochrony rynku, narodowego kapitału i pacjentów. Ale Aptekarze mają „marże”. Nie są wynagradzani za przechowywanie i wydawanie lekarstw pacjentom – jak na przykład w Niemczech, na przykład których się powołują, tylko zachowują dla siebie część ceny. Im wyższa cena – tym wyższa marża. A cena tym wyższa, im producent więcej wydał na badania i rozwój i im bardziej innowacyjny lek wyprodukował.

Najlepszym przykładem sofistyki sprzecznej z interesem pacjentów są urzędowe ceny sztywne i ustawowy podział rynku.

W art. 8 ustawy refundacyjnej ustanowiono sztywne ceny wszystkich leków refundowanych i to nie tylko w części pokrywanej przez NFZ (do limitu), ale także w części współpłaconej (out-of-pocket) przez pacjentów. Powoduje to największy udział wydatków własnych obywateli w cenach leków refundowanych w Europie!!! W imię ochrony praw pacjentów!!! Art. 50 ustawy przewiduje karę(!!!) dla aptekarza za obniżenie dopłaty pacjenta!!! Projekt ustawy przygotował rząd Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku. Było on krytykowany przez Platformę Obywatelską. Twarzą PO w tej krytyce była Ewa Kopacz – która w „Gabinecie Cieni” pełniła rolę Ministra Zdrowia. Po wygraniu wyborów przez PO, gdy Ewa Kopacz została konstytucyjnym Ministrem Zdrowia, pracę nad ustawą refundacyjną podjął rząd Donalda Tuska i w drugiej próbie – wbrew stanowisku UOKIK – tę ustawę przeforsował.

To właśnie między innymi sztywność cen spowodowała w konsekwencji – jak to przewidywano w opiniach zgłaszanych podczas procesu legislacyjnego – reeksport lekarstw i ich brak na aptecznych półkach.

W 2018 roku, samorząd aptekarski, który przez lata karany by przez UOKIK i sądy za ograniczenia terytorialne i blokowanie otwierania aptek otrzymał od PiS w koalicji z PSL (w PiS nie było wyjątkowo dyscypliny partyjnej i część posłów Zjednoczonej Prawicy głosowała przeciw) prezent w postaci nowelizacji p.f., która zastrzegła prawo własności aptek wyłącznie dla osób fizycznych posiadających prawo wykonywania zawodu farmaceuty, ustaliła maksymalny limit 4 aptek przypadający na jednego właściciela oraz określiła minimalną odległość, która musi zostać zachowana od istniejącej już apteki dla apteki nowopowstającej (500 metrów) oraz minimalną liczbę osób, która musi zamieszkiwać dany teren, aby apteka mogła w ogóle powstać! W imię – a jakże – ochrony konsumentów i dobra pacjenta.

Również i tę ustawę uchwalono pomimo krytycznych opinii Prezesa UOKiK, Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i Ministerstwa Rozwoju!!! Co znamienne cieszyli się aptekarze wsparciem Ministerstwa (Nie)Sprawiedliwości! Jako autora pliku komputerowego zawierającego tekst projektu ustawy wskazywano w mediach prawnika NIA.

Pacjentom miał też pomóc zakaz reklamy aptek, konsekwencją którego jest zupełna blokada prowadzenia akcji informacyjnych i uświadamiających pacjentów o zagrożeniach i terapiach, prowadzonych pro bono przez różne fundacje i stowarzyszenia – jak kampanie bezpłatnych badań EKG, cholesterolu czy badań w kierunku osteoporozy. Mało tego nawet stosowanie Karty Dużej Rodziny Aptekarzom przeszkadza – w imię ochrony narodowego kapitału i pacjentów. Za reklamę uznawane jest wszystko co może pozwolić zdobyć nowych klientów. Logicznie więc reklamą jest korzystne położenie apteki – na przykład przy dworcu.

Teraz mamy projekt u.z.f.. Słuszna idea wprowadzenia opieki farmaceutycznej zasłania szereg regulacji kuriozalnych oddających korporacji zawodowej kontrolę nad całym rynkiem aptecznym.

Po pierwsze, samorząd aptekarski w postępowaniu o udzielenie zezwolenia na prowadzenie apteki ma opiniować czy wnioskodawca daje rękojmię należytego jej prowadzenia i czy spełnia inne wymogi przewidzianych w art. 99 ust. 3 i 3a p.f.. W efekcie członkowie władz samorządu, którzy sami prowadzą apteki, mogą kształtować warunki tej działalności w odniesieniu do swoich konkurentów.

Czym to grozi w przyszłości pokazuje doświadczenie z przeszłości. Organy samorządu aptekarskiego wstępują do postępowań o udzielenie zezwolenia na prowadzenie apteki jako organizacje społeczne, co daje im uprawnienia strony takiego postępowania! Członkowie władz samorządu, którzy są właścicielami aptek, stają się w ten sposób stroną postępowania nie w sprawie tylko przeciwko innym właścicielom aptek! Czasami zdarza się otwarte ujawnianie motywów podejmowanych działań. W uchwale Wielkopolskiej ORA z 19 stycznia 2017 roku (VII/152/2017) stwierdzono wprost, że „istniejące apteki próbują na różne sposoby powstrzymać ekspansję nowych placówek, a te z kolei w równie zróżnicowany sposób, osłabiają działalność już istniejących. Część aptek już funkcjonuje na granicy rentowności, stąd uruchomienie kolejnej placówki nie ma uzasadnienia przede wszystkim z ekonomicznego punktu widzenia.(…) Biorąc pod uwagę powyższe, Prezydium Wielkopolskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej nie widzi społecznej potrzeby uruchomienia nowej apteki i negatywnie opiniuje zamiar wydania przedmiotowego zwolnienia”. W jednej z uchwał samorządu aptekarskiego stwierdzono wprost, że: „celem [przedsiębiorcy] jest ukrycie rzeczywistej, komercyjnej działalności, której przejawy do tutejszej Izby dotarły w sprawie innej apteki […] z terenu Włocławka, gdzie Przedsiębiorca […] ostro konkuruje cenami z innymi aptekami, bynajmniej nie działając społecznie”.

I tak oto Aptekarze – powtórzę to jeszcze raz żeby dosadniej wybrzmiało – chcą sami zostać regulatorem rynku, a nie regulatorem zawodu! A nowy projekt u.z.f. działania te sankcjonuje. Podjęta w projekcie słuszna próba uregulowania kwestii opieki farmaceutycznej zasłania szereg regulacji kuriozalnych.

Po drugie, każda apteka musi mieć kierownika. Każdy kierownik musi posiadać zaświadczenie potwierdzające rękojmię należytego wykonywania zawodu. Zaświadczenie takie wydają w drodze uchwały – a jakże – organy samorządu aptekarskiego! Zgodnie z art. 38 projektu u.z.f. kandydata na pełnienie funkcji kierownika apteki ma opiniować Okręgowa Rada Aptekarska („ORA”), na wniosek farmaceuty ubiegającego się o to stanowisko. Wydanie opinii jest niezbędnym warunkiem objęcia funkcji kierownika apteki i ma stanowić jeden z obligatoryjnych elementów wniosku o wydanie zezwolenia na prowadzenie apteki. Ale – jak wynika z literalnego brzmienia art. 38 ust. 5 pkt 1 in fine – jest to nie mniej, nie więcej tylko zgoda samorządu aptekarskiego na pełnienie przez konkretną osobę funkcji kierownika konkretnej apteki (wskazanej z nazwy i adresu)! Oznacza to, że bez uprzedniego uzyskania „zgody” na zatrudnienie danego farmaceuty w charakterze kierownika apteki wyrażonej w opinii ORA, podmiot prowadzący aptekę nie może powierzyć tego stanowiska żadnej innej osobie będącej farmaceutą i posiadającej wszystkie wymagane ustawą kwalifikacje do jego zajmowania. Przez niewyrażanie zgody na objęcie funkcji kierownika apteki w danej aptece przez kolejne osoby proponowane przez podmiot prowadzący aptekę, można skutecznie blokować otworzenie i funkcjonowanie apteki.

Zaświadczenie powinno być teoretycznie wydane w terminie 7 dni. Tymczasem w praktyce już dziś organy samorządu aptekarskiego podejmują różne uchwały nie w terminie 7 dni (to termin instrukcyjny) tylko po kilku miesiącach. A gdy są one zaskarżane do sądów administracyjnych, które często uchwały te uchylają, postępowanie trwa kilka lat. I nikt nie ponosi żadnej odpowiedzialności za ewidentne szkody powstałe po stronie poszkodowanych takim postępowaniem.

Projekt nie wskazuje przy tym żadnych kryteriów (żadnych!!!) jakimi należy się posługiwać przy ocenie kandydata. Może być ona całkowicie arbitralna. W rezultacie właściciel apteki, z racji długotrwałości i nieprzewidywalności postępowania o potwierdzenie rękojmi, zmuszony jest do ponoszenia wysokich kosztów utrzymywania placówki bez przychodów ze sprzedaży.

Samorząd aptekarski ewidentnie zmierza więc do tego, aby kierownik apteki był bardziej lojalny wobec członków władzy samorządu niż wobec właściciela apteki, w której pracuje i domaga się od ustawodawcy otrzymania instrumentu prawnego umożliwiającego mu wprowadzenie do aptek prowadzonych przez konkurentów członków władz samorządu aptekarskiego takich kierowników, którzy mogą nie być w stanie zagwarantować ekonomicznego sensu prowadzenia apteki. A do kompetencji kierownika apteki – którego ma de facto powoływać samorząd – mają należeć m.in.:

  • wyłączne (sic!) reprezentowanie apteki względem płatnika – w tym zawierania i modyfikowania umów refundacyjnych,
  • zatwierdzanie struktury organizacyjnej apteki,
  • wskazywanie właścicielowi „odpowiedniej” liczby personelu,
  • decydowanie o godzinach otwarcia – o ile właściciel nie zapewni kierownikowi odpowiedniej (według kierownika) liczby personelu.

W konsekwencji kierownik apteki – czyli farmaceuta, który może zostać kierownikiem tylko za zgodą samorządu aptekarskiego – uzyskuje prawa właścicielskie do apteki. Nie ponosi przy tym żadnej odpowiedzialności materialnej za jej funkcjonowanie. Właściciel ma jedynie dostarczyć kapitału.

Po trzecie, uchwały samorządu o pozbawieniu kogoś prawa do wykonywania zawodu farmaceuty mają obowiązywać zanim staną się prawomocne – złożenie skargi do sądu administracyjnego ma ich nie wstrzymywać. W efekcie farmaceuta zostanie pozbawiony prawa wykonywania zawodu z chwilą podjęcia ostatecznej uchwały przez sam samorząd aptekarski. Zważywszy na długość trwania postępowań przed sądami administracyjnymi, farmaceuta, który okaże się niewinny zarzucanych mu przez samorząd aptekarski czynów będzie pozostawał bez możliwości pracy w zawodzie. Mało tego – brak zawieszającego skutku skargi na uchwały organów samorządu aptekarskiego o pozbawieniu prawa wykonywania zawodu ma być przesłanką wszczęcia postępowania w przedmiocie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki (art. 103 ust. 2 pkt 10 p.f.). W przypadku farmaceutów prowadzących własne apteki, wraz z pozbawieniem ich prawa wykonywania zawodu dojdzie do faktycznego ich „wywłaszczenia”. Będą oni musieli zatrudnić kierownika apteki, na zatrudnienie którego będą musieli otrzymać zgodę swojej konkurencji! Nieprawomocna uchwała samorządu o pozbawieniu kogoś prawa wykonywania zawodu będzie też przesłanką wszczęcia postępowania o cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki! Odpowiedzialności odszkodowawczej członków władz samorządu za szkody powstałe z tego tytułu – w wypadku uchylenia przez sądy uchwał organów samorządu – projekt oczywiście nie przewiduje.

Po czwarte, przesłanką wszczęcia postępowania o cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki ma być „niezapewnienie samodzielności” farmaceucie. Oczywiście pojęcie „samodzielności” nie zostało sprecyzowane! W sytuacji zwiększenia zależności farmaceuty – w szczególności kierownika apteki – od samorządu aptekarskiego, stwarza to niebywałe wręcz pole do nadużyć ze strony członków jego władz.

Po piąte, projekt nakłada na podmiot prowadzący aptekę obowiązek zapewnienia farmaceucie „samodzielności podejmowania decyzji w zakresie sprawowania opieki farmaceutycznej lub udzielania usług farmaceutycznych” – w zakresie, w jakim są one związane z prowadzoną przez ten podmiot działalnością (art. 36 ust. 2). „Niezapewnienie samodzielności” farmaceucie ma być przesłanką wszczęcia postępowania w przedmiocie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki (tak ma brzmieć po nowelizacji art. 103 ust. 2 pkt 10 p.f). Jednak pojęcie „samodzielności” nie zostało sprecyzowane! Przesłanka potencjalnego cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki ma zatem nieostry charakter. W sytuacji zwiększenia zależności farmaceuty – w szczególności kierownika apteki – od samorządu aptekarskiego, stwarza to niebywałe wręcz pole do nadużyć ze strony członków władz tego samorządu którzy mogą kierować uwagę inspekcji farmaceutycznej na rzekome naruszenia tej niezdefiniowanej „samodzielności” farmaceuty. Skoro robili to wcześniej w licznych postępowaniach, które kończyły się porażką przed UOKiK albo Sądem Antymonopolowym, trudno założyć, że nie będą tego robili nadal jeśli uznają – jak Pomorsko-Kujawska ORA – że konkurencja „bynajmniej nie działa społecznie”!!! Dodatkowo, wprowadzając pojęcie „samodzielności” farmaceuty, projekt ani słowem nie odnosi się do jego odpowiedzialności za skutki podejmowanych „samodzielnie” decyzji!

Po szóste, projekt marginalizuje rolę techników farmaceutycznych, którzy w obecnych realiach rynkowych odgrywają istotną rolę w zapewnieniu efektywnego działania aptek i odciążają farmaceutów przy wykonywaniu ich zadań. Projekt zastrzega bardzo szeroki zakres kompetencji wyłącznie dla dyplomowanych farmaceutów i pozbawia możliwości pełnienia funkcji kierownika nie apteki tylko punktu aptecznego przez techników farmaceutycznych.

Zgodnie z art. 4 projektu zawód farmaceuty wykonuje się poprzez sprawowanie opieki farmaceutycznej, udzielanie usług farmaceutycznych i wykonywanie zadań zawodowych farmaceuty. W tym katalogu mieści się szereg czynności, które są niezbędne do funkcjonowania aptek – dyspensowanie produktów leczniczych, wykonywanie pomiaru ciśnienia, sporządzanie leków recepturowych, czy uczestniczenie w badaniach klinicznych. W świetle art. 85 projektu wszystkie te czynności mogą być wykonywane jedynie przez farmaceutę. A zatem aptekarze, którzy często – nie da się tego ukryć – nie dostali się na medycynę i tylko dlatego ukończyli farmację, przy pomocy środków politycznych chcą – przejmując (i w tym mają akurat rację) część uprawnień lekarzy i pielęgniarek – ograniczyć prawa kolejnej grupy zawodowej jaką w farmacji są technicy farmaceutyczni.

To farmaceuci mają gromadzić i dokumentować dane – w tym dane pacjentów – związane z wykonywaniem usług farmaceutycznych, ale nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za błędy i nieprawidłowości z tym związane. Odpowiedzialność taka spoczywać więc będzie na podmiocie prowadzącym aptekę. Dane pacjentów niezbędne do udzielania świadczeń wchodzących w zakres opieki farmaceutycznej stanowią dane wrażliwe, a zatem wymagają szczególnej ochrony, a projekt nie przewiduje żadnych, adekwatnych do ich wrażliwości, mechanizmów takiej ochrony.

Wychodzi na to, że aptekarze są dla ochrony zdrowia ważniejsi od lekarzy. Samorząd lekarski nie wydaje bowiem żadnych opinii w związku z zamiarem otworzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą, nie wydaje zaświadczeń o rękojmi dla kierowników placówki leczniczej, nie decyduje od kogo placówka ta ma kupić produkty lecznicze, czy sprzęt medyczny.

Zakres przywilejów związku zawodowego właścicieli aptek już dziś jest nieprawdopodobny – zwłaszcza w porównaniu do innych zawodów zaufania publicznego. A chcą mieć jeszcze większy. To jest kuriozum.