Po co to było Trumpowi?
Tomasz Wróblewski 13.06.2019

Nawet jak na nowe trumpowskie standardy, to wizyta prezydenta Dudy była pewnym ewenementem. Wydłużona konferencja prasowa, długa mowa obcego przywódcy o jego własnych wewnętrznych rozgrywkach, a nade wszystko anty- rosyjska tyrada przywódcy znienawidzonego przez Moskwę państwa i to na trawniku przed Białym Domem .

 

Tysiąc więcej amerykańskich żołnierzy rotujących między bazami w Niemczech i Polsce, jest w zasadzie obojętne z amerykańskiej perspektywy. W roku wyborczym nie angażuje dodatkowych wojsk, nie uszczupla żadnej z baz w kraju i nie tworzy nowych kosztów, przynajmniej nie oficjalnie. Dla naszego bezpieczeństwa, też nie ma większego znaczenia czy tych żołnierzy jest 4500 czy 5500. Ważny jest sam fakt obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Nie wielkość kontyngentu się liczy, a sama świadomość, że jakikolwiek atak na polskie terytorium może oznaczać bezpośrednią konfrontację z Ameryką

Tak jak dla Polski, dla Ameryki liczą się tu głównie polityczne symbole. Donald Trump nagradzając Polskę za zaangażowanie w bezpieczeństwo, śle sygnał do Berlina, że Ameryka jest gotowa zmienić swoje dotychczasowe podejście i model finansowania wojsk w Europie. Dość łożenia pieniędzy i słania wojsk bez wzajemnych korzyści. Dwa miliardy, jakie Polska planuje wydać na budowę infrastruktury, wyraźnie mile połechtało prezydenta Trumpa. Jeffrey Mankoff, zastępca dyrektora programu Rosja i Eurazja w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w rozmowie z Foreign Affairs powiedział: „Ta cała walka o ponad 2-procentowe wydatki jest kluczowa dla sposobu, w jaki Trump patrzy na NATO, a ponieważ Polacy znaleźli się po właściwej stronie tej debaty, dotyczy to również nagradzania ich politycznie i przekazywania sprawy innym, że istnieją korzyści jeśli wejdziesz na pokład”. Przy czym Pentagon wyraźnie dał do zrozumienia polskiej stronie, że nie ma obecnie mowy o stałej bazie w Polsce. Amerykańscy wojskowi zdaje się zresztą, że przekonali polski rząd co do bezsensowności budowania bazy na wzór tych stworzonych w latach pięćdziesiątych w Niemczech. Rotując wojska, Pentagon jest w stanie mieć więcej żołnierzy gotowych i przeszkolonych do działań w Polsce. No i istotna kwestia, o której również doradcy Trumpa wspominają – nie prowokować Rosji bez potrzeby. 

Oddziały „non-combat” będą się koncentrować na logistyce i wsparciu, podkreślając, że ich obecność nie naruszy umowy o bezpieczeństwie z 1997 r., wykluczającej stałą obecność wojsk NATO w byłych krajach Układu Warszawskiego. To nie przeszkadza Trumpowi słać sygnał do Demokratów, że Waszyngton nie odpuści Moskwie i twardo reaguje na informacje o koncentracji nowych rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą czy w Kaliningradzie. 

Deklaracja polskiej strony, że gotowi jesteśmy kupić amerykańskie F-35, których ostatecznie Biały Dom nie sprzedał Turkom, również została tu ciepło przyjęta. Kontrakt będzie dowieziony, choć tu trudniej będzie dowieść, że Ameryka nie ma zamiaru prowokować Rosji. F-35 to typowe ofensywne samoloty, budowane z myślą o szybkich niespodziewanych atakach na odległe pozycje wroga i interwencje zamorskie. Jak do tego ma się deklaracja, że NATO nie ma zamiaru podejmować działań ofensywnych w regionie?

Cichym bohaterem waszyngtońskich umów nie była jednak ani Rosja, ani Ameryka, ani Niemcy czy Polska, ale Chiny. Donald Trump, a dokładniej jego doradcy prowadzący anty-chińską krucjatę na świecie, uważają że silny pas sojuszniczy od państw nadbałtyckich po Rumunię, może się okazać całkiem skuteczną barierą dla ekspansji Chin na Zachód Europy i ich planów tworzenia alternatywnych dróg handlowych do połączeń atlantyckich. Zachęty gospodarcze, o których również Trump wspomniał na spotkaniu z Dudą, mają być częścią strategii powstrzymywania ekspansji Chin. 

Jeżeli do tego wszystkiego dodamy, że Trump zyskał jedną z niewielu okazji, od kiedy wprowadził się do Białego Domu, żeby móc pokazać się z europejskim przywódcą pełnym wdzięczności i zachwytu dla amerykańskiego przywódca – to mamy obraz bardzo udanego spotkania. Również perspektywy Białego Domu, choć gorzej to już wygląda z perspektywy Kapitolu i Kongresu. Ale to już nie jest zmartwienie Trumpa, żeby Polska poukładała sobie po cichu relacje z Demokratami, jeżeli liczy na wyrozumiałość w kwestii wiz, w kwestii 447 i ciągłości w finansowaniu dla amerykańskich oddziałów w Polsce.