PO i jej gospodyni domowa
Tomasz Wróblewski 30.12.2017

Nie robię w reklamie. Nie wiem jak, co i komu się to opłaca, ale już zupełnie nie rozumiem konceptu ostatniego świątecznego spotu Platformy Obywatelskiej. Po co robić reklamę rządowi i przypominać ludziom jak bardzo im się poprawiło skoro jest się w „głębokiej” opozycji? Mogę się tylko domyślać, że ktoś w partii rzucił hasło, niech ludzie zobaczą PiSowską drożyznę. I tak powstał filmik, który z charakterystycznym inteligenckim przekąsem miał pokazać brutalną rzeczywistość schowaną za propagandą sukcesu. Obedrzeć ze złudzeń rządowe wykresy i rosnące wskaźniki. Co z tego, że PKB, PKB per capita, PMI pną się w górę, że rosną zamówienia przemysłowe i zatrudnienie w firmach powyżej 9 osób, skoro zwykły człowiek cierpi na Święta.

Zwykła gospodyni domowa w filmie PO widzi na własne oczy jak rosną ceny masła i jaj i dochodzi do wniosku, że nie starczy jej pieniędzy na dwanaście tradycyjnych dań wigilijnych. „Dla jednych 500 plus dla innych minus pięćset” – mówi w filmie potencjalny elektorat PO – „wszystko podrożało, idzie jak po maśle – ceny głównie” . Na koniec lektor składa życzenia „Wszystkim którzy odlecieli” – no to sprawdźmy kto tu odleciał w swoich kalkulacjach.

Ceny żywności faktycznie wzrosły w tym roku. Średnio o 5.8 proc. Tym samym i stół wigilijny musiał w tym roku więcej kosztować. Pytanie tylko czy bohaterka z filmu PO, statystyczna gospodyni domowa, faktycznie miała gorsze, droższe Święta? Nie zagłębiając się już w to co konkretnie i jak bardzo podrożało na świątecznym stole przyjmijmy, że ceny wzrosły proporcjonalnie do wszystkich innych produktów spożywczych. Wydatki na żywność, przyjmując dane GUS za 2016 rok, stanowią 22 proc. wszystkich wydatków Polaków (co roku ta liczba nieco spada). Z tego możemy już wyprowadzić prosty rachunek, żeby zobaczyć o ile wzrosła cena przeciętnego koszyka spożywczego:

(0,22 x 1,058 + 0,78) – 1 = 0,01276

Czyli wartość produktów spożywczych w naszych wydatkach wzrosła o 1,27proc. To nie jest jeszcze katastrofa, ale drożej. Rzecz w tym, że w tym samym czasie nasze zarobki wzrosły o 6,5 proc. Czyli, nawet z uwzględnieniem inflacji, naszą filmową gospodynię stać było w te Święta na więcej. Oczywiście nie wszyscy dostali podwyżki. Jedni dostali więcej inni mniej. Nie wszyscy podjęli nową pracę, choć praktycznie każdy kto chciał – mógł. Z pewnością twórcy reklamy w tyle głowy mieli swoich bliskich i osoby, które straciły państwowe posady, kontrakty czy dotacje. Im pewniej było gorzej, ale nawet wśród zwolenników Platformy stanowili frakcję wszystkich zasiadających przy stole wigilijnym. Większość gospodyń domowych jednak potrafi liczyć, a jak im się nie chciało, to PO je do tego skłoniło swoją reklamą.