Po pierwsze, nie nagrywaj
Artur Kiełbasiński 05.03.2020

Sąd Apelacyjny w Gdańsku uznał, że nagrywanie obrzydliwych pomówień o charakterze narodowościowym jest równie szkodliwe jak wypowiadanie tych bredni. Wyrok gdańskiego sądu jest kuriozalny, ale skutki jakie przynosi mogą być jeszcze gorsze niż kontrowersje wokół rozstrzygnięcia tej jednostkowej sprawy.

 

Zacznijmy od faktów. Hans G. znieważał swoich pracowników, a jego wypowiedzi miały jawnie polityczno-narodowe podteksty. W miejscu pracy powtarzał, że nienawidzi Polaków i wszystkich by rozstrzelał. W czasie tych opowieści został nagrany przez swoją pracownicę, Natalię Nitek-Płażyńską (małżonkę posła Kacpra Płażyńskiego). Jej nagrania były podstawą sprawy karnej, jaką ma Hans G. i został nieprawomocnie skazany w I. instancji.

Jednak dziś w mediach trwa dyskusja o procesie cywilnym między stronami. Sąd Apelacyjny zdecydował w środę (4 marca), że Hans G. musi przeprosić Natalię Nitek-Płażyńską i wpłacić 10 tysięcy złotych na rzecz Muzeum Piaśnickiego w Wejherowie (w pierwszym wyroku było to 50 tys. zł). Ale Sąd Apelacyjny uznał, że wadliwie zachowała się też… Natalia Nitek-Płażyńska musi przeprosić mężczyznę za naruszenie jego prawa do prywatności, bo w ukryciu go nagrywała. Kobieta ma też wpłacić 10 tys. zł na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W pierwszym wyroku o odpowiedzialności Płażyńskiej nie było mowy.

Wyrok sądu budzi co najmniej daleko idące wątpliwości.

Po pierwsze, kto co nagrywa. Rozumiem, że nagrywanie tajemnic firmowych i ich wynoszenie do konkurencji jest skandalem. Co więcej, byłoby naruszeniem tajemnicy przedsiębiorstwa. I takie nagrywanie w firmie byłoby niedopuszczalne. Jednak Płażyńska-Nitek nie ujawniała tajemnic przedsiębiorstwa, tylko czyny, które są jednoznacznie bulwersujące. Sąd nie wgłębił się w rozróżnienie tych sytuacji.

Po drugie, jak dowodzić prawdy. W sadowych pojedynkach często słyszymy, że mamy do czynienia z konfrontacją „słowo przeciwko słowu”. Nagrywanie rozmów, wystąpień – zmienia tę sytuację. Mamy bowiem twardy materiał dowodowy. Bez nagrań trudno walczyć z wieloma patologiami – z mobbingiem, mową nienawiści (tą realną, a nie wydumaną).

Zastraszanie w wielu przypadkach polega nie na biciu czy łamaniu nóg, ale na zapowiedziach takich czynów czy nacisku emocjonalnym. Czy zdaniem gdańskiego sądu nie można tego nagrywać? Czy sklepikarz zmuszany do zapłaty haraczu ma zastanawiać się nad „prawem do prywatności” bandziora czy jednak próbować zdobyć dowody przestępstwa? Dziś nie mam pewności. Bez względu na to, co sąd chciał przekazać i jaki był kontekst wyroku, taki właśnie będzie odbiór społeczny tego wyroku. Nie walcz, nie wychylaj się, nie broń się. Jesteś obrażany, zastraszany, ktoś planuje działania nieetyczne – siedź cicho i nie nagrywaj. Nie ma mojej zgody na takie stosowanie prawa.

Po trzecie, jak działają media. Nie znamy pisanej wersji uzasadnienia wyroku. Znamy jednak tzw. ustne motywy ogłoszone przez sąd.

Rzekoma „wadliwość” działań Natalii Nitek-Płażyńskiej miała polegać na tym, że doszło do udostępniania nagrań w mediach społecznościowych, choć to nie ona osobiście opublikowała te treści. Przepraszam, ale zapraszam sąd do XXI wieku. Media społecznościowe stały się naturalną przestrzenią wymiany poglądów, kreowania opinii, miejscem ujawniania faktów. O tyle istotnym, że obywatele, którzy czują się pokrzywdzeni czyimś działaniem mają możliwość przedstawiania własnej wersji swoich wydarzeń wraz z dowodami. To pozwala działać poza sferą oficjalnych mediów, które bywają uwikłane w powiązania biznesowo-kapitałowe. Media społecznościowe diametralnie zmieniły pozycję osoby prywatnej wobec oficjalnych mediów. I jest to zmiana na lepsze.

Jedyne zagrożenie z tym związane to możliwości manipulacji i kreowania tzw. fake newsów poprzez np. fabrykowanie dowodów. Wobec nagrań Nitek-Płażyńskiej nikt takich zarzutów nie sformułował. Co więcej posłużyły one jako dowód w sprawie karnej i zostały zweryfikowane przez sąd, który skazał Hansa G.

I na koniec – w polskim prawie wielokrotnie pojawia się (różnie określany) tzw. interes społeczny. To klauzula generalna. Określenie ogólne, odwołujące się do wartości, jakie ma reprezentować prawo. Określenie trochę traktowane jak ogólnik, ale tak naprawdę, powinien to być mocny kierunkowskaz wskazujący, co sąd ma oceniać w każdej rozpatrywanej sprawie.

I subiektywnie analizując „interes społeczny” napiszmy wprost – to Natalia Nitek-Płażyńska jest „po jasnej stronie mocy”. To ona ujawniła i udokumentowała naganne społecznie zachowania. Niestety, Sąd Apelacyjny w Gdańsku osobę walczącą z oczywistą mową nienawiści potraktował co najmniej dziwnie. Gdy analizujemy gdański wyrok widzimy, że Nitek-Płażyńska została zrównana z osobą obrażającą Polaków i podsycającą absurdalne antagonizmy między narodami.

W tej sprawie nie mam wątpliwości, kto jest „dobry”, a kto „zły”. Jak widać sąd miał inny ogląd sytuacji. Obie strony potraktował tak samo. Głęboko się z tym nie zgadzam. I nie jestem w stanie zrozumieć, jak można było wydać takie orzeczenie.

Ps. wyrok II instancji, który wydał Sąd Apelacyjny w Gdańsku można zmienić wyłącznie w drodze kasacji. Natalia Nitek-Płażyńska zapowiedziała jej wniesienie.