Początek nowego początku
Tomasz Wróblewski 02.10.2016

Dziś Premier Wielkiej Brytanii Teresa May ogłosi decyzję o anulowaniu „The European Communities Act”. Blisko ćwierć wieku od ratyfikowania traktatów europejskich Londyn zdecyduje, że nadrzędnym prawem  Wielkiej Brytanii będzie od teraz  prawo brytyjskie a nie unijne. Za kolejne ćwierć wieku nikt nie będzie pamiętał ile na wartości stracił funt, ile i jakie banki przeniosły siedziby z wysp na kontynent. W podręcznikach zostanie tylko ta data. Początek końca nieudanego eksperymentu. Wspaniałej idei uwolnienia handlu , ograniczenia regulacji i swobody przemieszczania się ludzi po całym kontynencie. Usuwania wszystkiego co ludzkości stało na drodze do osobistego szczęścia i bogacenia się.

Prosty koncept został sprofanowany. Unia Europejska stała się karykaturą własnej filozofii. Zamiast usuwać instytucjonalne przeszkody dzielące  ludzi zabrała się za zmienianie ludzi. Zrównywanie ich pod wyobrażenia instytucji. To co stanowiło o wielkości Europy, jej różnorodność kulturowa, tradycje narodowe,  wiara, więzy rodzinne,  lokalne zwyczaje biznesowe. Wszystko uznane zostało za przeszkodę w integracji Europy. To integracja a nie szczęście i dobrobyt jednostek, stały się wartością nadrzędną. Wszystko miało być podporządkowane „wspólnocie”.

Kiedy otwarcie rynku na towary rolne okazało się niemożliwe, wtedy  w rynkowy mechanizm wmontowano socjalistyczny system dopłat i regulacji premiujący porzucanie ziemi, niszczenie zbiorów, i zakaz importu żywności z poza kontynentu. Żeby dowieść jedności, stworzono sztuczny pieniądz, jedyny w historii świata, denominowany w dobrej wierze. Euro stało się źródłem najdłuższego kryzysu gospodarczego w historii nowożytnej Europy. Zamiast porzucić fatalną monetę, kazano narodom zmienić prawa, tak żeby obywatele w przyszłości musieli płacić za konsekwencje nieprzewidywalnych zachowań  euro. To czego nie zrobiło euro, miano naprawić jednolitym unijnym państwem. Kiedy Europejczycy zagłosowali przeciwko, zamiast powrócić do unii państw narodowych, zmieniono zapisy tak, żeby nie trzeba było więcej ich pytać o zgodę. Irlandczyków, których lokalne prawo, mimo wszystko, kazało pytać o zgodę,  zmuszono do ponownego głosowania. Byle wynik był zadawalający dla integralistów.

Europejczycy i ekonomia od lat słali Euro fanatykom sygnał za sygnałem. Mieliśmy dziesiątki, jak nie setki okazji, żeby wrócić do ideałów sprzed 40 lat. Brexit, to już nie jest znak ostrzegawczy, to początek dezintegracji. Pytanie z jakim zostawi nas Teresa May, to czy aby nie jest już za późno? Czy  na gruzach tego co się wyłoni może jeszcze powstać unia wolnych narodów? Wspólnota czerpiąca pełnymi garściami z bogactwa kultur,  odblokowująca ludzką energię i pozwalająca nam rywalizować w biznesie, a nie w odgrzewanych zawiściach narodowych.