Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę LGBT+ – Lesbijki, Geje, Biseksualiści, Transwestyci Plus
Dariusz Matuszak 16.03.2019

Długo zastanawiałem się, czy napisać coś na ten temat. Unikam polskiej bieżączki politycznej a i nobliwość miejsca jakim są strony WEI każe zachować umiarkowanie i nie wdawać się w toczące się gdzie indziej pyskówki. Namówił mnie jednak przyjaciel, blogowy sąsiad, człowiek cyniczny, ale mądry – Jurek Wysocki. Mamy niemal identyczne poglądy, więc bardzo często sprzeczamy się na wiele tematów. Jednym z nich jest znaczenie kultury, obyczajowości, czy szerzej całej tej sfery, którą marksiści nazwaliby nadbudową.

 

Ale przejdźmy do tego do czego przejść nie chcę, czyli wymądrzania się na temat deklarowania przez Trzaskowskiego LGBT+, czy jak to tam się teraz aktualnie nazywa. Po drodze jeszcze jedno zastrzeżenie. Jestem konserwatystą. To nie jest żadna postawa ideologiczna, tylko wybór intelektualny. Uznaję, że nagromadzona przez wieki w poprzednich pokoleniach mądrość jest przydatna. Sprowadza się to mniej więcej do tego, że jak wybieram się na grzyby i dziadek mi mówi: tylko nie zbieraj takich czerwonych z białymi kropkami, to ja nie odpowiadam mu: a co ty tam stary zacofany dziadu wiesz, tylko omijam te czerwone z białymi kropkami. Byli bowiem przede mną już tacy, co te grzyby sprawdzili.

Co do zasady już sam koncept tzw. edukacji seksualnej w przedszkolu i szkole uznaję za głupi, szkodliwy, obleśny i groteskowy. Mnie nie interesuje, jak uczenie owa seksindoktrynacja byłaby nazwana, na jakich zasadach miałaby być wprowadzona, dla kogo, w jakim zakresie etc. Ja to odrzucam w całości. Idea by funkcjonariusze oświatowi, zamiast rodziców wprowadzali dzieci w intymny świat, wymagający szczególnej wrażliwości, wyczucia delikatności jest pod każdym względem chybiona i ociera się o sperwersiałą patologię.

Państwo i jego urzędnicy w swej pysze i arogancji uważają, że rodzice są zbyt durni, by własne dzieci wprowadzać w ten świat, więc musi to zrobić nasłany funkcjonariusz oświatowy. Sprawy, które wymagają jakiejś fundamentalnej dyskrecji, wrażliwości, wyczucia, często niedopowiedzeń, emocjonalnego komfortu będą traktowane jak zajęcia praktyczno-techniczne. Matka, ojciec nie mogą już zdecydować kiedy, w jakich warunkach i w jakich dawkach odsłaniać swemu własnemu dziecku ten szczególny świat. Nie mogą już wybrać, czy zrobią to w czasie wakacji, po kolacji, przy okazji rozmowy o filmie, który wspólnie widzieli, o książce, jakimś zdarzeniu. Nie mogą wybrać chwili, ani słów. Nie. Państwo i funkcjonariusze mają swój szablon. Lepiej znają dziecko. Wiedzą, czy jest gotowe, jak zareaguje.

Funkcjonariusz przyjdzie i w poniedziałek o 13.00 pomiędzy wf-em, a fizyką wyjaśni. Wyciągnie jakieś tablice, plansze, może gumowe modele, czy co on tam będzie miał i patykowym, albo laserowym wskaźnikiem będzie pokazywał co i jak. No więc to jest dość obleśne, bezgustne i groteskowe – tak jak groteskowe i obleśne jest niemieckie porno z czeskim dubbingiem opowiadające o przygodach bawarskich dziewcząt wypasających bydełko na alpejskich łąkach: ano, ano, rychleji, rychleji.

Żeby chociaż okna w tej szkole jakimiś ciemnymi kotarami zasłonili, jakieś nastrojowe światło i muzę pościelówę puścili, wina polali, to nie. Pełna lampa, dzieciaki za oknem na boisku drą się, a tu, tablica, wskaźnik, wykres plansza i funkcjonariusz co wskaźnikiem wskazuje.

Koncept, by obdzierać dzieci z naiwności i niewinności, by dzielić się z nimi swymi lękami i obsesjami i robić to poza rodzicami uważam za szczególnie obrzydliwy, wręcz na pograniczu patologii.

A właściwie to niby czemu uświadamiać 7-latki tylko w sprawach związanych z podpisaną przez Trzaskowskiego deklaracją Lesbijki, Geje, Biseksualiści, Transwestyci + (LGBT+)? Czemu nie poruszać innych tematów, z którymi na pewno się zetkną i powinny być przygotowane, rozumieć je?

Np.: Kochane dzieci. Wszystkie umrzecie, a niektóre nawet w potwornych męczarniach na raka. Zanim jednak umrzecie na raka, albo stwardnienie rozsiane, to najpierw najprawdopodobniej umrą wasza mama i tata. Już nigdy ich nie zobaczycie. Oczywiście nie musi się tak zdarzyć, może to wy umrzecie wcześniej. Tak, czy owak jak mama i tata umrą, to albo pójdą do ziemi i zjedzą ich robaki, albo zostaną spaleni w piecu.

Kochane dzieci. Część z was może ulec wypadkom i np. zostać niewidoma, albo sparaliżowana i resztę życia spędzi na wózku. Będziecie potrzebować stałej opieki. Choćby po to by ktoś was nakarmił, umył, zmienił pieluchę. Zresztą niektóre z was mogą umrzeć całkiem młodo – np. na białaczkę. Oto zdjęcia. Nie zostaniecie żadnymi superbohaterami, ani księżniczkami. Większość z was będzie tyrać następne 60 lat a państwo będzie zabierać ponad połowę tego, co wypracujecie. Jak wam się uda, to na starość będziecie dogorywać za nędzną emeryturę.

Jutro macie zajęcia o prezerwatywach, ale pani zachorowała na nieuleczalną odmianę rzeżączki, więc mam zastępstwo i dowiecie się jak zmienić pieluchę dorosłej osobie – np tacie, bo przecież nie tylko wy możecie ulec wypadkom, ale np. mama i tata. Na starość mogą całkowicie zniedołężnieć, co wiele z was także spotka. A, i przy okazji: mama i tata nakłamali wam. Nie ma żadnego Świętego Mikołaja.

Ciekawe dlaczego nikomu nie przychodzi do głowy, by na dzieci nasyłać funkcjonariuszy oświatowych, by uświadamiali je w takich sprawach, tylko pozostawia się to rodzicom i bliskim. Jakoś nikt nie mówi, że w internecie dzieci znajdą niezliczone wypadki, zarejestrowane przypadki gwałtownej śmierci, opisy i zdjęcia okaleczeń i strasznych chorób, więc lepiej im o tym wszystkim opowiedzieć w przedszkolu, a później w szkole. Nikt jakoś nie tłumaczy, że są na wioskach tępi, zacofani rodzice, żyjący w mrokach XIX wieku, więc to państwo i jego funkcjonariusze muszą wziąć na siebie obowiązek uświadamiania w sprawach, które dotkną każdego – śmierci, chorób, wypadków, nieszczęść.

Konieczność opowiadania w przedszkolach i szkołach o LGBT, czyli lesbijkach, gejach, biseksualistach, transwestytach tłumaczona jest oczywiście troską o dzieci, by np. ustrzec je przed “złym dotykiem” – pedofilami. Wiele osób w to wierzy, być może nawet sam prezydent Trzaskowski, który sądzi, że dobro dzieciom czyni. Ja jednak nie wierzę w to wcale. Gdyby bowiem tak było, to najpierw zwrócono by się do rodziców. Chodźcie do nas wy XIX-wieczne ciemniaki, zacofane i zabobonne kołtuny. Uświadomimy was i wytłumaczymy, co musicie przekazać swemu nierozgarniętemu potomstwu. Dla nich zorganizowano by jakąś akcję przez szkoły, czy cokolwiek “Pogadajcie ze swymi dzieciakami”.

Nic takiego nie ma jednak miejsca. Wszyscy za to martwią się o cudze dzieci. Może zapytamy: matko, ojcze, czy uważacie, że nie jesteście w stanie wytłumaczyć własnemu dziecku tak delikatnych i intymnych spraw jak kwestie płci i życia seksualnego, więc powinni to zrobić za was sekseduatorzy, ludzie, których nawet nigdy nie wiedzieliście.

Każdy powie że sam potrafi, tyko ci inni rodzice są za głupi i zacofani. My to jesteśmy postępowi i jasno oświetleni, ale troszczymy się o te dzieci, które maja rodziców kołtunów. Chodzi o te ciemniaki co to mieszkają na Rzeszowszczyźnie i pośród kartoflisk Kieleckiego.

Otóż co do zasady nie chodzi o żadne dobro dzieci. Nikogo nie będzie obchodzić czy owo dziecię będzie z kimś szczęśliwe. Nikt za rodziców nie będzie się zastanawiał z kim dziecię bierze ślub, czy wybrało głupio, czy mądrze, czy urodzi, czy nie urodzi, czy żyje w rozwiązłości i ma opinię dziwki, albo szlaja się po domach publicznych etc.

Jedyne o co chodzi, to o kontrolę nad dziećmi i rodziną. Seksindoktrynacja to jeden z z jej elementów. Marksiści nigdy nie zrezygnowali z konceptu, że to państwo powinno wychowywać dzieci, bo rodzina to więzy i miejsce gdzie przekazuje się niepożądane treści i wpaja niepożądane wartości.

Oczywiście nie podejrzewam Trzaskowskiego o takie wyrachowanie. On jest tylko bezmyślnym naśladowcą wszystkiego co zachodnie i postępowe. Co innego tacy Sierakowski, czy Zandberg. Wszystko zaprowadzane jest siłą bezwładności. Bo tak się to dzieje na Zachodzie, gdzie marksistowska lewica opanowała uczelnie, szkoły, media, przemysł rozrywkowy etc. (to temat na wiele oddzielnych tekstów).

By zaprowadzić owe nowe, postępowe porządki w szkołach zostaniemy zarzuceni ckliwymi historiami o nieszczęśliwych, niepotrafiących odnaleźć się dzieciach. O nastolatkach myślących o samobójstwie, o ofiarach pedofilii. Każdy przypadek stanie się pretekstem, by seksindoktrynację zaprowadzać, a każdy kto się będzie sprzeciwiał zostanie nazwany homofobem, transfobem, jakimś tam fobem, bigotem i kim tam jeszcze. Okaże się nieczuły na nieszczęścia i tragedie i prędzej pogodzi się z tym, że nastolatki popełniają samobójstwo, a kler gwałci dzieci, niż wyjdzie ze swego konserwatywnego, obskuranckiego fanatyzmu.

Poznamy też jakieś niczym niepodparte, całkowicie zmyślone statystyki o milionach prześladowanych, żyjących w ukryciu, kobietach zniewolonych w męskim ciele i mężczyznach cierpiących w jarzmie ciała kobiecego.

Będziemy wciąż słyszeć o zachodnich standardach, europejskich modelach i wzorach, ale nikt konkretnie nie wskaże na przykłady szczęśliwych krain, w których seksedukacja sprawiła, że nie ma nie ma pedofilii, gwałtów, chorób przenoszonych droga płciową, nastolatek zachodzących w ciążę, tylko wszyscy żyją szczęśliwie i w harmonii, uprawiają radosny seks za wspólną zgodą, realizują się w różnych związkach a z każdego wychodzą niewinni, ale za to bogatsi o nowe doświadczenia. Nikt na takie kraje nie wskaże, bo ich nie ma. Nie ma żadnych przekonujących badań wskazujących na to, że seksedukacja w szkołach i przedszkolach jest pożyteczna, chroni przed niebezpieczeństwami, pozwala podejmować odpowiedzialne, dobre decyzje. Możemy za to obserwować wszechogarniającą rozwiązłość. (To ostatnie słowo już niedługo zniknie z języka. Podobnie jak znikną takie pojęcia jak dyskrecja, intymność, skromność, powściągliwość, wyuzdanie, rozpasanie etc).

Tak, czy owak na wszelki wypadek przygotowałem dla WEI odpowiedź, którą może szybko opublikować jak już zostanie oskarżony o homo, czy jaką tam fobię, dyskryminację, faszyzm, zacofanie i realizowanie scenariusza Putina. Jest ona zgodna ze wszelkimi postępowymi, europejskimi wzorcami i unijnymi normami.

“Ze smutkiem stwierdzamy, że z powodu jakiegoś niedopatrzenia pozwoliliśmy na ukazanie się tekstu Dariusza Matuszaka. Z całą mocą podkreślamy, że obce są nam wszelkie formy rasizmu, dyskryminacji, homofobii, transfobii i całkowicie odrzucamy poglądy autora. Na naszych stronach nie ma miejsca dla nienawiści, dyskryminacji, obskuranctwa. Wszystkich przepraszamy, a zwłaszcza osoby LGBT, przedstawicieli mniejszości etnicznych i religijnych. Postanowiliśmy też zawiesić współpracę z autorem, a dalsze decyzje podejmiemy gdy zakończy się nasze wewnętrzne postępowanie w sprawie tekstu”.

Pod spodem warto od razu zamieścić moją samokrytykę. “Chciałbym wszystkich przeprosić i zapewnić, że nikogo nie chciałem urazić. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak bolesne mogą być moje słowa, jak bardzo ranić mogą osoby LGBT, przedstawicieli mniejszości etnicznych i religijnych, tych wszystkich, którzy są dyskryminowani. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że moja uprzywilejowana w społeczeństwie pozycja białego heteroseksualnego mężczyzny odbiera mi zdolność rozumienia i odczuwania co to znaczy być dyskryminowanym, prześladowanym za swą odmienność. Przepraszam wszystkich jeszcze raz. Nie byłem sobą, kiedy pisałem te raniące innych słowa”.