Polska polityka zagraniczna powoli wraca na właściwe tory. Oby.
Maciej Pniewski 10.02.2017

Przekleństwem polskiej polityki zagranicznej jest to, że często robiona jest na użytek polityki wewnętrznej. Na tyle wysoki jest brak kultury politycznej i odpowiedzialności polskich polityków. Tak było ostatnio z rozniecaniem histerii antyniemieckiej i antyukraińskiej wśród tyle twardego, co równie nierozgarniętego, elektoratu partii rządzącej.

Z expose MWW można ostrożnie wnosić, że księżycowe pomysły sojuszu z Wielką Brytanią i “Wielkimi Węgrami”, Jarosław Kaczyński, zdaje mi sie, ma już za sobą i postanowił wróćić na ziemię. Czy nam się to podoba czy nie podoba – przedstawicielem amerykańskich interesów w Europie – w dającej się ogarnąć perspektywie – są i będą Niemcy. Obojętnie czy Predydentem USA jest Trump, Clinton czy Kaczor Donald. Powody tego są dwa: położenie geograficzne (nie jest państwem buforowym) oraz siła ekonomiczna. Z tych samych powodów Polska nie będzie reprezentantem interesów amerykańskich w Europie.

Możemy sobie robić absolutnie, co chcemy – nie przeskoczymy tego. Na szczęście (chyba) nie ma w PIS durnia, który myśli, żeby postawić Amerykanów przed wyborem – my lub Niemcy. Wiadomo co wybiorą. A poparcie i “ochrona” USA to jeden z fundamentów naszej niepodległości. Z Rosją możemy się ułożyć na dwa sposoby: tak jak jest teraz (zimny pokój, momentami wrogość) lub podległość, jak za PRL lub zaborów. Innych relacji Moskwa w stosunku do nas nie ma i mieć nie będzie.

Należy mieć nadzieję, że “powrót” PIS do orientacji proniemiecko-amerykańskiej to trwała zmiana i dalsze podszepty gimbazy o “samodzielnej i podmiotowej polityce” nie będą znajdowały posłuchu.

Strasznie natomiast słabo jest na Wschodzie, wynika z expose. Jedną durną politykę wobec Białorusi, zamieniono na drugą durną. Wcześniej walczyliśmy jak idioci z Łukaszenką, teraz (chyba) jak idioci będziemy go we wszystkim popierać – zamiast uprawiać politykę i dyplomację. Bialoruś to temat na oddzielny wpis.

Tragedią jest polityka wobec Ukrainy. Absolutnie kluczowym celem polskiej polityki wschodzniej powinno być przekształcenie Ukrainy w państwo buforowe Zachodu – tak, żebyśmy my przestali nim być. Tak, żeby ewentualna konfrontacja wschód – zachód, na wybuch której mamy taki sam wpływ, jak na układ słoneczny, odbyła się nad Dnieprem, a nie nad Wisłą.

Musimy powtórzyć manewr, który wobec nas wykonali Niemcy. To absolutny priorytet. Nie ma kompletnie znaczenia, że dzisiaj jest kompletnie nierealne wciągnięcie Ukrainy w struktury euroatlantyckie. Polska w NATO w 1988 roku była jeszcze bardziej nierealna.  To jest nasz cel długofalowy, który raz na zawsze może nam rozwiązać problemy z Moskwą, które mamy od 400 lat.

Niestety, tutaj postępujemy tragicznie. Niestety, na czele tej nieracjonalności stoi Naczelnik Kaczyński, depcząc brutalnie idee i dziedzictwo swojego brata. Nie jestem w stanie pojąć po co Jarosław Kaczyński wdaje się w historyczne dywagacje. Jest politykiem aktualnie odpowiedzialnym za Polskę, a zachowuje sie skrajnie nieopowiedzialnie podburzając gimbazę i swój twardy elektorat wobec jednego z trzech najważniejszych dla nas państw na świecie, które jeśli straci niepodległość na rzecz Rosji, to my zaraz pewnie za nim.

Należy tylko mieć nadzieję, że jak doszło do otrzeźwienia z Niemcami, tak dojdzie do otrzeźwienia na Wschodzie.