Powiatowa płaca minimalna – pan Hieronim znajdzie pracę
Jerzy Wysocki 06.03.2020

Pamiętacie pana Hieronima? To bohater mojego tekstu z lutego ubiegłego roku (znajdziecie tekst na moim blogu WEI). Jeżeli zostaną przyjęte zdroworozsądkowe propozycje Adama Abramowicza, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, pan Hieronim znajdzie pracę. Pewnie nie w Warszawie, czy we Wrocławiu, ale gdzieś na prowincji zrealizuje swoje marzenie o aktywności zawodowej na stanowisku stróża lub portiera. Barierą w zatrudnieniu przestanie być płaca minimalna czy stawka godzinowa.

 

Pan Hieronim odziedziczył olbrzymi majątek po kuzynie z Australii, a na dodatek ma spory dochody z wynajmu mieszkań. Praktycznie nie musi pracować, ale, mówiąc delikatnie, spędzanie czasu z niepracującą już żoną Eleonorą i słuchanie jej zrzędzenia nie stanowi dla niego atrakcji. Pan Hieronim niewiele co umie, ale żeby wyrwać się z domu, chce podjąć pracę nawet za byle jakie pieniądze. Problem potencjalnych pracodawców polegał właśnie na owych byle jakich pieniądzach. Kolejne regulacje rządowe tak wywindowały płace minimalną i stawkę godzinową, że nikt nie chciał pana Hieronima wziąć na pokład. Siedział więc w domu sfrustrowany i rozgoryczony, że rządzący nie pozwalają mu chodzić do pracy, a małżonka utyła kolejne 5 kg, i jeszcze bardziej zrzędzi. I jeszcze chce jechać do Afryki, by pogłaskać słonia i zobaczyć żyrafę, jakby w ZOO nie była.

Rzecznik MSP proponuje regionalizację płacy minimalnej. Słusznie argumentuje, że „Sytuacja skokowego wzrostu płacy minimalnej może być dla przedsiębiorców zbyt trudna do udźwignięcia, zwłaszcza w powiatach o niższym poziomie rozwoju gospodarczego. W efekcie firmy mogą być zamykane”. Mądrze to pomyślane, że punktem odniesienia ma być powiat, a nie województwo, bo na przykład Mazowieckie zawyża, bo zawyża Warszawa. Adam Abramowicz mówi o połowie średniej pensji w powiecie. Można zapytać, czemu nie 1/3 średniej, ale przynajmniej pole dyskusji istnieje.

Jest też nadzieja dla Pana Hieronima. Może sprzedać lub wynająć swoje mieszkanie w Warszawie i przenieść się do Włodawy, nieopodal granicy Polski, Białorusi i Ukrainy. Tam pracodawcę stać będzie na usługi stróża czy ochroniarza, bo zapłaci mu pensję włodawską a nieogólnopolską, warszawską. Kolejna korzyść: pan Hieronim zasiedli miasteczko, z którego młodzi uciekają. Za kawalerkę w Warszawie kupi segment z działką, a lato – po pracy – spędzać będzie w Okunince, nad jeziorem Białym, gdzie jest disco polo i wóda leje się strumieniami zapewniając budżetowi państwa wpływy podatkowe na socjalne fanaberia i kupowanie wyborców.

W trakcie pisania tego tekstu zadzwoniłem do szefa jednaj z największych firm ochroniarskich w Polsce. To on zainspirował mnie rok temu do podjęcia tematu płacy minimalnej. Wówczas zmagał się z problemem, iż jego państwowi klienci nie chcą renegocjować umów, mimo, że rząd podniósł stawkę godzinową, ergo kontrakt przestaje być opłacalny. Teraz prezes potwierdza: – Mam z tym problem przy kontraktach z klientami sieciowymi, którego obiekty są rozproszone po całym kraju. Tym bardziej, z klientami ze ściany wschodniej, gdzie ludzie garną się do pracy, ale klienta nie stać i uczciwie mówi, że to nie Warszawa.

Dobrze wiecie, że jestem radykalnym przeciwnikiem ingerencji państwa w umowy prywatnych podmiotów prawnych z pracownikami. Jakakolwiek pensja minimalna, czy stawka godzinowa to absurd szkodliwy dla rynku pracy i budżetu państwa. No ale co poradzić, że w Polsce rządzą socjaliści, zwani dla niepoznaki, prawicą. Na użytek tego tekstu, muszę założyć, że świata nie zmienię. Jeśli już państwo koniecznie chce się wtrącać, to proponuję własne podwórko. Gwarantujcie pensje policjantom, żołnierzom, urzędnikom, zawodowym strażakom, lekarzom. Oni zdecydowali się pracować dla państwowych instytucji, i mają prawo tego wymagać. A wy, szanowny rządzie, obowiązek. Odczepcie się prośba od prywatnego biznesu, który – może tego nie rozumiecie – też pracuje, a nawet przede wszystkim, pracuje na rzecz państwa, zatrudniając ludzi i płacąc podatki i składając się na wszelkie wasze pomysły socjalne.

Na koniec, idąc tropem Adama Abramowicza, którego cenię za w/w inicjatywę, wnoszę o regionalizacje świadczeń socjalnych. Jak wielokrotnie pisałem, 500 plus to idiotyzm, ale 500 plus w Warszawie i 500 plus we Włodawie, to idiotyzm patologiczny. Jest kampania prezydencka, kandydaci jeżdżą po Polsce, niby wsłuchując się w głos ludu. Tylko po to by obiecać to, co lud oczekuje. Ja już się specjalnie nie dziwię, tak to bywa w polityce. A że inaczej jest w ekonomii, to już inna sprawa. Tym bardziej życzę sukcesu panu Abramowiczowi i znalezienia taniej pracy panu Hieronimowi. Mam też nadzieję, na poprawę relacji małżeńskich pana Hieronima i Pani Eleonory.