Powróci czas na „meliny”? Kurorty przeciwko alkoholowi
Artur Kiełbasiński 21.02.2017

Sopot chce ograniczyć liczbę punktów sprzedaży alkoholu. To samo Puck. Z jednej strony można to zrozumieć. Jednak z punktu widzenia prawa i przedsiębiorczości, to działanie błędne

Nadmorskie kurorty mają problem – skokowo rośnie w nich sprzedaż alkoholu. W wiosenne i letnie miesiące, w weekendy, Sopot pełen jest pijanych młodych ludzi. To uciążliwe – bo choć nie jest specjalnie niebezpiecznie (choć incydenty zdarzają się regularnie) to jest brudni i nieprzyjemnie. Do tego hałaśliwie. A liczby nietrzeźwych nieletnich nikt nie próbuje nawet ustalić, choć akurat w Sopocie Straż Miejska jest wyjątkowo aktywna. Latem podobny problem mają Puck czy Władysławowo. W tej ostatniej miejscowości sprzedano alkoholu (jak podają lokalne media) za 57 mln zł.

Efekty alkoholowej hossy widać w działaniach samorządowców. Sopot i Puck zapowiadają ograniczenie liczby punktów handlowych oferujących alkohol. I tu zaczyna się problem – bo w obecnych realiach takie ograniczenie może być zupełnie nieskuteczne. Raczej zaowocuje nową aktywnością taksówkarzy czy otwieraniem tradycyjnych „melin”. Młodzi ludzie raczej dowiozą alkohol z peryferyjnego osiedla, niż zrezygnują z zakupów w centrum kurortu.

Czy zatem machnąć ręką? Niekoniecznie. Raczej wprowadzać standardy bezpieczeństwa w centrach miast, pilnować porządku, karać sprzedawców za sprzedaż nieletnim. Ograniczanie punktów sprzedaży będzie jednak oddaniem pola szarej strefie.

Pytanie czy samorządowcy, napędzani wizją zbliżających się wyborów samorządowych, będą się upierać przy zrobieniu „czegokolwiek” by odpowiedzieć na skargi mieszkańców. Lepiej, aby zadbali o standardy bezpieczeństwa. Ale to trudniejsze.