Prolog rozstrzygnięty, teraz trudne etapy górskie z metą przy Belwederze
Jerzy Wysocki 27.05.2019

W sumie to nie były aż tak ważne wybory, lecz bardzo ważne z psychologicznego punktu widzenia. Wiadomo, że w europarlamencie zasiądzie 52 deputowanych z Polski, niezależnie jaka będzie frekwencja i na kogo wyborcy oddadzą swój głos. To, że PiS będzie miał kilka osób więcej niż Koalicja Europejska, aż tak ważne nie jest, a nawet dla spraw krajowych prawie obojętne. W Brukseli nie tak przebiegają linie podziałów, inaczej też tworzy się koalicje, inne sprawy są na agendzie.

 

Z europejskiej perspektywy liczy się raczej jakość deputowanych. Po co do Europy eksportować rodzimy obciach. Mieliśmy już europosła Samoobrony, który wsławił się gwałtem na prostytutce, choć spore uposażenie liczone w euro pozwalało na dokonanie płatności. Europoseł został uniewinniony, ale niesmak pozostał. Dobrze więc, że mandaty zdobyli byli premierzy, ministrowie i doświadczeni politycy wagi ciężkiej. Obciachu nie będzie, a może coś pożytecznego zrobią. Może, bo możliwości sprawcze deputowanych są skromne, niewiele co słychać o ich międzynarodowej aktywności.

Pewnie dlatego frekwencja 5 lat temu wyniosła tylko 24 procent. Teraz jest zdecydowanie wyższa: aż 43 procent. Sprawy europejskie stały się Polakom bliższe? Może trochę tak (choćby za sprawą problemu migracyjnego), ale do urn zapędziła Polaków partyjna polaryzacja, a zwłaszcza skrajne emocje krajowe.

Wczorajsze wybory są ważne bardziej z polskiego punktu widzenia. To prolog, plebiscyt, próba generalna przed jesiennymi wyborami do parlamentu i metą przy Belwederze. Dlatego też kampania wyborcza koncentrowała się na sprawach krajowych, z którymi UE nie ma za wiele wspólnego. I tak, dla rządzącego PiS to test, czy partia Jarosława Kaczyńskiego liczyć może nadal na najwyższe poparcie. Okazuje się, że zdecydowanie tak. Teraz partia Jarosława Kaczyńskiego myśleć może nawet o większości konstytucyjnej. Dla PO to test, czy konstrukcja polityczna w postaci KE ma sens, czy daje nadzieje na jesienny sukces. Odpowiedź brzmi: tak, nadzieja i szansa zawsze jest, ale trzeba się wzmocnić na etapach górskich, może o Wiosnę, partię Adriana Zandberga, a na pewno o środowiska samorządowe. Dla partii Grzegorza Schetyny, czym szerszy blok opozycyjny tym lepiej. Innego rozwiązanie nie widać. Czy taki wyborczy wehikuł sklecony z niekoniecznie kompatybilnych części ma sens? Programowo: nie. Ale nie o sens i program, tylko wynik wyborczy chodzi.

Niekoniecznie dla PSL, dla której Koalicja Europejska, to od początku eksperyment wysokiego ryzyka. W eurowyborach można było jeszcze mówić o wspólnym mianowniku, gdzie pod jego linią mieściły się wartości a raczej korzyści europejskie, sprzeciw wobec zawłaszczania państwa przez rządzących, niekonkurencyjność elektoratów.

Partia Kosiniaka – Kamysza musi dokładnie przeanalizować nie tyle sam wynik, lecz jak zachował się elektorat. Czy zgodnie z wolą lidera oddał głosy na KE, czy został w domu, czy też kierując się własną mądrością, a raczej chłodną kalkulacją wybrał PiS, obiecujący tysiąc zł na krowę i pięć stówek na świnkę. Czy i czym skutkował film Siekielskiego ? Czy dla tradycyjnie religijnej wsi, to atak na kościół złych mocy, czy też wstrząs i przełamanie tabu. A jeśli to drugie, to czy odwraca to wyborcze preferencje. Socjologowie będą mieć pełne ręce roboty i pełne portfele. We współczesnej polityce coraz mniej miejsca na intuicyjne decyzje.

Nie zapomnijmy na koniec o prezydenckiej mecie wyścigu i o pewnym osobniku, dla którego ta niedziela miała istotne znaczenie. To Donald Tusk, który najpierw zaskoczył wszystkich wygłaszając na Uniwersytecie wykład akademicki w nudnawym stylu profesora Geremka, by później na demonstracji w wiecowym stylu nazwać naczelnego antagonistę ajatollahem. Wiadomo, Tusk zwlekać będzie z decyzją o udziale w prezydenckiej elekcji. Jak mówi wielu komentatorów, nie wystartuje bez spełnienia dwóch warunków. 1. Jesiennego sukcesu PO. 2. Dużych, graniczących z pewnością prognoz, gdy chodzi o jego osobę. Wyniki tych wyborów decyzji mu nie ułatwiają. Wprost przeciwnie. Znamy Donalda dosyć dobrze: – …ogarnijcie się – pomyślał, mocno zniesmaczony.