Przedsiębiorczość a prostytucja, aborcja i podatki.
Robert Gwiazdowski 28.03.2019

Pisałem niedawno o tym jak Naczelny Sąd Administracyjny głowił się nad tym, z iloma mężczyznami musi się przespać kobieta, by można było uznać ją za prostytutkę a jej przychody „wynikające z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy” za nie podlegające opodatkowaniu, a kiedy za pochodzące z nieujawnionych źródeł (podatek 75%) albo przynajmniej „darowiznę” która może być przedmiotem prawnie skutecznej umowy.

 

Wydawało się to pewnego rodzaju kuriozum, które nie dotyczy normalnych ludzi. Okazało się jednak, że „jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie”. Ministerstwo Finansów postanowiło zająć się wyjaśnianiem ilu trzeba mieć klientów, by można było uznać się za przedsiębiorcę i płacić 19% podatku, a kiedy trzeba zapłacić 32% plus „daninę solidarnościową” plus zaległe składki ubezpieczeniowe.

Przedsiębiorcy dzielą się politycznie tak jak reszta społeczeństwa – za aborcją albo przeciw, itp. – jak główne partie zagrają. Tym, którzy należą do większości Polaków akceptujących 500+ na pierwsze dziecko i 13 emeryturę przypominałem niedawno słowa Miltona Friedmana: „nie ma darmowego lunchu”. Nie spodziewałem się jednak, że rząd tak szybko potwierdzi moje słowa, że może jednak poczeka do przyszłego roku, by nie drażnić przedsiębiorców przed wyborami. Ale chyba z kasą jest gorzej niż myślałem, więc rząd już teraz kombinuje, jak dowalić ludziom, którzy postanowili „wziąć swoje sprawy w swoje własne ręce”, podjąć ryzyko rozpoczęcia działalności gospodarczej. Na początku być może dla jednego klienta w nadziei, że w przyszłości będzie ich więcej. Ja tak właśnie zaczynałem na początku lat 90. XX wieku. Z jednaj strony było łatwiej niż dziś – bo była mniejsza konkurencja i nie było tyle regulacji jak dziś. Obowiązywała jeszcze Ustawa Wilczka. Ale z drugiej strony było gorzej – marginalna stawka podatku dochodowego wynosiła 40% – a w niektórych latach nawet 45%! Dziś nie ma już Ustawy Wilczka, jest więcej regulacji ale od 2004 roku jest też podatek 19% – dzięki Premierowi Leszkowi Millerowi. Jakoś to się wyrównuje. Ale zaraz będzie podatek 32% – a później jeszcze wyższy.

P.S. Udziela się niniejszym prawa do linkowania i kopiowania niniejszego tekstu pomimo #ACTA2