Przesuwanie granic nicości
Tomasz Wróblewski 21.09.2015

Samuel Huntington już w 1993 r. w swojej książce „Zderzenie cywilizacji” opisał nam historię naszych dziejów – aż do dnia dzisiejszego. Zabrakło mu jednak nieco wyobraźni na pełne ćwierć wieku. Świat, z jakim przyszło nam się zmagać, to już nie starcie rywalizujących ze sobą kultur i wartości, ale implozja dwóch cywilizacji jednocześnie – wschodniej i europejskiej. Żadna nie daje swoim narodom sił ani moralnego wsparcia do pokonywania przeciwności i konkurencji ze światem zewnętrznym. Ucieczka od wartości doprowadziła je do wyjałowienia, w którym wzrastają radykalizmy.

Żyjemy zatem na przecięciu dwóch dysfunkcjonalnych cywilizacji. Problem wyrasta daleko poza płytkie debaty współczesnej publicystyki koncentrującej się na szukaniu charakterologicznych skaz w przeciwnikach otwartych granic Europy. Ani ksenofobia, ani nacjonalizm nie doprowadziły do tego kryzysu. Jeżeli już, to pustka ideowa i tożsamościowa. W równym stopniu narodów migrujących, co i tych, które nie potrafią sobie poradzić z asymilacją napływowej ludności.

Rozpad Syrii to tylko symbol. Demontaż instytucji państwowych dotyka całą Afrykę Północną i sięga daleko na wschód po Pakistan i Afganistan. Nie wyłączając Rosji, maskującej swoją degenerację agresją i bizantyjskim autorytaryzmem.

Robert Cooper w głośnej ostatnio książce „The Breaking of Nations” (Upadające państwa) pisze: „Skrajne nurty religijne kwitną i przynoszą ukojenie wszędzie tam, gdzie zawodzą państwa”. Globalizacja zamiast uwolnić ducha demokracji i indywidualizmu, wyzwoliła jeszcze głębsze podziały i destrukcyjne siły religijnego fanatyzmu. Fale uchodźców będą przybierały na sile, w miarę jak demontaż tradycyjnych państw będzie postępował.

Zapaść zachodniej cywilizacji tylko pozornie przybiera łagodniejsze formy. Europejskie ulice nie przypominają dziś Damaszku czy Trypolisu, ale państwa nie mają pojęcia, jak się bronić przed nadciągającym zagrożeniem. Nie wiedzą, czy powinny się bronić, skoro polityczna poprawność nie pozwala im tej nawałnicy nawet nazwać zagrożeniem.

Wartości, w imię których Europa miałaby mobilizować swoje armie i policje, dawno utraciły pierwotne znaczenie. Kapitalizm, siłę motoryczną europejskiego dobrobytu, lewicowa popkultura sprowadza do chciwości – jednego z siedmiu grzechów głównych. Swobody religijne – niegdyś gwarancja pokojowego współistnienia różnych społeczności duchowych i ochrona przed fanatyzmem religijnym – dziś ograniczają się do nakładania restrykcji na Kościoły w imię komfortu niewierzących. Tolerancja i dywersyfikacja, uważane za fundament zachodniego indywidualizmu, przywłaszczone zostały przez mniejszości seksualne skoncentrowane na przesuwaniu granic obyczajowości. Wybitny myśliciel Iwan Krystew idzie dalej, twierdząc, że demokracja przestała być sporem pomiędzy ideami. Zauważa: „Spór o wartości został zawężony do batalii o przywileje kobiet i homoseksualistów”.

Demontaż fundamentalnych pojęć pozwala Brukseli i Berlinowi na racjonalizowanie europejskiej bezsilności i rezygnowanie z największych zdobyczy wspólnej Europy, jak choćby traktat z Schengen. Rząd premier Kopacz nawet w przedwyborczej gorączce boi się nazwać rzeczy po imieniu i proponować działania mogące złagodzić społeczny niepokój. Biedna, nie wie nawet, czy wolno jej się bać. Czy strach przed niekontrolowanym napływem islamskiej ludności jest racjonalną reakcją na kryzys, czy objawem bigoterii? Na wszelki wypadek kwestionuje moralną postawę tych, którzy zadają pytania o prawne ramy nowej rzeczywistości, a tych, którzy jawnie łamią prawo, nazywa nadzieją dla rynku pracy i moralnym testem na naszą europejskość. Narzucone nam obowiązkowe kwoty imigrantów nazywa sprawiedliwym podziałem, a ksenofobami tych, którzy pytają o granice tej „gościnności”.

Słowną ekwilibrystyką udało się przykryć niejeden kryzys czy ośmieszyć opozycję, ale siłę państw mierzy się zdolnością do obrony stanowionych praw i wartości. Jak na razie jedyna strategia, jaką mamy, to rozciąganie słów tak, żeby terminy, których znaczenia już sami nie rozumiemy, racjonalizowały świat, od którego kiedyś chcieliśmy uciec.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Graham Holliday/ na lic. Creative Commons/ flickr.com