Putin – „to dla Rosji bardzo poważna szkoda finansowa i wizerunkowa”
Marek Budzisz 05.05.2019

Moskwa oblicza straty, jakie mogą być skutkiem wstrzymania dostaw ropy naftowej za pośrednictwem naftociągu Przyjaźń. Mogą one iść w dziesiątki miliardów dolarów, nie licząc utraty rynku, o reputacji nie wspominając.

 

O skali problemu świadczy również i to, że zaraz po powrocie z Pekinu prezydent Władimir Putin spotkał się na Kremlu, specjalnie celem omówienia problemu, z Nikołajem Tokariewem prezesem Transnieftu, firmy odpowiadającej za eksport rosyjskiej ropy naftowej za pośrednictwem rurociągu.

Przypomnijmy. 19 kwietnia władze Białorusi poinformowały, że rurociągiem pompowana jest ropa naftowa silnie zanieczyszczona związkami chloru, która nie odpowiada żadnym międzynarodowym normom czystości. W efekcie uszkodzeniu mogły ulec instalacje w dwóch przerabiających rosyjską ropę białoruskich rafineriach (Mozyrskiej i Nowopołockiej). Białorusini straty tylko z tytułu przerwy w dostawach szacują na co najmniej 100 mln dolarów, nie licząc kosztów związanych z niezbędnymi remontami i naprawami, które jeszcze obliczają. Transport rosyjskiej ropy naftowej został wstrzymany, zarówno tej idącej na południe, na Ukrainę i dalej do Słowacji oraz Czech, jak i na zachód, do Polski.

Obecnie rosyjscy specjaliści szacują straty. Przyjmuje się, że zanieczyszczeniu uległo od 3 do 5 mln ton ropy naftowej. Jej obecna rynkowa wartość wynosi od 1,6 do 2,6 mld dolarów. Jednak wydaje się, że dane te mogą być zbyt optymistyczne. Jak powiedział rosyjskim mediom główny inżynier białoruskiej firmy odpowiadającej za rurociąg Przyjaźń, na terenie Białorusi znajduje się obecnie w rurociągu około 850 tys. ton zanieczyszczonej rosyjskiej ropy, dodatkowo 400 tys. ton w zbiornikach rafinerii. Do Polski trafiło około 1 mln ton, na Ukrainę 1,8 mln ton. Czyli razem około 4 mln ton, nie licząc tego co znajduje się w rurociągu na terenie Rosji, a musi być tego niemało, skoro jak ujawniło kierownictwo Transnieftu prawdopodobnym miejscem w którym do rurociągu dostała się zanieczyszczona ropa jest punkt przyjmowania surowca znajdujący się w okolicach Samary, w prostej linii znajdujący się ok. 1300 km od rosyjsko – białoruskiej granicy. Kulisy tego, w jaki sposób zanieczyszczony surowiec dostał się do rurociągu, są również niejasne. Na spotkaniu z Putinem, który zażądał skrupulatnych analiz i zmiany całego systemu zabezpieczeń, prezes Transnieftu powiedział, że był to sabotaż i zwykłe złodziejstwo. Jednak w tej sprawie niejasny jest udział małych dostawców oskarżanych o „wlew” zanieczyszczeń, skoro, jak informują rosyjskie media, nad jakością dostarczonego surowca akurat tam czuwają służby bezpośrednio podległe Transnieftowi.

Rurociąg Przyjaźń to obecnie dwie nitki południowe, idące z terytorium Białorusi na południe, na Ukrainę i dalej na Słowację, za pośrednictwem których można przesyłać rocznie 16,7 mln ton ropy naftowej oraz trzy nitki zachodnie, które biegną do Polski. Ich łączna przepustowość, to z kolei, 49,8 mln ton. Po oczyszczeniu instalacji, co nastąpi zdaniem Rosjan w pierwszej dekadzie maja, będzie możliwe uruchomienie po jednej nitce rurociągu w każdym kierunku. Pozostałe są nadal zablokowane zanieczyszczonym surowcem. I taki stan rzeczy trwał będzie długie miesiące, bo gigantyczne ilości ropy naftowej nie nadającej się do przerobu trzeba będzie wypompować i utylizować. W efekcie, jak szacują rosyjscy eksperci, przez co najmniej kilka miesięcy rurociągiem będzie można pompować co najwyżej 60 do 65% normalnych ilości (co stanowi około 40% mocy technicznych). Nawet jeśli niezbędne prace, które same w sobie są niezwykle kosztowne, potrwają tylko kilka miesięcy, to w najbardziej optymistycznym scenariuszu za pośrednictwem rurociągu Przyjaźń będzie można w 2019 roku wysłać na Zachód maksymalnie 40 mln ton rosyjskiej ropy naftowej, podczas gdy w roku 2018 było to 48,9 mln ton.

Aby brakującą ilość wysłać za pośrednictwem kolei, potrzeba około 5 tys. cystern, których w Rosji brakuje, perspektywa transportu takiej ilości ropy naftowej przez rosyjskie porty jest również niepewna, a w szczególności podnosi koszt dostarczenia surowca. I to wszystko dzieje się w sytuacji, kiedy z jednej strony Arabia Saudyjska poinformowała przed czerwcowym szczytem krajów OPEC+, mającym zdecydować o ewentualnym przedłużeniu ograniczeń w wydobyciu ropy naftowej, że opowiada się za zwiększeniem produkcji, a amerykańscy nafciarze regularnie informują o historycznych rekordach.

Władimir Putin, po spotkaniu na Kremlu, powiedział, że dla Rosji to co się stało „jest bardzo poważną szkodą zarówno finansową, jak i wizerunkową”. Zgoda.