Pycha i kara
Dariusz Matuszak 31.03.2020

To pycha sprawiła. Pycha przywódców ściągnęła na ludzi Zachodu to nieszczęście. Brak przygotowań, często wieloletnie zaniedbania, niedrożne systemy, biurokratyczne procedury to drugorzędne przyczyny, które także z pychy wyrosły. To z pychy wzięło się lekceważenie zagrożenia, a potem wszystkie błędne, czy spóźnione decyzje. Niepotrzebne były doniesienia wywiadów, raporty analityków, cała ta skomplikowana maszyneria do dostarczania informacji by wiedzieć, co się święci. Wystarczyło sobie popatrzeć przez chwilę w telewizor, w internet, obejrzeć nagrania z Chin, by wiedzieć co nas czeka. Że u nas stanie się to samo.

 

Jak oni sobie to wszystko, ci światli przywódcy Zachodu wyobrażali? Że do nas to nie dotrze? Że w świecie globalnym, miliardów ludzi przemieszczających się wszystko zamknie się w jakimś tam Wuhan, na jakimś chińskim zadupiu po lewej stronie? Tak, właśnie tak myśleli. Tak to sobie wyobrażali, że takie rzeczy to mogą zdarzyć się u jakichś tam Chińczyków, dzikusów którzy nietoperze żrą. My, którzy na przyjęciach jadamy znalezione na plaży w muszlach gluty, wyprute z rybich trzewi jajeczka i popijamy sfermentowanym od odchodów bakterii sokiem z winogron nigdy byśmy czegoś takiego do ust nie wzięli, więc nam nic nie grozi. My jesteśmy lepsi. Takie rzeczy jak zaraza, to tylko u jakichś tam brudnych Azjatów i murzynów w Afryce. Dlatego na nic się nie przygotowali. Dlatego zabawa trwała w najlepsze. Pyszni debile.

700 lat temu Wenecjanie wiedzieli co trzeba zrobić. Gdy w Europie szalała już dżuma zamknęli swój port. Załogi musiały czekać na swych statkach trzydzieści dni zanim pozwalano im zejść na ląd. Potem ten okres przedłużono do 40 dni – stąd wzięła się nazwa kwarantanna. Czarna śmierć przyszła z Azji i najpierw wraz ze statkami pojawiła się w genueńskiej kolonii na Krymie. Potem rozpełzła się na całą Europę. To było dokładnie 674 lata temu. Dziś mają wszystkie laboratoria świata, a oni się nie spodziewali. Pyszni i tchórzliwi debile.

A może i wiedzieli, tylko właśnie bali się. Jak to tak zamknąć? A co świat powie, co w telewizji nadadzą, co w gazetach napiszą. Jak na to Unia i wszystkie te komisje od praw człowieka zareagują? Albo Światowa Organizacja Zdrowia, która twierdziła, że nic nie grozi. To może pogrzebać szanse wyborcze. Przecież z rasizmem i ksenofobią walczymy. Gdy Trump jeszcze w styczniu zablokował podróże z Chin znów okrzyknięto go właśnie rasistą, nacjonalistą i ksenofobem.

Zrozumiałe są wahania, rozterki. Nie łatwo tak z dnia na dzień przeciąć więzy ze światem, zamknąć życie w czterech ścianach domów, odebrać ludziom swobody i pilnować ich jak obozowi strażnicy. Tak, to jest zrozumiałe, że można ważyć straty, zastanawiać się jak nie wywołać paniki, myśleć jak obywatele przyjmą tak ekstremalne miary, skoro zagrożenie jest tak nienamacalne, kalkulować ryzyko, szacować co będzie gorsze – lekarstwo, czy choroba. Ale oni niczego nie kalkulowali, nad niczym się nie zastanawiali. Oni się jeszcze w najlepsze bawili i do zabawy zachęcali. Kiedy już podróże z Chin były zablokowane Demokraci z Nowego Jorku jeszcze w lutym namawiali: dajmy odpór rasiście Trumpowi i wszyscy razem, my dzielni nowojorczycy, pójdźmy tłumnie na chiński festiwal uliczny do Chinatown. To właśnie na konferencji prasowej w sprawie epidemii koronawirusa zrobiła komisarz Nowego Jorku ds. zdrowia Oxiris Barbot. Okażmy Chińczykom solidarność.  A potem skoro już zaczynają umierać Włosi, to Włochom– wszyscy wybierzmy się do kina na włoski film „Zdrajca” o mafii – zachęcał jeszcze w marcu burmistrz miast Bill de Blasio.

Pod koniec lutego własną demonstracje urządziła liderka Demokratów, spiker w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi. W obecności kamer i dziennikarzy odbyła wycieczkę po Chinatown w San Francisco. Już ponad miesiąc wcześniej zdiagnozowano pierwszych zarażonych. Właśnie na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych – w stanie Waszyngton i w Kalifornii. Ale przecież nic się nie dzieje, a trzeba obnażyć i napiętnować rasizm. Trump już wtedy przy powszechnej krytyce wprowadzał kolejne ograniczenia i było widać jak próbuje balansować pomiędzy optymizmem, dawaniem nadziei, próbami opanowaniu paniki na giełdzie, a ostrożnością, ostrzeżeniami, zapowiedziami kolejnych ograniczeń. Czy zrobił wszystko co mógł? Prawdopodobnie nie. Przez swa monstrualną bufonadę mógł słać fałszywe sygnały. Ale powtarzanie w Europie propagandy Demokratów o tym jaka niespotykana tragedia spotkała Stany Zjednoczone w obliczu tego co dzieje się na naszym kontynencie, jest chyba tylko dość nędzną próbą zasłonięcia tego jak kraje Unii sobie radzą. Tak jakby nikt nie mógł się doczekać aż w Stanach Zjednoczonych dojdzie do tragedii na skalę tej w Hiszpanii, czy Włoszech. Teraz burmistrz Nowego Orleanu ma do Trumpa pretensje, że nie zakazał, albo jej nie nakazał zakazać karnawału Mardi Gras w mieście. W marcu burmistrz Bill de Blasio zamknął wszystkie obiekty publiczne. W tym siłownie. Następnego dnia do siłowni sam się wybrał (kto burmistrzowi zabroni) i opublikował nagranie, jak to w pustej sali dba o fizyczną tężyznę. Wspaniały przykład dla nowojorczyków, prawda?

W tym czasie od portu do portu, bo nikt ich już nie chciał przyjąć, krążyły wielkie statki pasażerskie. Pływające kostnice i szpitale.

Kiedy w Stanach Zjednoczonych odwołano wszystkie rozgrywki sportowe, w Europie jeszcze bawiono się w najlepsze. W Mediolanie, czy Liverpoolu przy pełnych stadionach odbyły się Mecze Ligii Mistrzów. 11 i 12 marca kibice z Madrytu, Walencji i Bergamo rozjechali się do domów.

Może niektórzy wcześniej jeszcze ósmego marca wzięli udział w wielkich feministycznych manifestacjach, które odbyły się w Hiszpanii. Koronawirus nie może powstrzymać nas przed manifestowaniem za prawami kobiet i przeciw dyskryminowaniu ich – nawoływał socjalistyczny rząd. I przemaszerowało w Madrycie 120 tysięcy i po kilkadziesiąt tysięcy w innych miastach. Gdy w Chinach już masowo umierali ludzie i we Włoszech byli zarażeni, burmistrz Florencji właśnie rozpoczął akcję „Wyściskaj Chińczyka”. Debilizm niesie się w internecie więc wygłosił mowę o nacjonalizmie i nienawiści, wyściskał Chińczyka, nagrał to i posłał siecią w świat.

Bal trwał też najlepsze we Francji. Małżeństwo Macronów dumnie pozowało 15 marca przy urnie, bo właśnie wybierano władze miast i gmin. Następnego dnia Brigitte przechadzała się w towarzystwie ochroniarzy po bulwarach nad Sekwana. Wyglądała niezwykle szykownie, więc media mogły zrobić świetne focie.

W tym wszystkim nie było żadnej refleksji, żadnej myśli. Tylko pycha. Co nam jakiś tam chiński wirus. Jakąś strategię pokazał brytyjski rząd. Wiele wskazuje na to, że głupią i tragiczną – idziemy na czołowe zderzenie, ale w tym był przynajmniej jakiś zarys konceptu. Ukarany premier Johnson – sam zarażony – dał w końcu po hamulcach.

Oczywiście nie łatwo jest zdyscyplinować obywateli. Ale czemu mają się podporządkowywać, skoro sami przywódcy mówią, że epidemia jest niegroźna i namawiają do skrajnie głupich i nieodpowiedzialnych zachowań. I to często z powodu jakiejś patologicznej politpoprawności, albo dla zwykłej politycznej walki.

Za pychę i arogancję przywódców ogromną cenę zapłacą społeczeństwa i ludzie dotknięci osobistymi tragediami. Czy ktoś poniesie karę? Może zarażony premier Johnson i dwie hiszpańskie minister oraz żona premiera Sancheza, które poprowadziły manifestację feministek, a teraz chorują, już odbywają pokutę. Ale nie o taką karę przecież chodzi. Potrzebni są żywi, by ich na taczkach przed trybunały wywieźć.