Reminiscencje z 2007
Robert Gwiazdowski 13.12.2019

Przy okazji opublikowania z okazji rocznicy stanu wojennego projektu ustawy dyscyplinującej sędziów na Twitterze rozgorzała dyskusja o genezie konfliktu miedzy PiS a PO. Ktoś stwierdził, że już w 2007 roku było wiadomo jakie są prawdziwe intencje PiS. Więc odszukałem co wtedy pisałem – jeszcze jako przewodniczący RN ZUS powołany przez PiS.

 

Prezydent Kaczyński oświadczył, że ustawa lustracyjna „w żadnym punkcie nie była bezpośrednio sprzeczna z Konstytucją…” A pośrednio…?

Minister Ziobro stwierdził zaś, że „jeśli jakąś ustawę uchwalają przedstawiciele narodu, a potem pięciu ludzi będących fragmentem Trybunału orzeka o jej zgodności z Konstytucją, to jest to zadziwiające”. Naszły mnie w związku z tym dwie refleksje:

  • niektórzy z tych „przedstawicieli narodu” otrzymali po kilkaset głosów w bardzo demokratycznych wyborach proporcjonalnych z systemem głosowania na listy partyjne układane przez partyjnych przywódców …
  • tych „pięciu ludzi” do zasiadania w Trybunale nie nasłali nam Marsjanie – wybrali ich właśnie „przedstawiciele narodu”…

Dla równowagi profesor Safjan uznał, że pomysły PiS „zmierzają do obniżenia rangi Trybunału, sparaliżowania jego prac i uzależnienia Prezesa Trybunału od władzy wykonawczej”.

A jakie to zmiany mają mieć takie okropne skutki?

PiS proponuje, żeby Trybunał częściej orzekał w „pełnym składzie”. Wbrew mylącej nazwie „pełnym składem” nie są wcale wszyscy sędziowie, tylko dziewięciu (na piętnastu). PiS chce, żeby to było jedenastu sędziów (a nie dziewięciu). W tak rozumianym „pełnym składzie” Trybunał ma wyznaczać terminy rozprawy i przydzielać sprawy poszczególnym sędziom (obecnie robi to Prezes w kolejności alfabetycznej). Sprawy mają być rozpatrywane według kolejności wpływu, a nie „po uważaniu”. Oczywiście dla Iksińskiego jego konkretna sprawa czekająca na werdykt Trybunału ma o wiele większe znaczenie niż cały zamęt o lustrację. Nie ma się więc co mu dziwić, że on się dziwi, że jego sprawa czeka, a inne są rozpoznawane. Ale jak Iksiński nazywa się Ziobro, to można się spodziewać, że po prostu nie chce, aby Trybunał rozpoznawał sprawy ustawa uchwalanych przez PIS i przystawkami, tylko zajmował się ustawami uchwalonymi przez SLD w poprzedniej kadencji i różnymi sprawami indywidualnymi. W trosce o jednostki oczywiście…

A może, zapytam tak nieśmiało, Trybunał powinien po prostu szybciej rozpoznawać sprawy…? Przecież zasiadają w nim najlepsi prawnicy w Polsce (przynajmniej teoretycznie powinni). Więc na większość zdań, nie tylko na lustrację, powinni mieć wyrobione zdanie i odpowiednią wiedzę prawniczą, żeby kreować wyroki…

Ale największy spór dotyczy chyba tego, że Prezes Trybunału ma być wybierany przez Prezydenta spośród trzech kandydatów, a nie dwóch, na kadencję trzyletnią z możliwością ponownego wyboru. Podobno, jak pisze Ewa Siedlecka w GW, „stwarza to sytuację psychicznego uzależnienia Prezesa Trybunału, którego Prezydent będzie mógł powołać lub nie na kolejną kadencję”…

Jako całkiem niepoprawny politycznie, pozwolę sobie na kolejne dwie refleksje:

  • jak są sędziowie Trybunału, którzy mogą ulec takiemu „psychicznemu uzależnieniu”, tylko po to, żeby być powołani na kolejna kadencję na stanowisko Prezesa, to w ogóle nie powinni być sędziami Trybunału – ergo PiS ma rację, że to mocno podejrzane towarzystwo.
  • Prezesa Trybunału powoływać ma Prezydent SPOŚRÓD trzech kandydatów przedstawionych przez Trybunał. Również w przypadku powoływania na kolejną kadencję. Więc jak się Prezes Trybunału za bardzo „psychicznie uzależni” od „władzy wykonawczej”, to pozostali członkowie Trybunału po prostu nie przedstawią powtórnie jego kandydatury… No chyba, że to „uzależnienie” nie będzie im przeszkadzało, albo go nawet go nie zauważą – ergo PiS tym bardziej ma rację, że to mocno podejrzane towarzystwo.

Ale PiS oczywiście racji nie ma. Podobnie jak nie mieli jej komuniści lansujący doktrynę „jednolitości władzy państwowej”, która skupiona miała być w organie władzy ustawodawczej będącej emanacją woli ”ludu pracującego miast i wsi”. Każda demokracja potrzebuje prawdziwego trójpodziału władzy. No chyba, że demokracja ma być „ludowa”…

P.S. A propos demokracji… Jak mawiał Churchill, „demokracja to bardzo zły ustrój polityczny, ale lepszego nikt nie wymyślił”. Ja bym pozwolił sobie na małą parafrazę: demokracja to bardzo zły ustrój polityczny, ale lepszego nie da się wprowadzić…

Aleksander de Tocqueville miał rację, że nie ma ucieczki od demokracji… Lady Punk też ma rację, śpiewając, że „prokurator wytłumaczy ci to…”