Rosyjska ropa. Perspektywy coraz bardziej niejasne
Marek Budzisz 13.07.2019

Międzynarodowa Agencja Energii w swym ostatnim raporcie prognozuje, że w najbliższych latach pogłębi się przewaga podaży ropy naftowej nad popytem na globalnych rynkach, co musi prowadzić do obniżenia cen. Już w pierwszym półroczu tego roku przewaga podaży osiągnęła 900 tys. baryłek ropy na dobę, a w latach następnych, w związku ze wzrostem wydobycia w krajach niewchodzących w skład kartelu OPEC, ani nie będących stroną porozumienia w ramach tzw. formuły OPEC+, produkcja będzie rosnąć. Chodzi tu przede wszystkim o Stany Zjednoczone, które w ciągu ostatnich trzech lat podniosły wydobycie o 1/3, ale nie tylko.

 

Realizowaną przez OPEC i kraje spoza kartelu, takie jak Rosja, politykę ograniczania wydobycia po to aby utrzymać ceny, można uznać za połowicznie skuteczną, choć bardzo dolegliwą, dla uczestników porozumienia. Z tego przede wszystkim powodu, że państwa te już wydobywają najmniej ropy naftowej od 15 lat, a cena choć wyższa niż w latach 2016 – 2017, jest odległa od czasów, kiedy baryłka kosztowała powyżej 100 dolarów.

W czasie niedawnego posiedzenia OPEC+ w Wiedniu postanowiono o kontynuowaniu polityki hamowania wydobycia po to, aby utrzymać wyższy poziom cen. Analitycy są zdania, że po upływie 18 miesięcy, czyli okresie na jaki zawarto porozumienie, państwa w nim uczestniczące, a przede wszystkim Arabia Saudyjska i Rosja, będą chciały przedłużyć obowiązującą umowę.

Ale to oznacza, że jakikolwiek wzrost wydobycia odbywać się może o ile łącznie producenci będący stronami porozumienia nie powiększą podaży w stopniu wyższym niż planowany wzrost popytu. Czyli innymi słowy w Rijadzie, czy w Kuwejcie mogą planować wzrost własnej produkcji o ile są przekonani, że inni eksporterzy zmniejszą swe wydobycie. Pierwszym kandydatem jest oczywiście Iran, ale czy tylko on?

Arabia Saudyjska poinformowała właśnie, że Saudi Aramco, państwowy koncern kontrolujący wydobycie ropy i gazu w kraju, zawarł właśnie umowy z 16 firmami, o wartości 18 mld dolarów, których celem jest rozbudowa mocy wydobywczych firmy o co najmniej 550 tys. baryłek ropy naftowej i 2,5 mld m³ na dobę. Chodzi o budowę 24 nowych platform wydobywczych w szelfie morskim oraz dodatkowych 11 na terenie innych obszarów wydobywczych. A ponadto, w najbliższym czasie mogą rozpocząć się nowe inwestycje w tzw. strefie neutralnej położonej między Kuwejtem a Arabią Saudyjską. Właśnie poinformowano, że obydwie stolice osiągnęły porozumienie w kwestii podziału tego pustynnego terytorium o powierzchni 5,7 tys. km², pod którym znajdują się bogate złoża ropy naftowej. Szacuje się, że Arabia Saudyjska może, po rozpoczęciu wydobycia na przypadającej jej części spornego terytorium zwiększyć swą produkcję nawet o 500 tys. baryłek na dobę.

Drugi, z wielkich producentów uczestniczących w porozumieniu OPEC+ Rosja, stoi przed innymi problemami. Największy państwowy koncern Rosnieft wystąpił właśnie do rządu o udzielenie firmie gigantycznych, bo szacowanych na 10 mld dolarów ulg podatkowych w związku z niezbędnymi inwestycjami w pola wydobywcze zlokalizowane na dalekiej Północy. Według różnych rosyjskich źródeł koncern, w związku z planami Putina uruchomienia „północnej drogi morskiej” chciałby wybudować specjalny port oraz połączyć rurociągami cztery przeznaczone do eksploatacji, a tam znajdujące się złoża, o łącznych zasobach szacowanych na 1,9 mld ton ropy naftowej. Bez tych inwestycji ambitne plany Kremla, aby do 2025 roku dziesięciokrotnie powiększyć tonaż surowców eksportowanych przez „drogę północną” raczej pozostaną na papierze. Analitycy zwracają uwagę, że kwota o która wystąpił Rosnieft, jest równa temu co rosyjski budżet zarobił na operacji podniesienia w obecnym roku podatku VAT. I jeśli rosyjskie władze zgodzą się na propozycję Rosnieftu (a dotychczas koncernowi udawało się uzyskać znaczące ulgi podatkowe), zrównoważenie budżetu będzie można osiągnąć przy cenie 55 dolarów za baryłkę, a nie tak jak obecnie 50 dolarów. Ale z drugiej strony, bez budowy infrastruktury komunikacyjnej na dalekiej Północy nie ma co myśleć o wzroście rosyjskiego wydobycia, nawet utrzymać obecny poziom będzie bardzo trudno, bo stare, lepiej dostępne złoża są już w znaczącym stopniu wyeksploatowane, a nowe w 90% znajdują się w okolicach Koła Podbiegunowego. W porównaniu z krajami południa, które planują wzrost wydobycia, takimi jak Irak, Arabia Saudyjska czy Kuwejt, lokalizacja jej złóż na dalekiej północy, inaczej niż to ma miejsce w przypadku gazu ziemnego (który trzeba znacząco ochłodzić aby skroplić, co wpływa na to, że rosyjski LPG może mieć niższe koszty wydobycia niż np. amerykański) zmniejsza konkurencyjne przewagi Rosji.

A na rynku tym, konkurencja jest bezwzględna. Nie dajmy się zwieść dyplomacji uśmiechów i pięknych gestów. Niedawne ataki na tankowce w Zatoce Ormuz doprowadziły do tego, że ubezpieczenie frachtu tankowca skoczyło kilkakrotnie, do poziomu 500 tys. dolarów. Z drugiej strony Rosjanie, po aferze z zanieczyszczona ropą naftową w rurociągu Przyjaźń, mogli się przekonać jak sytuację tę wykorzysta rynek. A wykorzystał bezwzględnie. Jak informuje Reuters, Rosnieft musiał sprzedawać swą ropę ze znacznymi upustami, nawet jeśli nie była ona zanieczyszczona. Do tej pory te upusty osiągnęły poziom 50 mln dolarów. I sprawa będzie powracać, bo po pierwsze operator rurociągu, czyli Transnieft, zmniejszył ilość ropy, którą przyjmuje od Rosnieftu, co negatywnie odbiło się na jego wydobyciu, a po drugie odbiorcy, będą już teraz bardzo uważnie badać co płynie do nich rurą. I co jakiś czas, a ostatnio miało to miejsce 5 lipca, bo wtedy Shell do którego należy rafineria w Schwedt, podniósł alarm, że znów dostaje surowiec złej jakości.

A na to wszystko nakładają się afery, trochę obyczajowe, ale pokazujące w jaki sposób rosyjska korporacja (Rosnieft) gospodaruje swoimi pieniędzmi. W połowie czerwca Reuters opublikował raport. Analitycy agencji zbadali w jaki sposób w latach 2015 – 2019 koncern wykorzystuje odrzutowce, będące jego własnością. Przeanalizowano 290 lotów, i okazało się, że 96 z nich przypadało na czas weekendów. Innymi słowy prezes Sieczin, służbowym samolotem latał wypoczywać na Malediwach, Majorce i w innych kurortach. Tak przynajmniej dowodzi Reuters. A warto pamiętać, że koncern, mimo, że jest kontrolowany przez rosyjski rząd, to nie jest to firma w 100% państwowa. Jego GDR-y notowane są w Londynie, pakiet ma też BP. Informacja ta może być istotna dla potencjalnych inwestorów, którzy chcieliby kupić akcje, bądź obligacje koncernu. Cena ich plasowania może być wyższa.

Zdaniem rosyjskich ekonomistów kraj już płaci znaczącą cenę za porozumienie z OPEC. Ograniczanie wydobycia ropy naftowej jest jednym z najistotniejszych powodów braku wzrostu gospodarczego w Rosji, bo sektor ten (wraz z gazem) decydował o 55% rosyjskiego eksportu. Czy w dłuższej perspektywie polityka tego rodzaju okaże się dla Moskwy korzystna? Wypada w to wątpić.