Rząd trwoni koniunkturę
Tomasz Wróblewski 16.08.2016

Deklaracje polityków rzadko współgrają z realiami politycznymi. Jest poezja obietnic wyborczych i jest proza rządzenia. Są strategie, wizje i są gry interesów. To wiemy, a mimo wszystko przepaść między oficjalnym programem rządu a jego realizacją zaczyna nas mocno niepokoić.

Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zawierała wiele wskazań, jak wykorzystać obecną koniunkturę gospodarczą do zbudowania trwałej i silnej pozycji Polski w świecie. Praktyka legislacyjna, tu i teraz, sprowadza się jednak do trwonienia tej koniunktury na potrzeby chwilowych korzyści politycznych. Czasem w postaci popularnych przywilejów społecznych, a czasem ustaw poszerzających wpływy poszczególnych ministrów.

W rezultacie zamiast obiecanego „przyjaznego otoczenia legislacyjnego” przedsiębiorcy ujrzeli projekt ustawy z zapisem o karze 25 lat więzienia za nadużycia VAT i zapowiedź konfiskaty firmy na czas wyjaśniania zarzutów stawianych właścicielom firmy. Ustawa może i pomaga rozwinąć skrzydła nadgorliwym prokuratorom, ale na pewno nie przedsiębiorcom. Zamiast obiecywanego „uproszczenia systemu podatkowego” przedsiębiorcy mają teraz stracić prosty, przejrzysty ryczałt na ZUS i płacić wyższe składki proporcjonalne do dochodu. Zamiast jednej policji skarbowej mieliby dwie – fiskus i ZUS sprawdzający zgodność składek z zarobkami. Do tego dodajmy kontrole, rygorystyczne egzekwowanie stawek godzinowych, ozusowanie każdej umowy i skokowe podwyżki płacy minimalnej. Wszystko to razem pozbawia przedsiębiorców tego, co dla małych i średnich firm jest najważniejsze i co miało być częścią „Strategii Rozwoju” – elastyczności systemu. Możliwości dostosowania kosztów pracy do bieżącej sytuacji na rynku, prostszego systemu podatkowego.

Ileż to w programie Morawieckiego nie było o tworzeniu nowych zasobów ludzkich, powtarzania ogólnych prawd, że wzrost gospodarczy zależy od liczby osób aktywnych zawodowo. Ledwo się obejrzeliśmy i rząd w ramach naprawy rynku pracy chce ograniczyć dopływ taniej siły roboczej z Ukrainy. Znieść prosty system zatrudniania na oświadczenie i zastąpić go wielostopniową procedurą biurokratyczną. Milion Ukraińców, którzy ratują dziś naszą gospodarkę, wróciłoby do domu, zostawiając firmy bez pracowników, a pola z niezebranymi owocami i warzywami. Fundamentem rządowego programu rozwoju miało być wzmacnianie najlepszych branż polskiej gospodarki.

Pech chciał, że zanim plan wszedł w życie, Sejm przyjął ustawę o obrocie ziemią rolną. Posunięcie pewnie korzystne dla potentatów ziemskich, którym zostawiono szeroko otwarte furtki w ustawie, ale dla rozwijającego się rodzinnego przemysłu rolnego i małych gospodarstw to katastrofa. Sporo można by dalej pisać o ambitnych założeniach budżetowych rządu, które on sam skutecznie chce torpedować, obniżając wiek emerytalny czy gwarantując wszystkim ubezpieczenie zdrowotne, nawet tym, co nie płacą składek. Już dziś widzimy, że realizacja 3,8-procentowego wzrostu gospodarczego na koniec roku graniczyłaby z cudem. Wiemy też, że wzrost trwale powinien być powyżej 4 proc. PKB, jeżeli w wyobrażalnej przyszłości chcemy osiągnąć średni unijny poziom życia. Samo 500 plus nie wystarczy. Potrzebujemy zachęt do inwestycji, a nie do przenoszenia firm do Czech czy Luksemburga.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Kancelaria Premiera/ na lic. Creative Commons/ flickr.com