Rządzący i rządzeni – najgorszy rodzaj nierówności
Robert Gwiazdowski 14.01.2020

Aby wyrównać szanse młodych trzeba ponoć opodatkować dochody i majątki rodziców niektórych z nich. Oczywiście tych, którzy talentem, pracą, akuratnością czy zwykłym szczęściem się czegoś dorobili. Jak w takim razie opodatkować rodziców tych dzieci, którzy zdobyli władzę? Owszem dzieci państwa Gatesów mają na starcie lepszą pozycję niż dzieci statystycznych państwa Smith, albo Johnson (najpopularniejsze nazwiska w USA). Ale dzieci państwa Clinton i Obamów, którzy walczyli o wyższe opodatkowanie państwa Gatesów, też będą miały na starcie lepszą pozycję. I co?

 

I to jest właśnie ten rodzaj nierówności, które naturalne nie są. To nie jest nierówność między mieszkańcami Xanadu 2.0 (tak Bill Gates nazwał swoją posiadłość nad Jeziorem Waszyngton) i mieszkańcami waszyngtońskich slumsów, lecz nierówność między nimi a mieszkańcem Białego Domu w tymże Waszyngtonie. Jest to prawie taka sama nierówność jaka była między mieszkańcem Wersalu, a jakiejś innej podparyskiej wsi.

To wraz z pojawianiem się pierwszych struktur państwowych 5000 lat temu zaniknął egalitaryzm. Wodzowie mogli awansować kogo chcieli. Dziś, niestety, jest dość podobnie. I to jest większy powód do zmartwienia niż różnice wynikające z innych przyczyn.

Jak podkreśla Janusz Grzelak, w sytuacji współzależności ważne jest nie tylko to jakie zyski i straty kto poniesie (czyli alokacja zasobów), ale także kto o tym decyduje i w jakim stopniu (czyli alokacja kontroli). Istota konfliktu nie zawsze przebiega na linii „ja – my”. W rzeczywistości społecznej występuje jeszcze jeden poziom, którym jest jakaś władza w danej grupie, organizacji czy państwie, mogąca wywierać wpływ na wybory dokonywane przez poszczególne jednostki i grupy. Istota konfliktu przebiega więc na linii „ja – my – oni”.

Największa nierówność polega na tym, że jedni posiadają władzę, a inni jej podlegają! Szczególna pozycja niektórych nie wynika bynajmniej z tego, że mają jakieś papiery wartościowe czy domy, ale z tego, że mają władzę! Niektórzy chcą tę nierówność zwiększyć i dać im jeszcze więcej władzy, by mogli niwelować nierówności.

Ci, którzy mają władzę, mogą powoływać i odwoływać prezesów urzędów państwowych, a czasami nawet największych przedsiębiorstw, bo w niektórych państwach – jak w Polsce – pozostają one we władaniu państwa, mogą decydować kto otrzyma jakie państwowe zamówienie. A niektórzy mają nawet kluczyk do skrzynek z kodami do rakiet atomowych. Są to ludzie żądni władzy, którzy niewiele potrafią poza uprawianiem walki o władzę.

Dlatego anarchiści i libertarianie uważają, że państwo trzeba zlikwidować. Marksiści co prawda też twierdzili, że kiedyś państwo zniknie, ale „przejściowo” za konieczne uznawali jego wzmocnienie i wprowadzenie „dyktatury proletariatu”. Oczywiście to nie proletariat sprawować miał dyktaturę, tylko jego „awangarda”. Pod tym względem nic się do dziś nie zmieniło. Najbardziej na walce z nierównościami korzystają ci, którzy są w awangardzie tej walki.

Z kolei liberałowie uważają, że choć państwo, co do zasady, jest ludziom przydatne, to jednak musi być ograniczone – żeby nie przerodzić się w dyktaturę jakiejkolwiek awangardy, bez względu czy miałaby to być awangarda proletariatu, bankierów, przemysłowców, ekonomistów, czy prawników.

Postulaty, by jeszcze bardziej zwiększyć zakres władzy są niebezpieczne dlatego, że to zwiększa najgorszą z istniejących nierówności, choć odbywa się pod hasłem zwalczania innych nierówności.

A skoro już dziś ci, którzy mają władzę, sypiają na prześcieradłach za 3000 euro – jak niechcący wyszło na jaw przy okazji awantury we Włoszech o rozliczenie organizacji szczytu G8, który miał odbyć się w 2009 roku na wyspie Maddalena koło Sardynii – to jakie prześcieradła będą sobie kupować, gdy ustanowią dyktaturę? Bardzo jestem ciekaw czy państwo Gates kupują sobie takie prześcieradła?